Koniec z jednorazowymi satelitami. Polski BOOSTER kluczem do kosmicznych napraw
Polski napęd satelitarny BOOSTER trafi do azjatyckiej misji serwisowania obiektów na orbicie. Start planowany jest na pierwszą połowę 2027 r.

Polska firma Liftero zdobyła kolejnego klienta w Azji. To kontrakt wart blisko 1,5 mln zł, więc w kosmicznej skali nie wygląda jak jakieś wielkie trzęsienie ziemi. Może być on jednak dużo ważniejszy, niż sugeruje sama kwota. Chodzi o system napędowy BOOSTER z 8 silnikami, który ma trafić do producenta satelitów operującego w obszarze serwisowania obiektów znajdujących się na orbicie. Dostawa ma nastąpić jeszcze w 2026 r., a sama misja ma wystartować w pierwszej połowie 2027 r. Dla Liftero to kolejny krok w stronę czegoś, czego polski sektor kosmiczny bardzo potrzebuje: nie jednorazowej demonstracji, ale powtarzalnej sprzedaży technologii na świecie.
Mały kontrakt, ale bardzo ważna półka
1,5 mln zł w sektorze kosmicznym nie robi aż takiego wrażenia jak wielkie programy satelitarne, narodowe konstelacje albo rakiety nośne. Jednak to nie jest historia o kwocie, tylko o miejscu w łańcuchu wartości. Liftero sprzedaje element, bez którego coraz więcej misji po prostu nie ma sensu, a mianowicie napęd.
Satelita bez napędu może działać, ale ma ograniczone możliwości. Nie zmieni sprawnie orbity, nie wykona precyzyjnego manewru, nie podejdzie do innego obiektu, nie uniknie części zagrożeń i trudniej zakończy misję w kontrolowany sposób.
Nowy klient z Azji ma działać w obszarze serwisowania satelitów na orbicie. To szczególnie wymagający segment. Takie misje nie polegają na tym, że urządzenie po prostu okrąża Ziemię i robi zdjęcia. Tu trzeba zbliżać się do innych obiektów, kontrolować pozycję, wykonywać powtarzalne manewry i działać z bardzo małym marginesem błędu.
Nawet tak nieduży kontrakt może być strategicznie ważny. Jeśli polski system napędowy sprawdzi się w tego typu misji, przestanie być zwykłą ciekawostką, a zacznie być sprawdzonym elementem infrastruktury dla orbitalnej gospodarki.
Serwisowanie satelitów przestaje być czymś dziwnym
Jeszcze niedawno satelity traktowano trochę jak sprzęt jednorazowy. Wynosisz urządzenie na orbitę, używasz tak długo, jak działa, a potem zostaje problem: dryfujący obiekt, śmieć kosmiczny albo martwa platforma, której nie opłaca się ratować. Ten model jednak coraz gorzej pasuje do rzeczywistości.
Na orbitę trafiają teraz tysiące satelitów. Operatorzy budują konstelacje, wojsko chce mieć odporne systemy obserwacji i łączności, firmy planują usługi na niskiej orbicie, a przestrzeń wokół Ziemi staje się zatłoczona. W takim środowisku bardzo rośnie znaczenie misji, które potrafią podejść do satelity, skontrolować go, zatankować, naprawić, przeciągnąć na inną orbitę albo usunąć po zakończeniu pracy.
To właśnie in-orbit servicing, czyli serwisowanie na orbicie. Do tego dochodzi orbitalna logistyka, przedłużanie życia satelitów, inspekcje, dokowanie i usuwanie śmieci kosmicznych. Wszystkie te zadania mają wspólny mianownik: wymagają precyzyjnego napędu.
Jak pisaliśmy w tekście: Polska ma bramę do orbity. Przejmujemy kontrolę nad kosmosem, sama obecność satelity w kosmosie to dopiero część sukcesu. Równie ważne są systemy kontroli, komunikacji, planowania i obsługi misji. Liftero dokłada do tego polski produkt, który ma fizycznie poruszać statki kosmiczne.
BOOSTER ma robić to, czego elektryczny napęd nie zrobi
BOOSTER jest chemicznym systemem napędowym wykorzystującym nietoksyczne materiały pędne. Przez lata klasyczne napędy chemiczne w kosmosie kojarzyły się z bardzo skutecznymi, ale trudnymi i niebezpiecznymi substancjami. Alternatywą były napędy elektryczne, oszczędne i wydajne, ale często słabsze tam, gdzie liczy się szybka reakcja i konkretny impuls w krótkim czasie.
Napęd elektryczny jest świetny, gdy można długo i cierpliwie zmieniać orbitę. Chemiczny jest potrzebny tam, gdzie trzeba wykonać manewr szybciej, mocniej i bardziej zdecydowanie. Przy serwisowaniu satelitów, podejściu do obiektu albo dokowaniu czasem nie wystarczy delikatne, długotrwałe pchanie. Potrzebna jest przede wszystkim precyzja i dynamika.
Liftero stawia właśnie na ten segment. BOOSTER ma być systemem konfigurowalnym, dopasowywanym do różnych misji i satelitów. Oznacza to, że firma nie chce za każdym razem projektować napędu od zera. Chce budować z powtarzalnych komponentów rozwiązania szyte pod wymagania konkretnego klienta.
Azja nie kupuje u nas z grzeczności
Klient pochodzi z Azji, co jest bardzo ciekawe, bo ten region bardzo szybko rośnie w sektorze New Space. Indie, Japonia, Korea Południowa, Singapur i inne państwa rozwijają własne programy satelitarne, usługi orbitalne, komponenty i infrastrukturę kosmiczną. Konkurencja lokalna jest tam coraz mocniejsza.
Cieszymy się, że nasz nowy klient z Azji zdecydował się na rozwiązanie Liftero, wybierając naszą technologię pomimo konkurencji zarówno ze strony dostawców posiadających większą liczbę napędów na orbicie, jak i lokalnych podmiotów. Widzimy zasadność i skuteczność strategii wejścia na rynki wschodzące i adresowania spółek z sektora New Space, dla których takie czynniki, jak krótki czas dostawy, elastyczność konfiguracji oraz wysokie osiągi rozwiązania mają kluczowe znaczenie – powiedział Tomasz Palacz, CEO Liftero.
Wejście polskiej firmy na taki rynek to nie kwestia przygotowania efektownego pitch decku i wysłania kilku maili. Klient musi mieć powód, by wybrać dostawcę z Europy Środkowej, a nie kogoś bliżej siebie albo firmę z dłuższą historią lotów. Ten powód może być techniczny, cenowy, terminowy albo związany z elastycznością konfiguracji.
To jest najważniejszy test dla młodych firm kosmicznych. W kraju łatwo o entuzjazm, granty, konferencje i hasła o narodowym sektorze. Na rynku międzynarodowym liczy się jednak przede wszystkim zimna kalkulacja: czy produkt działa, czy da się go dostarczyć, czy nie wywróci misji i czy jest lepszy albo bardziej dostępny niż konkurencja.
Przeczytaj także:
Jak pisaliśmy w tekście: Lot Sławosza Uznańskiego w kosmos to nie przypadek. Polska potęgą w eksploracji Wszechświata, polski sektor kosmiczny coraz wyraźniej wychodzi z roli podwykonawcy i obserwatora. Jednak prawdziwy awans zaczyna się dopiero wtedy, gdy zagraniczny klient zamawia konkretną technologię, a nie tylko podpisuje memorandum o współpracy.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Liftero / Canva Pro
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.