Szkoły żegnają smartfony, a młodszym się upiecze. Ministerstwo się tłumaczy
Szkoły podstawowe czeka prawdziwa antysmartfonowa rewolucja, która jednak nie dotrze do przedszkoli. Dlaczego walka z ekranami nie zostaje wprowadzona na wcześniejszym szczeblu edukacji?

Od 1 września 2026 r. w polskich szkołach podstawowych ma zostać wprowadzony zakaz korzystania z telefonów – zarówno na lekcjach, jak i przerwach. Ministerstwo Edukacji Narodowej powołało się na badania, z których wynikało, że 71 proc. nastolatek i nastolatków uważa, że są uzależnieni od telefonów, a 60 proc. odczuwa chroniczne zmęczenie. "Widzimy jak bardzo uzależnione są dzieci od internetu" – mówiła ministra Barbara Nowacka.
Do 23 kwietnia 2026 r. trwają konsultacje publiczne i każdy może wyrazić swoją opinię o ustawie. Związek Powiatów Polskich postuluje, aby zakaz obowiązywał również przedszkola. Organizacja zwróciła uwagę na coraz wcześniejszy wiek inicjacji cyfrowej dzieci w Polsce. Powołano się również na badania "Brzdąc w sieci" z 2020 r., z którego wynika, że 54 proc. dzieci w wieku 0-6 lat korzysta ze smartfonów.
Takich niepokojących sygnałów jest zresztą więcej. Fundacja Orange przypominała niedawno, że cyfrowy debiut ma za sobą już 75 proc. dzieci w wieku 5-8 lat. Co czwarte dziecko miało samodzielny dostęp do sieci zanim ukończyło 7 lat.
- Nawet maluchy poniżej drugiego roku życia spędzają czas ze smartfonem czy tabletem. Rodzice często traktują to jako coś zupełnie naturalnego, tymczasem konsekwencje dla rozwoju emocjonalnego i poznawczego mogą być poważne – mówiła kilka miesięcy temu w rozmowie z PAP dr Magdalena Rowicka z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej.
Zdaniem ZPP "niezasadnym wydaje się pomijanie przedszkoli w legislacyjnych propozycjach ochrony najmłodszych przed szkodliwym wpływem nowoczesnej technologii". Co na to resort edukacji?
Okazuje się, że MEN takich planów nie ma
- Ministerstwo Edukacji Narodowej podjęło już konkretne działania w obszarze higieny cyfrowej w przedszkolach w drodze rozporządzenia, a nie projektowanej ustawy dotyczącej szkół - przekazała Serwisowi Samorządowemu PAP rzeczniczka prasowa MEN Ewelina Gorczyca.
Przedstawicielka resortu zwróciła uwagę, że dzieci w tym wieku i tak "pozostają pod stałą opieką nauczyciela, nie funkcjonują w trybie przerw i samodzielnego czasu jak w szkołach". Zaznaczyła również, że "obowiązujące i wchodzące w życie przepisy rozporządzenia w pełni zabezpieczają kwestie ograniczenia korzystania z urządzeń ekranowych przez najmłodsze dzieci".
Fakt, że dzieci w przedszkolach są pod czujnym okiem dorosłych, może być sensownym wyjaśnieniem. W szkołach jest już inaczej i dla uczniów smartfon jest pierwszym wyborem na spędzenie chwili wolnego czasu. W placówkach, które już wcześniej wprowadziły zakaz na własną rękę, nauczyciele zauważali, że młodzi po prostu nie wiedzieli, co ze sobą zrobić, kiedy nagle nie mogli korzystać z telefonów. Z drugiej strony w wielu szkołach muszą powstawać specjalne pokoje ciszy, aby móc w spokoju odetchnąć i odpocząć również od ekranów.
Jestem zwolennikiem zakazu smartfonów w szkołach, choć zdaję sobie sprawę, że nie będzie idealnym lekarstwem
Przykład przedszkoli jest zresztą ważną przestrogą. Co z tego, że najmłodsi uczniowie nie mają jak korzystać tam z telefonów, jeśli po przyjściu w domu wszelkie bariery zanikają. Potwierdzają to badania, które mówią nie tylko o tym, że maluchy zaczynają przygodę z technologią bardzo wcześnie. Badacze wykazują, że rodzice sami wpychają pociechy w objęcia telefonów czy tabletów. I trochę trudno też ich za to winić.
Autorzy raportu "Brzdąc w sieci 3.0" zauważyli, że im wyższy poziom obciążenia psychicznego u rodzica, tym częściej dziecko dostaje telefon "na uspokojenie" lub "żeby zająć się sobą".
- Tak zaczyna się mechanizm błędnego koła. Dziecko uczy się regulować emocje za pomocą ekranu, a rodzic utrwala w sobie przekonanie, że to skuteczna metoda – przestrzegała dr Rowicka.
Nie ma jednego rozwiązania. Owszem, zakaz używania telefonów w szkole będzie chwilą wytchnienia. Szansą na pokazanie, że istnieje alternatywa. Tylko jeżeli w czasie wolnym tych innych dróg zabraknie, to problem będzie się pogłębiał. Badania już pokazują, że młodzi mają coraz większe trudności z wysypianiem się. Skrócenie snu dzieci sięga od 1,5 do 3 godzin w porównaniu ze standardami wyznaczonymi m.in. przez Światową Organizację Zdrowia. Winnego było znaleźć łatwo: to masowe nadużywanie smartfonów w godzinach wieczorno-nocnych.
I wcale nie chodzi o krzyczenie, że wszystkiemu winna jest technologia. Trzeba próbować zrozumieć, dlaczego młodzi uciekają i co znajdują w sieci, czego brakuje im w realnym życiu. Problem leży w tym, jak stworzone są platformy, które uzależniają i walczą o uwagę. Wszystkich, bo przecież nawet dorośli nie radzą sobie z obroną i łatwo wpadają w te pułapki. Przykład idzie więc z góry.
Tak, sam zakaz niczego nie zmieni. Ale jest ważnym krokiem w dobrym kierunku. Oby nie był to jednak ostatni ruch, bo po 1 września większość uzna, że sprawa załatwiona. A będzie to tylko zamiatanie problemu pod dywan.



















