REKLAMA

NATO chce rur z paliwem przez Polskę. "Krwiobieg przyszłej wojny"

Czołgi, samoloty i ciężarówki potrzebują paliwa w gigantycznych ilościach. Właśnie dlatego NATO wraca do pomysłu wojskowych rurociągów.

Polska walczy o rurociągi NATO. Stawką jest paliwo dla armii
REKLAMA

Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że rurociągi paliwowe będą jednym z priorytetów Polski podczas szczytu NATO w Ankarze. Chodzi o system, który miałby połączyć zachodnie Niemcy z Polską, a następnie rozgałęzić się na południe do Czech oraz na północ na Litwę i do pozostałych państw bałtyckich.

REKLAMA

Polska zabiega o włączenie do natowskiej infrastruktury paliwowej od lat, a po rosyjskiej agresji na Ukrainę temat stał się jednym z warunków realnej zdolności NATO do działania na wschodzie Europy.

Szef MON mówił, że ma silny mandat od partnerów z Grupy Wyszehradzkiej i państw bałtyckich, by zabiegać o budowę takiej sieci. To bardzo ważne, bo rurociąg nie jest projektem jednego kraju. Nie da się go sensownie zbudować jako polskiej samotnej wyspy. Musi być elementem większego układu, który łączy porty, rafinerie, magazyny, bazy wojskowe, lotniska, kolej, transport drogowy i zachodnią część natowskiej sieci paliwowej.

NATO ma już paliwowy kręgosłup, tylko nie tam, gdzie dziś najbardziej go potrzebuje

NATO Pipeline System powstał w czasach zimnej wojny po to, żeby zapewnić wojskom Sojuszu dostęp do produktów naftowych i ich dystrybucję w każdej sytuacji. To nie jest jedna rura, lecz cały system rurociągów, magazynów, przepompowni, punktów załadunku i połączeń z bazami oraz lotniskami.

Najważniejszym elementem w Europie Zachodniej jest CEPS, czyli Central Europe Pipeline System. Łączy m.in. Belgię, Francję, Niemcy, Luksemburg i Holandię. Problem polega na tym, że historycznie system był projektowany pod inną geografię zagrożenia. Po rozszerzeniu NATO na wschód nowa linia obrony przesunęła się daleko, ale infrastruktura paliwowa nie nadążyła za mapą polityczną.

REKLAMA

Pisaliśmy o tym w tekście: NATO ma poważny problem z paliwem. Rozwiązaniem będą rurociągi do Polski. Zachodni kręgosłup paliwowy kończy się za wcześnie, jeśli myślimy o wojnie na wschodniej flance. A w razie konfliktu z Rosją to właśnie Polska, Czechy, Litwa, Łotwa, Estonia, Słowacja, Rumunia i inne państwa regionu stałyby się gigantycznym obszarem przerzutu, koncentracji i działania wojsk.

Bez rurociągów zostają tylko cysterny i kolej

Oczywiście paliwo da się przewozić cysternami drogowymi i kolejowymi. Problem w tym, że to działa dobrze w czasie pokoju, przy przewidywalnym zapotrzebowaniu i normalnych ćwiczeniach. W czasie wojny skala potrzeb rośnie absurdalnie szybko.

Jedna brygada pancerna prowadząca działania manewrowe może zużywać ponad 300 tys. l paliwa dziennie. A przecież nie mówimy o jednej brygadzie. W realnym scenariuszu NATO na wschodniej flance trzeba liczyć paliwo dla wielu brygad, lotnictwa, śmigłowców, ciężarówek, systemów obrony powietrznej, generatorów, zaplecza logistycznego i baz.

REKLAMA

Gdyby całe to paliwo wozić głównie cysternami i koleją, drogi oraz tory szybko zostałyby zapchane. Tym bardziej że ta sama infrastruktura musiałaby jednocześnie przerzucać żołnierzy, czołgi, amunicję, części zamienne, żywność, sprzęt inżynieryjny i pomoc medyczną. W takiej sytuacji paliwo nie jest tylko kolejnym towarem. Jest wąskim gardłem, które może zatrzymać całą operację.

Rurociąg nie walczy, ale decyduje, czy walczyć się da

Wojna na Ukrainie szybko pokazała, że bez sprawnej logistyki nawet najlepszy sprzęt niewiele znaczy. To ona decyduje, czy czołg faktycznie ruszy w teren, artyleria będzie miała czym strzelać, a samoloty polecą na kolejne misje. Rosjanie przekonali się o tym już na początku inwazji, gdy ich kolumny pod Kijowem stanęły nie dlatego, że zabrakło im sprzętu, tylko dlatego, że zawiodło zaopatrzenie, dowodzenie i paliwo.

REKLAMA

Rurociąg paliwowy nie ma armaty, radaru ani rakiet, ale w razie wojny może być równie ważny jak brygada pancerna. Pozwala przesyłać ogromne ilości paliwa bez wystawiania każdej dostawy na widok z powietrza, korkowania dróg i uzależniania całej operacji od tysięcy pojedynczych przejazdów cystern.

