REKLAMA

Jedziesz na urlop? Do rachunku doliczą nowy podatek

Szykują się zmiany w opłatach doliczanych do noclegów. Gminy mają łatwiej pobierać pieniądze od turystów, a stawki wzrosną.

Noclegi w Polsce mogą zdrożeć. Szykują zmiany w opłatach
REKLAMA

Na rachunku za nocleg pojawi się pozycja, którą wielu turystów kojarzy głównie z uzdrowisk i najpopularniejszych kurortów. Państwo szykuje zmiany w opłatach miejscowych i uzdrowiskowych. Kwoty na pierwszy rzut oka nie straszą, ale przy kilkuosobowej rodzinie i dłuższym pobycie robi się z tego całkiem konkretna dopłata do wakacji.

REKLAMA

Niby tylko kilka złotych dziennie, ale od każdej osoby

Dziś opłata miejscowa działa dość wybiórczo. Gmina może ją pobierać od osób, które zostają dłużej niż dobę w miejscowości spełniającej określone warunki, m.in. klimatyczne i krajobrazowe. W uzdrowiskach dochodzi osobna opłata uzdrowiskowa. Turysta widzi to najczęściej jako dodatkową kwotę przy meldunku albo w rozliczeniu noclegu.

Resort finansów chce podnieść maksymalne stawki. W projekcie pojawiają się kwoty 3,56 zł, 5,03 zł oraz 6,86 zł za noc, w zależności od rodzaju opłaty i statusu miejscowości. Dla porównania, obecne górne limity na 2026 r. wynoszą 3,46 zł, 4,89 zł i 6,67 zł dziennie. Różnica na jednej dobie nie powala, ale przy 4-osobowej rodzinie i 10 nocach nawet niewielka stawka zaczyna być widoczna.

To nie jest jeszcze oczywiście scenariusz, w którym wakacyjny wyjazd nagle staje się dużo droższy. Mówimy raczej o kilku dodatkowych złotych doliczanych do pobytu. Ważne jest jednak to, że po zmianach opłata ma być łatwiejsza do pobrania i może pojawić się w większej liczbie miejscowości. Dla turystów to właśnie szerszy zasięg nowych zasad będzie bardziej odczuwalny niż sama, niewielka podwyżka stawek.

REKLAMA

A po co przyjechałeś? Nikt ci już nie zada tego pytania

Największa zmiana dotyczy nie wysokości, lecz samej logiki poboru. Dziś przepisy wiążą opłatę z celem pobytu: turystycznym, wypoczynkowym lub szkoleniowym, a w uzdrowiskach także zdrowotnym. To tworzy absurdalne sytuacje. Dwie osoby śpią w tym samym hotelu, w tej samej miejscowości, korzystają z tych samych ulic, parkingów i infrastruktury, ale jedna przyjechała na weekend, a druga służbowo.

REKLAMA

Nowy pomysł ma to znacząco uprościć. Zamiast sprawdzać, w jakim celu ktoś przyjechał, liczyłby się sam fakt korzystania z noclegu. Nieważne więc, czy to wyjazd wypoczynkowy, szkolenie czy podróż służbowa. Opłata miałaby obejmować pobyty trwające do 30 kolejnych dni, tak aby nie dotyczyła osób, które mieszkają w danej miejscowości przez dłuższy czas, np. ze względu na pracę sezonową.

REKLAMA

Dla hoteli, pensjonatów i apartamentów oznacza to mniej zgadywania, a dla turysty prostszy rachunek: nocujesz w gminie, która wprowadziła opłatę, więc dopłata pojawia się przy pobycie.

Nie masz górskiego powietrza? Turysta i tak zostawi swoje

Drugi spór jest ciekawszy, bo pokazuje, jak przestarzałe są obecne przepisy. Ministerstwo Sportu i Turystyki chce, aby o możliwości pobierania opłaty miejscowej decydowały walory turystyczne, a nie przyrodnicze czy klimatyczne. Jeśli miasto przyciąga turystów, zarabia na nich i ponosi koszty ich obecności, to nie powinno wypadać z systemu tylko dlatego, że nie spełnia wymogów dotyczących klimatu albo krajobrazu.

To pokazuje problem, z którym od lat mierzą się duże i popularne miasta. Turyści nie przyjeżdżają tam dla wyjątkowego klimatu czy leczniczego powietrza. Przyciągają ich koncerty, festiwale, zabytki, restauracje, muzea albo po prostu pomysł na weekendowy wypad. Z jednej strony zostawiają w mieście pieniądze, z drugiej korzystają z infrastruktury i usług, które trzeba utrzymać – od komunikacji i sprzątania po bezpieczeństwo czy publiczne toalety.

REKLAMA

Samorządy od dawna patrzą na opłaty turystyczne jak na narzędzie do częściowego odzyskania tych kosztów. Branża noclegowa patrzy ostrożniej, bo każda dodatkowa pozycja w rachunku może zirytować gościa. Turysta z kolei najczęściej dowiaduje się o opłacie na końcu, gdy już i tak wybrał miejsce pobytu.

REKLAMA

Hotele staną się poborcami

Zmienić ma się także technika pobierania pieniędzy. Dziś gminy mogą korzystać z inkasentów, co bywa mało wygodne i dziurawe. Projekt zakłada, że opłatę obowiązkowo pobierałby płatnik, czyli podmiot świadczący usługę zakwaterowania. Hotel, pensjonat albo inny obiekt noclegowy doliczy opłatę do rachunku i odprowadzi ją dalej.

REKLAMA

To ma przede wszystkim uprościć i uporządkować cały system. Dla turystów oznacza to mniej sytuacji, w których opłatę trzeba regulować osobno, i większą przejrzystość rachunku za pobyt. Z kolei właściciele hoteli, pensjonatów czy apartamentów będą musieli zająć się jej poborem i rozliczeniem, choć przepisy przewidują dla nich wynagrodzenie za wykonywanie tego zadania.

Zobacz także:

REKLAMA

Proponowane zmiany nie oznaczają oczywiście wakacyjnej rewolucji z dnia na dzień. Nie każdy nocleg w Polsce automatycznie zdrożeje, bo opłaty miejscowa i uzdrowiskowa nadal będą zależeć od decyzji samorządów. Wiele może się jednak zmienić. Jeśli nowe przepisy uproszczą pobór pieniędzy i pozwolą skuteczniej zasilać lokalne budżety, trudno oczekiwać, że najpopularniejsze kurorty, miasta turystyczne czy uzdrowiska zrezygnują z takiej szansy. Dla gmin to dodatkowe wpływy, dla turystów kolejna pozycja, którą warto uwzględnić przy planowaniu kosztów wyjazdu.

*Źródło zdjęcia wprowadzającej: Javier Balseiro, Pexels / vitalina-nakonechna, Canva Pro

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA