Abrams dostanie głos. Załoga będzie wydawać rozkazy dronom
Abrams ma dostać interfejs, z którym żołnierz będzie rozmawiał niemal jak z drugim członkiem załogi. Polecenie wypowiedziane głosem może uruchomić sensory albo skierować drona do wykonania zadania.

General Dynamics Land Systems i Primordial Labs chcą wprowadzić system Anura do amerykańskich pojazdów bojowych. Nie chodzi tutaj jednak o podstawowego asystenta głosowego, lecz o oprogramowanie zamieniające zamiar żołnierza w konkretne działania maszyn.
Czołgista nie będzie już przeklikiwał kolejnych ekranów
Nowoczesny pojazd bojowy ma coraz więcej elektroniki, a wraz z nią rośnie liczba urządzeń, którymi musi zarządzać załoga. Sensory, systemy łączności, cyfrowe mapy, stanowiska uzbrojenia, kamery i coraz częściej także współpracujące drony oznaczają następne ekrany, kontrolery oraz procedury.
General Dynamics chce ten problem rozwiązać w inny sposób. Firma podpisała porozumienie z Primordial Labs dotyczące integracji oprogramowania Anura z pojazdami ze swojego portfolio. Producent wymienia wprost Abramsa oraz nową generację wozów bojowych.
Anura wykorzystuje język naturalny jako interfejs dowodzenia. Zamiast wybierać kolejne funkcje z menu operator ma powiedzieć systemowi, jaki efekt chce osiągnąć i jakie ograniczenia obowiązują podczas zadania.
Rozkaz może więc dotyczyć nie tylko pojedynczej czynności. Żołnierz ma być w stanie określić cel misji, a oprogramowanie rozdzieli potrzebne zadania pomiędzy współpracujące podsystemy. Jednym z nich mogą być bezzałogowce.
Powiesz dronowi, dokąd ma lecieć
Primordial Labs rozwija Anurę jako uniwersalny interfejs pomiędzy człowiekiem a systemami autonomicznymi. Polecenia mogą być bardzo proste, np. nakazać maszynie przesunięcie się o określoną odległość, ale mogą też opisywać całe zadanie.
Przykładowo operator może wyznaczyć dronowi obszar rozpoznania albo nakazać mu śledzenie wskazanego pojazdu z określonego kierunku i zachowaniem odpowiedniej odległości. System sam zamienia takie polecenie na czynności potrzebne do wykonania zadania.
To zasadnicza zmiana wobec klasycznego sterowania bezzałogowcem, w którym człowiek kontroluje kierunek lotu, wysokość, kamerę i kolejne etapy misji. W przypadku Anury operator przekazuje przede wszystkim zamiar.
Wojna na Ukrainie już dziś pokazuje, że czołg bez współpracy z dronami i systemami obserwacji staje się znacznie bardziej podatny na atak. Dlatego kolejnym krokiem nie jest już pytanie, czy pojazd pancerny będzie działał razem z bezzałogowcami, lecz jak załoga ma nad nimi zapanować.
AI ma słuchać nawet wtedy, gdy nie ma internetu
W wojskowym zastosowaniu zwykły asystent głosowy miałby oczywistą wadę. Po utracie łączności z serwerem przestałby działać dokładnie wtedy, gdy mógłby być najbardziej potrzebny.
Anura ma tego problemu jednak uniknąć. Całe przetwarzanie odbywa się lokalnie, na sprzęcie znajdującym się przy użytkowniku. System nie potrzebuje połączenia z chmurą ani zewnętrznym centrum danych, żeby rozumieć polecenia i sterować podłączonymi urządzeniami.
W wojskowej informatyce określa się to jako przetwarzanie na brzegu sieci. Dane pozostają blisko miejsca, w którym powstają, zamiast za każdym razem wędrować do odległego serwera. Ma to dwie kolosalne zalety. Pierwszą jest szybkość, bo system nie czeka na odpowiedź sieci. Drugą jest odporność na zakłócenia i zerwanie łączności, które na polu walki nie są wyjątkiem, lecz jednym z podstawowych scenariuszy.
Anura ma współpracować nie tylko z dronami. General Dynamics wymienia również sensory, wyświetlacze i systemy łączności znajdujące się na pokładzie pojazdu. Załoga mogłaby więc używać jednego naturalnego interfejsu do obsługi urządzeń, które dziś wymagają kilku osobnych paneli.
Abrams ma coraz więcej pracy do wykonania
W przypadku Abramsa taki kierunek rozwoju jest tak naprawdę szczególnie interesujący. Klasyczny czołg powstawał jako maszyna mająca przede wszystkim wykryć przeciwnika, przeżyć jego ostrzał i zniszczyć go własnym działem. Dzisiaj musi funkcjonować w środowisku pełnym niewielkich dronów, sensorów i sieci wymiany danych.
Polscy czołgiści już testowali, czy załoga Abramsa jest w stanie samodzielnie odpierać ataki małych bezzałogowców. Kolejnym etapem może być sytuacja odwrotna: dron nie będzie przeciwnikiem czołgu, lecz jego dodatkową parą oczu.
Przeczytaj także:
Maszyna może polecieć przed pojazdem, sprawdzić teren za przeszkodą, obserwować flankę albo znaleźć źródło zagrożenia bez wystawiania załogi. Problem polega jednak na tym, że czołgiści już teraz mają wystarczająco dużo obowiązków. Dodanie kolejnego stanowiska operatora dronów zwiększałoby liczbę ludzi lub wymagało od jednej osoby ciągłego przełączania uwagi. Sterowanie językiem naturalnym ma właśnie ominąć tę przeszkodę.
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.