REKLAMA

Stal i klatki już nie wystarczą. Wozy pancerne dostaną nowe oczy zamiast pancerza

Sprawdzają nową ochronę pojazdów pancernych. Zamiast kolejnej warstwy pancerza Redback ma dostać lepsze oczy.

Pojazdy pancerne boją się dronów. Australia testuje odpowiedź

Największym problemem współczesnego czołgu może być coś, co kosztuje ułamek jego ceny i waży kilka kilogramów. Dron potrafi znaleźć pojazd, naprowadzić na niego artylerię albo sam uderzyć w dach, gdzie pancerz jest znacznie słabszy. Australijczycy sprawdzają więc inne rozwiązanie. Zamiast dokładać kolejną warstwę stali do AS21 Redback, chcą dać mu zestaw oczu, który będzie przez cały czas wypatrywał małych bezzałogowców i zrobi to bez wysyłania sygnału zdradzającego pozycję pojazdu.

Najpierw trzeba zobaczyć, że dron w ogóle nadlatuje

Doświadczenia wojny na Ukrainie brutalnie przypomniały nam, że nawet bardzo dobrze opancerzony pojazd nie jest już samotną twierdzą. Załoga może być chroniona przed pociskiem przeciwpancernym, odłamkami czy ogniem broni strzeleckiej, a jednocześnie pozostawać wystawiona na mały bezzałogowiec nadlatujący od góry.

Na Spider’s Web pisaliśmy niedawno, że właśnie drony są jednym z największych problemów współczesnych Abramsów. Nie muszą nawet od razu atakować, bo dron rozpoznawczy może przez dłuższy czas śledzić kolumnę i przekazać współrzędne artylerii. FPV może natomiast próbować uderzyć bezpośrednio w słabszy fragment konstrukcji.

Właśnie dlatego założenie ochronne powoli się zmienia. Pancerz nadal jest oczywiście potrzebny, ale najlepiej byłoby nie dopuścić do sytuacji, w której operator drona przez kilkadziesiąt sekund spokojnie obserwuje pojazd, a załoga nawet nie wie, że znalazła się na celowniku. Hanwha Defence Australia i australijska firma Visionary Machines rozpoczęły kolejny etap prac nad połączeniem bojowego wozu piechoty AS21 Redback z systemem Pandion Sentinel. Firmy sprawdzają, jak sensor może zostać zintegrowany z pojazdem i czy rzeczywiście poprawi świadomość sytuacyjną załogi na polu walki.

Ten pojazd nie będzie świecił radarem

Klasyczny radar wysyła fale elektromagnetyczne, a następnie nasłuchuje ich odbicia od obiektu. Ma to oczywiście ogromne zalety, ale również jedną wielką wadę: urządzenie aktywnie emituje energię. Przeciwnik wyposażony w odpowiednie środki rozpoznania elektronicznego może próbować wykryć pracujący radar. Pandion działa inaczej, bo jest systemem całkowicie pasywnym.

Oznacza to, że korzysta z zestawu sensorów optycznych pracujących w różnych częściach widma. Według danych producenta obejmuje obrazowanie w świetle widzialnym oraz w kilku zakresach podczerwieni. System analizuje obraz, szuka dronów, a następnie próbuje je śledzić i klasyfikować. Sam przy tym niczego nie musi wysyłać.

To szczególnie ciekawe w przypadku dronów autonomicznych albo takich, które nie prowadzą klasycznej komunikacji radiowej z operatorem. Detektor oparty wyłącznie na nasłuchiwaniu transmisji radiowej może wtedy nie mieć czego wykryć. Kamera nadal może jednak zobaczyć sam obiekt. Producent przekonuje, że Pandion Sentinel ma wykrywać również tzw. dark drones, czyli maszyny, których nie da się łatwo zauważyć poprzez analizę emisji radiowych.

Ponad kilometr ostrzeżenia może zrobić ogromną różnicę

Według deklarowanych parametrów Pandion Sentinel może pracować przeciwko bezzałogowcom zaliczanym do grup 1-3. W przypadku najmniejszych maszyn z pierwszej grupy producent podaje ponad kilometr zasięgu w kluczowej strefie ochrony. Kilometr może nie brzmieć niby imponująco przy radarach przeciwlotniczych śledzących cele z dziesiątek czy setek kilometrów. W przypadku małego drona FPV nadlatującego bezpośrednio na pojazd sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej.

Dodatkowe sekundy mogą pozwolić załodze zmienić pozycję, postawić zasłonę, ostrzec inne pojazdy albo przekazać ślad celu do środka, który faktycznie potrafi go zniszczyć. Pandion Sentinel nie jest jednak samodzielną tarczą antydronową. Nie ma własnego pocisku przechwytującego ani zagłuszarki. To przede wszystkim oczy całego systemu.

Po wykryciu drona informacje mogą w przyszłości trafiać do systemu dowodzenia, innego pojazdu, zagłuszarki albo uzbrojenia zdolnego fizycznie zniszczyć cel. Dopiero połączenie sensora z takim efektorem tworzy pełniejszy system C-UAS.

Redback ma już czym strzelać

Już sam wybór Redbacka jako platformy jest szalanie interesujący. AS21 to południowokoreański bojowy wóz piechoty opracowany przez Hanwha, którego australijska wersja trafi do tamtejszej armii w liczbie 129 egzemplarzy. Australia zamówiła wozy w ramach programu LAND 400 Phase 3, a ich dostawy mają ruszyć w 2027 r.

Redback jest uzbrojony m.in. w armatę automatyczną Mk44S Bushmaster II kalibru 30 mm oraz pociski przeciwpancerne Spike LR2. Ma również aktywny system ochrony Iron Fist. Na razie nie ogłoszono jednak, że ślady celów generowane przez Pandion Sentinel będą automatycznie przekazywane do armaty i wykorzystywane do strzelania do dronów. Integracja jest dopiero oceniana.

Grubszy pancerz już nie wystarcza

Wojska na całym świecie testują dzisiaj różne odpowiedzi na ten sam problem. Najbardziej prymitywną są metalowe klatki i siatki. Wyglądają niezgrabnie, ale mogą wymusić wcześniejszą detonację głowicy albo uszkodzić drona przed kontaktem z pancerzem. Podobne osłony pojawiły się już na polskich pojazdach Legwan i Kleszcz, a dodatkową ochronę przed bezzałogowcami otrzymują również Rosomaki.

Przeczytaj także:

Kolejną warstwą są zagłuszarki. Jeszcze dalej znajdują się aktywne systemy zwalczania dronów, armaty wykorzystujące amunicję programowalną czy osobne pociski przechwytujące. Australia równolegle rozwija cały ekosystem takich środków. Tamtejsze siły zbrojne testują detektory radiowe, systemy identyfikacji, ręczne zagłuszarki i inne rozwiązania C-UAS. Pandion ma do tego dołożyć ostrzeżenie dla pojazdu stojącego bezpośrednio na pierwszej linii.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Hanwha Defence Australia

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.