Tony materiału wybuchowego pod Świnoujściem. Wojsko ruszyło do akcji
Pod wodą koło Świnoujścia znaleziono miny z czasów II wojny światowej z materiałem wybuchowym. Nurkowie-minerzy ruszają właśnie do akcji.

Aż 5 wielkich min morskich leży na dnie Zatoki Pomorskiej, około kilometra od falochronu Terminala LNG w Świnoujściu. W środku znajduje się łącznie ładunek odpowiadający około 2,5 tony trotylu. Dokładnie 5 października zaczyna się czterodniowa operacja ich neutralizacji. Do pracy schodzą nurkowie-minerzy z 8. Flotylli Obrony Wybrzeża, a na czas działań część akwenu od Ahlbeck przez Świnoujście po Międzyzdroje zostanie objęta ograniczeniami.
Leżą tylko około kilometra od terminala LNG
Niebezpieczne obiekty znaleziono podczas prac związanych z budową przyszłego falochronu nowego portu zewnętrznego w Świnoujściu. Po podwodnych oględzinach specjaliści 8. Flotylli Obrony Wybrzeża zidentyfikowali je jako brytyjskie lotnicze miny morskie typu Mark IV, V i VI.
Każda ma około 3 m długości i mieści od około 350 do 550 kg materiału wybuchowego. Łącznie pięć obiektów zawiera ładunek o ekwiwalencie mniej więcej 2500 kg TNT. Sama masa niewybuchów jest jeszcze większa i sięga blisko 3,5 tony.
Miny zalegają na głębokości około 10 m, mniej więcej 1000 m od falochronu Terminala LNG. To obszar ważny nie tylko dla istniejącej infrastruktury portowej, ale także dla planowanej rozbudowy portu, dlatego pozostawienie ich na dnie nie wchodziło w grę.
Bałtyk nadal jest pod tym względem wyjątkowo kapryśnym akwenem. Pisaliśmy już, że jego dno wciąż jest usiane minami, amunicją i wrakami pozostawionymi po obu wojnach światowych. Kolejne inwestycje portowe i energetyczne regularnie prowadzą więc do odkrywania przedmiotów, które leżały pod wodą przez ponad 80 lat.
Zrzucano je z samolotów
To nie są klasyczne kuliste miny z charakterystycznymi wystającymi zapalnikami, kojarzone ze zdjęć z II wojny światowej. Brytyjskie miny lotnicze były dużymi cylindrycznymi konstrukcjami zrzucanymi bezpośrednio z samolotów.
Ich zadaniem było zaminowanie podejść do portów i szlaków żeglugowych bez potrzeby wysyłania w dany rejon okrętu minowego. Po znalezieniu się na dnie mogły reagować na pole magnetyczne jednostki, jej sygnaturę akustyczną albo połączenie kilku bodźców. Takie rozwiązania pozwalały atakować statek nawet wtedy, gdy nie dotknął samej miny.
Dokładne konfiguracje różniły się zależnie od wariantu i zastosowanego zapalnika. Brytyjskie dokumenty z końcowego okresu wojny opisują lotnicze Mark IV i Mark VI jako miny mogące korzystać z zapalników magnetycznych lub łączących wykrywanie magnetyczne z akustycznym. Ich zadaniem było utrzymywanie akwenów zamkniętych dla żeglugi przez długi czas.
Współczesne miny nadal korzystają z podobnej zasady, choć oczywiście w znacznie bardziej zaawansowanej formie. Dla przykładu, nowoczesne fińskie Blockery zamawiane przez państwa NATO potrafią analizować pole magnetyczne, ciśnienie i dźwięk przepływającej jednostki, zanim zdecydują o detonacji.
Zakaz wchodzenia do wody sięga aż 8,8 km
Najbardziej widocznym skutkiem operacji będą strefy bezpieczeństwa. Od 5 do 8 października, w godz. 8:00-15:00, obowiązuje zakaz przebywania w wodzie na odcinku od Ahlbeck przez Świnoujście w stronę Międzyzdrojów.
Strefa dla osób znajdujących się w wodzie sięga aż 8,8 km w głąb morza. Nie oznacza to jednak zamknięcia plaż. Urząd Morski podkreśla, że samo przebywanie na brzegu i terenach lądowych w pobliżu nie stanowi zagrożenia.
Osobna strefa dotyczy żeglugi. Statki nie będą mogły zbliżyć się na mniej niż 821 m od miejsca neutralizacji. W porcie w czasie operacji obowiązuje również bezwzględny zakaz prowadzenia prac podwodnych i nurkowych.
Działania będą zabezpieczać nie tylko marynarze. W operację zaangażowane są też m.in. Policja, Straż Graniczna, Państwowa Straż Pożarna, 14. Zachodniopomorska Brygada Obrony Terytorialnej, samorządy i Urząd Morski.
Na takie akcje 8. Flotylla jest doskonale przygotowana
Bezpośrednio z minami zajmie się Grupa Nurków Minerów z 12. Dywizjonu Trałowców. To właśnie ta jednostka specjalizuje się w wyszukiwaniu, identyfikacji i neutralizacji niebezpiecznych obiektów pod wodą.
12. Dywizjon należy do 8. Flotylli Obrony Wybrzeża w Świnoujściu. To jeden z najważniejszych elementów polskiego systemu walki minowej, a jego zadania nie ograniczają się do usuwania pozostałości po II wojnie światowej. W czasie konfliktu te same kompetencje służyłyby oczyszczaniu torów wodnych i podejść do portów z min stawianych przez przeciwnika.
Do tej samej flotylli trafiają również nowoczesne niszczyciele min Kormoran II. Okręty wykorzystują sonary i bezzałogowe pojazdy podwodne, dzięki którym nie trzeba prowadzić całej operacji z człowiekiem znajdującym się tuż obok niebezpiecznego obiektu.
Neutralizacja starych min nadal wymaga jednak bardzo dokładnego rozpoznania na miejscu. Po ośmiu dekadach spędzonych pod wodą nie można po prostu zakładać, że zapalnik przestał działać. Urząd Morski podkreśla wprost, że obiekty nadal stanowią realne zagrożenie dla żeglugi i inwestycji prowadzonych w rejonie Świnoujścia.
To nie pierwszy tak potężny ładunek znaleziony w Świnoujściu
Miejsce ma już doświadczenie ze znacznie większymi wojennymi pamiątkami. W 2019 r. podczas prac przy torze wodnym znaleziono brytyjską bombę Tallboy zrzuconą w 1945 r. podczas nalotu na niemiecki krążownik Lützow.
Tallboy ważył około 5,4 tony i zawierał około 2,4 tony materiału wybuchowego. W 2020 r. nurkowie-minerzy 12. Dywizjonu Trałowców przeprowadzili pierwszą na świecie podwodną próbę neutralizacji takiej bomby metodą deflagracji. W trakcie operacji doszło ostatecznie do detonacji, ale cały obszar był wcześniej zabezpieczony i nikt nie ucierpiał.
Po tej operacji pisaliśmy na Bizblogu o skali problemu powojennych niewybuchów zalegających na dnie Bałtyku. Obecne pięć min dobrze pokazuje, że to nie problem historyczny zamknięty w muzeum, tylko coś, z czym porty i wojsko mierzą się przy kolejnych inwestycjach.
Tym razem suma materiału wybuchowego jest nawet nieco większa niż w samym Tallboyu. Różnica jest taka, że ładunek został rozłożony między pięć osobnych obiektów, a operacja ma potrwać kilka dni.
Przeczytaj także:
Od 5 do 8 października nurkowie-minerzy będą kolejno usuwać zagrożenie z dna Zatoki Pomorskiej. Dopiero po zakończeniu prac teren wokół przyszłego falochronu będzie można bezpiecznie przygotowywać pod kolejne etapy budowy portu.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Karolina Grabowska, Pexels / Canva Pro
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.