Gry Xboxa na PlayStation i Steamie? W Microsofcie trwa walka o przyszłość
Xbox rozważa istotną zmianę strategii w kwestii gier na wyłączność. Ponoć w Microsofcie trwa już wewnętrzna wojna o tę kwestię - a także o to, co właściwie marka Xbox ma symbolizować.

Czy gry mają sprzedawać konsole, czy konsole mają być tylko jednym z wielu ekranów, na których odpalimy gry? Według Jeza Cordena z Windows Central (wypowiadał się w załączonym niżej podcaście) w Microsoft Gaming trwają „bardzo, bardzo poważne” rozmowy o powrocie do twardych ekskluzywów konsolowych.
Punktem wyjścia jest to, co widzimy od kilku lat: Xbox konsekwentnie rozmontowywał pojęcie ekskluzywności. Gry first party trafiały równolegle na PC (w tym konkurencyjnego Steama), a w końcu - po serii głośnych decyzji - także na konkurencyjne konsole. Phil Spencer jeszcze niedawno mówił wprost, że „nie ma sensu grodzić gier murami” i że celem jest dotarcie z tytułami Xboxa „na każdy ekran, na którym się da”.
Czytaj też:
Efekt? Kolejne gry kojarzone z marką Xbox lądowały na PlayStation już na premierę albo po krótkim czasie. W tym samym czasie Microsoft pompował Game Passa, podnosił jego cenę i przekonywał, że to właśnie usługa, a nie pudełko pod telewizorem, jest sercem marki.
Problem w tym, że równolegle rosło poczucie, że bycie „fanem Xboxa” przestało mieć sens. Skoro „wszystko jest na PlayStation”, to po co kupować sprzęt, który przegrywa sprzedażowo w stosunku mniej więcej od 2:1 do nawet 4:1 na korzyść PlayStation - jak szacują analitycy i branżowe media? Skoro i tak zapłacę pełną cenę za grę na PS5, a Xboxa nie mam i nie planuję, to cała ta „otwartość” działa głównie na korzyść konkurencji.
Jez Corden: „Albo jesteś ekosystemem, albo wydawcą. Nie da się być wszystkim naraz”
Nowe doniesienia pochodzą przede wszystkim od Jeza Cordena z Windows Central, który w podcaście „Xbox Two” opisał nastroje wewnątrz firmy. Według niego w Xboksie trwają „bardzo, bardzo poważne” rozmowy o powrocie do ekskluzywności konsolowej. Nie chodzi o to, że jutro ktoś wyłączy przełącznik i odetnie PlayStation od wszystkich gier Microsoftu - to byłoby nierealne choćby przez zobowiązania regulacyjne po przejęciu Activision Blizzard. Chodzi o kierunek na kolejne lata.
Corden relacjonuje, że dyskusja kręci się wokół jednego kluczowego pytania: czy Xbox ma być przede wszystkim „firmą od ekosystemu”, czy „firmą wydawniczą”. Ekosystem oznacza: sprzęt, usługi, chmura, subskrypcje, własna platforma, na której zarabiasz więcej na każdej sprzedanej kopii. Wydawca oznacza: maksymalizacja zasięgu gier, obecność na każdej możliwej konsoli, ale mniejsza kontrola nad tym, gdzie i jak ludzie grają.
Corden twierdzi, że nie da się być jednym i drugim w pełnym wymiarze. Jeśli pójdziesz w stronę wydawcy to sprzęt zacznie się kurczyć do roli niszowego produktu - jak dziś linia Surface, którą sam Corden określa jako „cień dawnej świetności” i wręcz „na łożu śmierci”. Jeśli chcesz mieć mocną platformę sprzętową to musisz mieć powód, by ktoś wybrał właśnie twoje pudełko. A tym powodem od zawsze były gry, których nie ma nigdzie indziej.
Nowa szefowa, stare marzenia: powrót do czasów Xboxa 360
Po odejściu Phila Spencera stery w Microsoft Gaming przejęła Asha Sharma. Według przecieków jej zespół patrzy dziś bardzo uważnie na erę Xboxa 360 - jedyny moment w historii marki, kiedy Xbox realnie wygrywał wizerunkowo i sprzedażowo z PlayStation w wielu regionach.
Co wtedy działało? Po pierwsze, agresywna polityka cenowa i dobry timing (wysoka cena startowa PlayStation 3, potknięcia Sony). Po drugie - i to jest klucz w obecnej dyskusji - mocne, wyraźne ekskluzywy: Halo, Gears of War, Forza. To były gry, które definiowały platformę. Jeśli chciałeś w nie zagrać to kupowałeś Xboxa. Kropka.

Dziś Forza Horizon 5 sprzedaje się bardzo dobrze na PlayStation 5, a część gier Xbox Game Studios trafia na konkurencyjne konsole szybciej, niż fani by się spodziewali. Ten mechanizm przestał działać. Corden zwraca uwagę, że owszem - finansowo to ma sens, bo dodatkowe miliony sprzedanych kopii na PS5 to realne pieniądze. Ale w długim terminie rozmywa to prestiż marki i osłabia motywację do kupna sprzętu.
Xbox stoi na rozdrożu. Albo zaakceptuje, że jest przede wszystkim wydawcą gier na wszystko, co ma ekran - i pogodzi się z tym, że jego konsole będą niszą. Albo spróbuje jeszcze raz zagrać w klasyczną konsolową wojnę - z ekskluzywami, które mają boleć konkurencję i kusić graczy.
Dla nas, graczy, to nie będzie wygodny scenariusz. Ale może być ciekawy. A to, czy za kilka lat będziemy wspominać rządy Sharmy jako powrót do złotych czasów 360-tki, czy jako ostatni zryw przed marginalizacją Xboxa jako sprzętu - zależy od tego, czy za tymi „bardzo, bardzo dużymi dyskusjami” pójdą równie duże, odważne - i przede wszystkim sensowne - decyzje.



