To właśnie dlatego w NATO mówi się o paliwowych rurociągach jak o kręgosłupie zaopatrzenia. Na poziomie taktycznym cysterny nadal są niezbędne, bo ktoś musi dowieźć paliwo do konkretnego czołgu, wyrzutni czy samolotu. Ale na poziomie strategicznym i operacyjnym przerzucanie masy paliwa przez pół Europy cysternami jest zbyt wolne, zbyt widoczne i zbyt łatwe do zakłócenia.

REKLAMA

Polski odcinek ma mieć ok. 300 km

W październiku 2025 r. Zakład Inwestycji NATO podpisał wstępne porozumienie z PERN. To był pierwszy formalny krok do połączenia polskiej infrastruktury paliwowej z systemem Sojuszu. Planowany polski odcinek ma liczyć ok. 300 km i prowadzić od granicy z Niemcami do bazy PERN w rejonie Bydgoszczy.

REKLAMA

Koszt projektu szacowano na ok. 20 mld zł. W tej kwocie nie chodzi tylko o samą rurę w ziemi. Potrzebne są też magazyny, przepompownie, zabezpieczenia, integracja z krajową infrastrukturą, systemy kontroli, ochrona i dostosowanie całości do wymagań wojskowych. To wielka inwestycja infrastrukturalna, a nie szybki wojskowy remont.

Pisaliśmy o tym w tekście Historyczne porozumienie. Polska w nowym systemie NATO. Wtedy był to przede wszystkim sygnał, że Polska formalnie rusza w stronę natowskiego systemu paliwowego. Teraz temat wraca na poziomie politycznym przed szczytem w Ankarze, bo bez zgody sojuszników i pieniędzy z mechanizmów NATO taki projekt nie ruszy w pełnej skali.

To projekt wojskowy i cywilny jednocześnie

W czasie pokoju rurociąg może służyć gospodarce cywilnej, transportowi paliw i wzmacnianiu bezpieczeństwa energetycznego państwa. W czasie kryzysu albo wojny pierwszeństwo przejmuje wojsko.

REKLAMA

Tak działa zresztą CEPS w Europie Zachodniej. System jest wykorzystywany nie tylko militarnie, lecz także komercyjnie, m.in. do zaopatrywania lotnisk cywilnych w paliwo lotnicze. Dzięki temu infrastruktura nie stoi pusta przez lata, operatorzy mają przychody, a system jest utrzymywany, testowany i używany na co dzień. W razie kryzysu jego znaczenie zmienia się z gospodarczego na strategiczne.

Dla Polski to bardzo ważne. Projekt za 20 mld zł będzie łatwiejszy do obrony, jeśli nie zostanie przedstawiony jako rura czekająca na wojnę, ale jako infrastruktura, która wzmacnia też cywilny rynek paliwowy, odporność państwa i bezpieczeństwo dostaw.

Nie wszyscy są przekonani

Kosiniak-Kamysz przyznał, że część państw Sojuszu nie jest jeszcze przekonana do tego pomysłu. Wymieniane są m.in. Hiszpania, Turcja i Francja, choć według szefa MON stanowisko Hiszpanii ma się zmieniać. To pokazuje, że nawet w sprawach oczywistych z perspektywy wschodniej flanki NATO nie działa automatycznie.

REKLAMA

Dla Polski i państw bałtyckich rurociągi paliwowe są kwestią przetrwania operacyjnego. Dla państw oddalonych od Rosji mogą wyglądać jak kosztowny projekt regionalny. To klasyczne napięcie w Sojuszu: wszyscy mówią o wspólnej obronie, ale konkretne rachunki, trasy i priorytety wyglądają inaczej w Warszawie, Madrycie, Paryżu czy Ankarze.

Szczyt w Ankarze ma więc znaczenie nie tylko symboliczne. Polska chce, by decyzje o wydatkach, odporności i infrastrukturze zaczęły schodzić z poziomu deklaracji na poziom rur, magazynów i terminów. Bo 5 proc. PKB na obronność brzmi dobrze, ale pieniądze muszą zamienić się w zdolności. Rurociąg jest jedną z nich.

REKLAMA

Polska staje się logistycznym gardłem NATO

Polska coraz mocniej staje się krajem, przez który w razie wojny musiałyby przejść siły sojusznicze, sprzęt, amunicja i zapasy. To oznacza autostrady, kolej, porty, lotniska, magazyny, mosty, centra dowodzenia i właśnie paliwo. Bez tego wszystkie deklaracje o wzmocnieniu wschodniej flanki pozostają niepełne.

Pisaliśmy o tym w tekście: Polska to kręgosłup NATO. Generał tłumaczy, dlaczego pełnimy kluczową rolę. Nasze położenie jest jednocześnie atutem i problemem. Atutem, bo Polska może stać się głównym zapleczem obrony wschodniej flanki. Problemem, bo każdy most, węzeł kolejowy, baza paliwowa i terminal automatycznie nabierają strategicznego znaczenia.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Rurociągi paliwowe są więc fragmentem większej układanki. Jeśli NATO chce szybko przerzucać ciężkie wojska na wschód, musi mieć nie tylko zgodę polityczną i sprzęt. Musi mieć fizyczną infrastrukturę, która to uniesie. A ta infrastruktura nie powstaje w tydzień.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Wolfgang Weiser, Pexels

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA