Ten gramofon kosztuje tyle, co samochód. Sprawdź samodzielnie po co mu magnetyczna lewitacja
Gramofon to przecież silnik, talerz, ramię i wkładka. Co tu jeszcze można wymyślić? Esoteric najwyraźniej potraktował takie pytanie jak wyzwanie.

Są urządzenia audio, które można ocenić na podstawie specyfikacji, zdjęć i ceny. Są również takie, przy których dopiero kontakt z żywym egzemplarzem pozwala zrozumieć, dlaczego ktoś poświęcił tyle czasu, metalu i inżynierskiej kreatywności rozwiązaniu problemów, których większość z nas nawet nie zauważa.
Esoteric T-01 należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To jedna z tegorocznych premier prezentowanych podczas Audio Video Show 2026 w Warszawie. Organizator wystawy opisuje go jako konstrukcję wykorzystującą rozwiązania opracowane wcześniej dla sztandarowego Grandioso T1, w tym przede wszystkim bezkontaktowy napęd MagneDrive, magnetyczne odciążenie talerza Magne-Float i oddzielny zasilacz.
Czytaj też:
Brzmi jak typowa porcja audiofilskiej ekstrawagancji? Trochę tak. Tyle że kiedy przyjrzymy się temu urządzeniu bliżej to okazuje się, że inżynierowie Esoterica nie wymyślili skomplikowanych nazw dla trzech kawałków aluminium. T-01 jest naprawdę bardzo nietypową maszyną.
Gramofon bez paska. I bez klasycznego napędu bezpośredniego

W ogromnym uproszczeniu zadanie gramofonu jest banalne: trzeba obracać płytę z możliwie stałą prędkością, a następnie pozwolić wkładce odczytać mikroskopijne nierówności rowka. Problem w tym, że właśnie owo „obracać możliwie równo” okazuje się początkiem całej góry problemów.
Silnik generuje drgania, łożysko wprowadza tarcie, konstrukcja reaguje na wibracje, a napęd może wprowadzać własne zaburzenia prędkości. Im bardziej chcemy ograniczyć wszystkie te zjawiska, tym szybciej prosta mechanika zaczyna zamieniać się w bardzo kosztowną inżynierię. Esoteric podszedł do sprawy po swojemu.
Najważniejszym elementem T-01 jest opatentowany MagneDrive System, przejęty z sztandarowego Grandioso T1. Patent producenta ma numer JP6501130. Zamiast mechanicznego przenoszenia napędu pomiędzy silnikiem i talerzem zastosowano tu indukcję magnetyczną. Magnetyczny element napędowy współpracuje z pierścieniem indukcyjnym znajdującym się przy aluminiowym talerzu. W efekcie moment obrotowy może zostać przekazany bez bezpośredniego mechanicznego kontaktu zespołu napędowego z talerzem.
To istotne, bo konstruktor gramofonu zawsze musi gdzieś poradzić sobie z silnikiem. Można odsunąć go od osi talerza i wykorzystać pasek albo zastosować napęd bezpośredni. Można też komplikować konstrukcję na wiele innych sposobów. Esoteric próbuje natomiast pogodzić przekazywanie momentu obrotowego z mechanicznym odizolowaniem talerza od napędu.

Według producenta właśnie dzięki temu drgania i hałas generowane przez silnik nie są przenoszone bezpośrednio na talerz. Firma podkreśla również wysoki moment obrotowy i stabilność prędkości jako zalety MagneDrive. W tym miejscu warto jednak postawić wyraźną granicę: są to deklarowane cele konstrukcyjne i zalety przedstawiane przez Esoterica, a nie coś, co należy przyjmować jako objawioną prawdę tylko dlatego, że sprzęt jest potwornie drogi.
Talerz waży 13 kg. Łożysko ma jednak odczuwać około 4 kg
Talerz T-01 waży aż 13 kg. Duża masa oznacza dużą bezwładność, co pomaga w utrzymywaniu stabilnych obrotów. Jednocześnie postawienie trzynastokilogramowej bryły na łożysku rodzi dość oczywisty problem: trzeba tę masę cały czas podtrzymywać.
Esoteric znalazł rozwiązanie w postaci systemu Magne-Float. Pole magnetyczne odciąża talerz w taki sposób, że jego efektywna masa działająca na łożysko ma według producenta spadać z 13 do około 4 kg. Konstrukcję uzupełnia odwrócone łożysko. Jest w tym coś cudownie absurdalnego.
Najpierw budujemy bardzo ciężki talerz, bo zależy nam na jego masie i bezwładności. Następnie dochodzimy do wniosku, że jest za ciężki dla punktu podparcia, więc wykorzystujemy magnetyzm, aby łożysko zachowywało się tak, jak gdyby talerz ważył mniej.
Tyle że to właśnie jest high-end audio w swojej najciekawszej postaci. Nie chodzi o osiągnięcie akceptowalnego rezultatu możliwie prostą metodą a o zaatakowanie pojedynczego problemu inżynieryjnego z niemal demonstracyjną przesadą.
A przecież to dopiero początek
T-01 pracuje z prędkościami 33 1/3 i 45 obr./min. Dostępna jest regulacja prędkości w zakresie plus/minus 12 proc., w krokach po 0,1 proc., natomiast deklarowana wartość wow & flutter wynosi maksymalnie 0,06 proc. W sterowniku silnika znalazł się opracowany przez Esoterica Master Sound Discrete Clock. Gramofon można nawet synchronizować z zewnętrznym zegarem 10 MHz przez wejście BNC, między innymi z firmowymi G-01XD i G-05. Tak, możemy więc dojść do etapu, na którym do gramofonu analogowego podłączamy zewnętrzny zegar taktujący. Dla jednych będzie to imponująca konsekwencja w walce o precyzję obrotów. Dla innych idealny materiał na żart o audiofilach. Obie strony mogą mieć trochę racji.

Sam gramofon również przypomina bardziej urządzenie laboratoryjne niż prostą maszynę do odtwarzania czarnych płyt. Obudowa wykorzystuje trzywarstwową konstrukcję łączącą aluminium i MDF, a zintegrowane nóżki zawierają kolec, podkładkę i element tłumiący. Silnik otrzymał obudowę określaną przez Esoterica mianem Vibration Absorber Case, natomiast zasilacz wyrzucono do osobnej obudowy. Sam zespół bazowy ma ważyć 22 kg, talerz dokłada wspomniane 13 kg, a oddzielny zasilacz kolejne 7 kg. Producent podaje dla zasadniczej części urządzenia z ramieniem wymiary 539 × 206 × 432 mm. Trudno więc pomylić T-01 z gramofonem, który bierze się pod pachę i przestawia pomiędzy regałami.
Najciekawsza jest jednak cena. Bo ustawia ten sprzęt we właściwym kontekście
Wersja oferowana z ramieniem Esoteric TA-9S była wyceniana w Europie na 48 tys. euro, natomiast odmiana T-01 AL bez ramienia na 45 tys. euro. Wkładka nie znajduje się w zestawie. Innymi słowy: mówimy o gramofonie kosztującym równowartość bardzo przyzwoitego nowego samochodu.
I w tym momencie łatwo wpaść w jedną z dwóch pułapek. Pierwszą jest automatyczny zachwyt: drogie, ciężkie, japońskie, więc musi być genialne. Drugą jest równie automatyczne wyśmianie całej konstrukcji, bo przecież „to tylko odtwarza winyle”.
Obie reakcje są mało interesujące.
T-01 należy potraktować raczej jak pokaz możliwości. To przykład maszyny skonstruowanej dla odbiorcy, dla którego zwykłe „działa bardzo dobrze” przestało być wystarczającym kryterium. Czy różnice uzasadniają koszt? To pytanie każdy odwiedzający powinien rozstrzygnąć sam i bardzo możliwe, że odpowiedź będzie brzmiała „absolutnie nie”. Ale właśnie możliwość konfrontowania takich urządzeń z własnymi uszami i własnym zdrowym rozsądkiem jest częścią uroku Audio Video Show.
I właśnie dlatego warto przyjechać na Audio Video Show
Audio Video Show 2026 trwa w Warszawie od 23 do 25 października. Wystawa odbywa się w trzech lokalizacjach: na PGE Narodowym oraz w hotelach Radisson Blu Sobieski i Golden Tulip. W niedzielę, 25 października, pozostaje otwarta od godz. 10:00 do 17:00. Bilet jednodniowy kosztuje 60 zł, a trzydniowy 90 zł.

Skala imprezy jest pokaźna. Według zestawienia opublikowanego przed wydarzeniem tegoroczna, 28. edycja ma 262 wystawców reprezentujących blisko 700 marek, a prezentacje odbywają się w 196 salach. I to chyba najlepszy argument za przyjściem.
Bez względu na cenę urządzenia Internet ma zasadniczą wadę: spłaszcza sprzęt audio do zdjęcia, specyfikacji i opinii autora. Możemy miesiącami prowadzić w komentarzach wojny o napęd paskowy i bezpośredni, konstrukcję DAC-a, wzmacniacz tranzystorowy i lampowy czy sens wydawania fortuny na kolumny. Ostatecznie nic nie zastępuje możliwości wejścia do pomieszczenia i posłuchania sprzętu. Zwłaszcza sprzętu, na który prawdopodobnie nigdy nie wydalibyśmy własnych pieniędzy.
Esoteric przywiózł zresztą do Warszawy znacznie więcej
Sam T-01 także nie pojawił się na wystawie w próżni. Producent przywiózł m.in. elektronikę z sztandarowej rodziny Grandioso, przedwzmacniacz gramofonowy E-02, urządzenia serii F, K i N oraz nowego Grandioso K1XE. Ten ostatni ma podczas warszawskiej imprezy swoją światową premierę równolegle z Tokyo International Audio Show 2026.
T-01 pozostaje jednak szczególnie wdzięcznym symbolem całej wystawy. Nie dlatego, że jest najważniejszym urządzeniem na AVS i nie dlatego, że każdy powinien marzyć o jego zakupie. Przeciwnie, prawdopodobnie większość osób oglądających ten gramofon nigdy nawet nie będzie rozważała wydania na źródło analogowe pieniędzy tego kalibru. Ale wystawa daje możliwość zobaczenia z bliska, co się dzieje, kiedy konstruktorowi niemal przestają przeszkadzać takie przyziemne ograniczenia jak opłacalność.
Najlepsze muzeum techniki to takie, w którym wolno włączyć eksponaty
W tym sensie Audio Video Show odróżnia się od zwykłych targów elektroniki. Telefon za 6000 zł możemy obejrzeć tydzień później w centrum handlowym. Telewizor ostatecznie pojawi się w elektromarkecie. Słuchawki zamówimy do domu i przetestujemy we własnych warunkach. Ale 13-kilogramowego magnetycznie odciążanego talerza napędzanego bez fizycznego kontaktu z zespołem silnika raczej nie będziemy mieli okazji przypadkiem spotkać podczas sobotnich zakupów. A to tylko jeden z eksponatów.
Dlatego można patrzeć na Audio Video Show 2026 nie tylko jak na wielki sklep dla audiofilów, ale trochę jak na interaktywne muzeum elektroniki użytkowej, w którym większość eksponatów jest podłączona do prądu. Z tą różnicą, że zamiast oglądać historię techniki, często oglądamy jej najbardziej bezkompromisowy współczesny margines.
Esoteric T-01 pasuje do takiej definicji znakomicie. Ma absurdalnie ciężki talerz, który następnie za pomocą magnetyzmu „odchudza”. Przenosi moment obrotowy bez klasycznego mechanicznego połączenia napędu z talerzem. Może współpracować z zewnętrznym zegarem 10 MHz. Waży dziesiątki kilogramów i kosztuje dziesiątki tysięcy euro.
Nie trzeba wierzyć, że każda z tych rzeczy prowadzi do dźwiękowej nirwany. Nie trzeba nawet rozumieć, dlaczego ktokolwiek miałby tyle wydać na gramofon. Wystarczy być ciekawym. A jeżeli kogoś naprawdę interesuje elektronika użytkowa to trudno o lepszą okazję, by tę ciekawość nakarmić. Audio Video Show 2026 kończy się dziś, 25 października, o godz. 17:00. T-01 jest dobrym powodem, żeby zdążyć przed zamknięciem. Nie dlatego, że trzeba go kupić. Właśnie dlatego, że prawie na pewno nie trzeba.
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.