REKLAMA

Towar z kosmosu prosto na Ziemię. SpaceX rzuca na orbitę wielki krążek

Kosmiczna produkcja ma sens tylko wtedy, gdy da się odzyskać gotowy produkt. SpaceX właśnie testuje kapsułę, która ma zamknąć ten łańcuch.

SpaceX ma nową kapsułę. Starfall ma wozić towar z orbity
REKLAMA

Rakiety kosmiczne od lat tanieją i coraz sprawniej wynoszą ładunki na orbitę. Prawdziwy problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy trzeba je odzyskać szybko, bezpiecznie i bez organizowania całej misji wokół jednego statku. Właśnie tu wchodzi cały na biało Starfall od SpaceX, czyli kapsuła zaprojektowana po to, by zamknąć ten brakujący etap. Ma zabierać ładunek w kosmos i sprowadzać go z powrotem tam, gdzie naprawdę zaczyna się gra o pieniądze: do laboratoriów, magazynów i fabryk na Ziemi.

REKLAMA

Starfall wygląda jak latający krążek, ale cel jest mocny

Pierwszy lot demonstracyjny Starfall wystartował dokładnie 23 czerwca na rakiecie Falcon 9 z kompleksu SLC-40 na Cape Canaveral Space Force Station. To nie jest statek dla astronautów, nie ma kabiny, foteli ani systemów podtrzymywania życia. To bezzałogowa kapsuła do ładunków, które trzeba zabrać na niską orbitę okołoziemską, potrzymać tam przez jakiś czas, a potem odzyskać.

Sam kształt od razu odróżnia ją od Dragona. Starfall przypomina spłaszczony dysk, trochę jak ogromny krążek hokejowy. Ma około 3,1 m średnicy i 0,75 m wysokości. Może zabrać do 1000 kg ładunku, czyli już nie próbkę wielkości pudełka po butach, ale sensowny pakiet eksperymentów, komponentów albo produktów z orbitalnej produkcji.

Po powrocie kapsuła ma wodować na Pacyfiku, mniej więcej 1300 km od zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Jeśli taki system ma działać komercyjnie, musi być po prostu przewidywalny: start, pobyt w kosmosie, wejście w atmosferę, spadochrony, wodowanie i odzysk.

REKLAMA

Kosmiczna fabryka bez powrotu jest tylko drogim magazynem

Cały sens Starfall widać dopiero wtedy, gdy spojrzymy na kosmiczną produkcję. Mikrograwitacja pozwala robić rzeczy, których na Ziemi nie da się łatwo powtórzyć: inaczej krystalizować leki, hodować delikatne struktury biologiczne, testować materiały, sprawdzać procesy chemiczne bez wpływu ciężaru i konwekcji. Tyle że taka produkcja jest bezużyteczna, jeśli gotowy materiał nie wróci szybko i bezpiecznie.

REKLAMA

Pisaliśmy już o tym przy okazji tekstu Przed nami ogromny przełom. SpaceX wystrzeliło pierwszą kosmiczną fabrykę lekarstw. Wtedy bohaterem była Varda Space Industries i jej niewielka fabryka leków na orbicie. To był świetny przykład kierunku, że nie chodzi o to, żeby robić w kosmosie wszystko, ale żeby wybrać produkty tak cenne albo tak trudne do uzyskania na Ziemi, że kosmiczny etap zaczyna mieć ekonomiczny sens.

Starfall celuje w ten sam problem, tylko od bardziej przyziemnej strony: jak to wszystko potem ściągnąć na dół. SpaceX nie musi od razu stawiać własnej fabryki leków na orbicie. Wystarczy, że zapewni innym powtarzalny, przewidywalny sposób na odzyskanie ładunku.

REKLAMA

Dragon umie wracać. Starfall ma być czymś innym

SpaceX ma już statek, który sprowadza ładunki z orbity. Dragon regularnie wraca z ISS z eksperymentami, sprzętem i próbkami naukowymi. Niedawno pisaliśmy o tym w tekście Cargo Dragon wraca z ISS. W środku tkanki i trop na raka, gdzie stawką były m.in. bioprintowane tkanki i materiały pomocne w badaniach nad nowotworami.

REKLAMA

Różnica polega na tym, że Dragon jest dużym, wielozadaniowym statkiem kosmicznym, powiązanym z misjami zaopatrzeniowymi i infrastrukturą stacji kosmicznej. Starfall wygląda bardziej jak wyspecjalizowane narzędzie do jednego zadania: zabrać ładunek, przetrwać wejście w atmosferę i oddać zawartość po wodowaniu. Mniej statku, więcej orbitalnego kuriera.

REKLAMA

To może mieć niebagatelne znaczenie po zakończeniu ery ISS. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna nie będzie wieczna, a przyszłe laboratoria orbitalne i prywatne platformy będą potrzebowały czegoś więcej niż samego dostępu do kosmosu. Będą potrzebowały transportu zwrotnego. Bez niego cała koncepcja kosmicznej gospodarki pozostanie bardziej wizją niż rzeczywistym rynkiem.

SpaceX wchodzi w teren, gdzie inni już coś wcześniej pokazali

Varda pokazała już wcześniej, że małe kapsuły powrotne mogą działać. Jej system W-Series ma służyć do orbitalnej produkcji i powrotu materiałów na Ziemię, a kapsuły wracały już po misjach związanych z farmaceutyką, badaniami materiałowymi i testami powrotu przez atmosferę. To ważny precedens pokazujący, że koncepcja nie jest czystą fantazją.

Jednak SpaceX wnosi do gry skalę. I to naprawdę olbrzymią. Starfall jest większy od kapsuł Vardy i ma zabierać do 1000 kg ładunku. Do tego firma ma Falcona 9, Falcona Heavy, a w przyszłości także Starshipa. Jeśli kapsuła powrotna stanie się elementem większego systemu, SpaceX może sprzedawać nie tylko start, ale cały łańcuch: wyniesienie, pobyt na orbicie, powrót i odzysk.

REKLAMA

Kosmos pomału przestaje być tylko miejscem do eksperymentów. Zaczyna przypominać trudną, drogą i wymagającą strefę przemysłową. Nie wszystko opłaca się tam robić – większość rzeczy wciąż taniej i rozsądniej powstaje na Ziemi. Są jednak takie przypadki, jak wybrane leki, kryształy białek, nowe materiały czy testy hipersoniczne, gdzie warunki na orbicie dają coś, czego nie da się odtworzyć w żadnym ziemskim laboratorium.

Najtrudniejsze jest ostatnie kilkanaście minut

Paradoks polega na tym, że najbardziej ryzykowna część może zacząć się dopiero wtedy, gdy ładunek jest już gotowy. Powrót przez atmosferę to brutalny test: ogromne prędkości, nagrzewanie, plazma, przeciążenia, precyzyjne ustawienie kapsuły, spadochrony i wodowanie. SpaceX w dokumentach regulacyjnych opisuje Starfall jako pojazd z osłoną termiczną z włókna węglowego, układem kontroli orientacji na zimny gaz i bez niebezpiecznych ciekłych materiałów pędnych.

Pamiętajmy, że kapsuła ma przede wszystkim wrócić w jednym kawałku i nie narobić przy tym problemów. Starfall nie ma własnego napędu do zejścia z orbity, więc podczas demonstracji kluczową rolę odegra górny stopień rakiety albo inny sposób ustawienia kapsuły na właściwej trajektorii powrotu. To wciąż pierwszy test, a nie gotowa usługa kosmicznego kuriera.

Przeczytaj także:

REKLAMA

I bardzo dobrze, że zaczyna się od testu. Rynek kosmicznej produkcji jest pełen obietnic, ale bardzo ubogi w powtarzalne usługi. Starfall będzie naprawdę ważny dopiero wtedy, gdy przestanie być ciekawostką, a zacznie wracać regularnie, przewidywalnie i za cenę, którą da się wpisać w biznesplan. Przyszłość niskiej orbity nie rozstrzygnie się tylko na starcie rakiety. Rozstrzygnie się przy odzysku ładunku. Kto opanuje powroty, ten będzie miał klucz do kosmicznego przemysłu.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA