REKLAMA

Polskie wozy bojowe dostały klatki na drony. Wyglądają dziwnie

Na próbie defilady pokazano Legwana i Kleszcza z osłonami siatkowymi przed dronami FPV. Wyglądają prosto, ale mają sensowną konstrukcję.

Legwan i Kleszcz z klatkami na drony. Proste, ale przemyślane

Na pierwszy rzut oka wygląda to trochę jak wojskowa wersja płotu przyspawanego do samochodu. Tak naprawdę jest to o wiele ciekawsze rozwiązanie. Podczas próby generalnej do defilady z okazji Święta Wojska Polskiego pokazano dwa polskie pojazdy rozpoznawcze z osłonami siatkowymi chroniącymi przed dronami FPV. Chodzi o LPR Legwan i LOTR Kleszcz. Oba dostały coś, co wygląda prosto, ale wcale nie jest przypadkową klatką z prętów.

To nie jest zwykły daszek nad pojazdem z siatki ogrodowej

Najważniejsze jest to, że osłona nie przykrywa tylko kawałka dachu. W przypadku Legwana ekrany siatkowe rozmieszczono tak, aby chroniły pojazd dookoła i od góry. Konstrukcja składa się z ram mocowanych do kadłuba oraz osobnego zestawu przy obrotnicy z uzbrojeniem. Dzięki temu załoga nie traci podstawowej funkcjonalności wozu. Może nadal korzystać z broni pokładowej, zamiast wozić na dachu martwy stelaż, który przeszkadza bardziej, niż pomaga. To drobiazg, ale tylko pozornie.

Wojna na Ukrainie pokazała mnóstwo improwizowanych osłon antydronowych. Część działała, część poprawiała głównie morale, a część potrafiła utrudnić ewakuację, ograniczyć widoczność, przeciążyć pojazd albo zablokować normalną obsługę uzbrojenia. Dobra klatka nie może być więc po prostu ciężkim daszkiem. Musi zostawić załodze możliwość walki, obserwacji i szybkiego opuszczenia pojazdu.

Kleszcz dostał podobny pomysł. Osłony mają zabezpieczać pojazd w zakresie 360 stopni, a jednocześnie nie odbierać mu walorów użytkowych zdalnie sterowanego modułu uzbrojenia.

Siatka ma zepsuć atak, nie zatrzymać wszystko

Zadaniem tego rodzaju osłon jest przede wszystkim utrudnić dronowi FPV wykonanie idealnego uderzenia. Dron lecący z głowicą kumulacyjną potrzebuje odpowiedniego kontaktu z celem. Jeśli siatka zatrzyma go przed pancerzem, uszkodzi zapalnik, wymusi detonację w złym miejscu albo zmieni kąt uderzenia, skuteczność głowicy może wyraźnie spaść.

To właśnie dlatego ekrany siatkowe mogą mieć sens również przeciw amunicji przenoszonej przez drony FPV. Nie muszą zawsze złapać bezzałogowca jak pajęczyna. Czasem wystarczy, że zepsują geometrię ataku.

Podobne lekkie ekrany były projektowane pierwotnie do ochrony pojazdów i obiektów przed granatami przeciwpancernymi z głowicami kumulacyjnymi, np. PG-7W i PG-7WM. Lubawa opisuje taki system jako modułową osłonę z lekką ramą, linkami o wysokiej wytrzymałości i metalowymi elementami w punktach krzyżowania, które utrzymują układ siatki. Sama siatka z profilami waży 4,75 kg na m kw., więc jest znacznie lżejsza od klasycznych, masywnych ekranów.

Pamiętajmy, że pojazd rozpoznawczy nie jest czołgiem. Nie można obwiesić go tonami stali i udawać, że nic się nie zmieniło. Każdy dodatkowy kilogram wpływa na mobilność, środek ciężkości, zużycie zawieszenia i zdolność poruszania się w terenie.

Legwan i Kleszcz to nie są przypadkowe wozy

Ciekawe jest również to, na czym pokazano osłony. Legwan to lekki pojazd rozpoznawczy bazujący na południowokoreańskiej platformie KLTV. Do Wojska Polskiego trafia w ramach umowy o wartości 1,2 mld zł, obejmującej blisko 400 egzemplarzy. Ma zastępować m.in. przestarzałe Honkery, a po dostosowaniu w Rosomak S.A. dostaje polską nazwę Legwan.

Kleszcz jest z kolei cięższym i bardziej specjalistycznym pojazdem rozpoznawczym. MON podpisał z AMZ-Kutno umowę ramową na pozyskanie blisko 300 lekkich opancerzonych transporterów rozpoznawczych w latach 2025-2035. Pojazd ma zastąpić stare BRDM-2 i służyć do dynamicznego zbierania oraz przekazywania danych o przeciwniku i środowisku walki.

Innymi słowy, to nie są pojazdy, które mają ładnie wyglądać na paradzie. Rozpoznanie działa blisko przeciwnika, często jako pierwsze widzi zagrożenie i równie często samo jest widziane przez drony. Jeżeli rosyjski operator FPV dostrzeże samotny wóz rozpoznawczy, będzie próbował uderzyć w dach, tył kadłuba, stanowisko uzbrojenia albo przedział silnikowy. Takie siatki są więc odpowiedzią na bardzo konkretny sposób zabijania pojazdów.

Klatki wróciły, bo drony zmieniły pole walki

Jeszcze kilka lat temu klatki na czołgach były w internecie obiektem żartów. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę żarty ustały. Dron FPV kosztujący ułamek ceny pojazdu potrafi trafić w miejsce, którego klasyczny pancerz nie chroni tak dobrze jak przód kadłuba. Operator widzi obraz z kamery i może prowadzić maszynę w stronę włazu, stropu wieży, krat wentylacyjnych, zasobnika amunicji albo stanowiska strzelca.

Jak pisaliśmy w tekście: Czołg za miliony chroni metalowa klatka. Tak drony zmieniły wojnę, zachodnie armie musiały zaakceptować coś, co wcześniej wyglądało jak frontowa prowizorka. Klatka nie czyni czołgu nieśmiertelnym, ale może dać załodze dodatkową szansę na przeżycie.

Przeczytaj także:

W przypadku lżejszych pojazdów sprawa jest jeszcze bardziej brutalna. One nie mają grubego pancerza podstawowego, który wybaczy idealne trafienie głowicą kumulacyjną. Każde odsunięcie detonacji od kadłuba, każdy zepsuty zapalnik i każdy dron zatrzymany na siatce może mieć znaczenie.

Legwan i Kleszcz z osłonami siatkowymi nie wyglądają jak rewolucja. I bardzo dobrze. W tym przypadku rewolucją jest raczej to, że przestajemy traktować klatkę jak mem, a zaczął jak normalny element wyposażenia pojazdu.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Lubawa SA

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.