Widzisz żółtą naklejkę na przejeździe? Tego lata zatrzymała 91 pociągów
Ma kilka centymetrów i bardzo łatwo ją przeoczyć. Żółta Naklejka PLK pozwala służbom w kilka chwil ustalić, na którym przejeździe pojawiło się zagrożenie.

Prawdopodobnie mijasz ją za każdym razem, kiedy przejeżdżasz przez tory, i nawet na nią nie patrzysz. Niewielka żółta naklejka przyklejona do krzyża św. Andrzeja albo napędu rogatki jest jednak połączona z systemem, który potrafi zatrzymać pociąg, zanim dojedzie do przejazdu. Tego lata takie zatrzymanie ruchu było potrzebne 91 razy.
W czasie wakacji informacje z Żółtych Naklejek PLK wykorzystano przy 3333 zgłoszeniach na numer 112. W 260 przypadkach kolejarze nakazali maszynistom zwolnić i zachować szczególną ostrożność. W kolejnych 91 sytuacjach zagrożenie było na tyle poważne, że ruch pociągów został całkowicie wstrzymany.
Tych 9 cyfr mówi kolejarzom dokładnie, gdzie jesteś
Na pierwszy rzut oka Żółta Naklejka PLK nie wygląda jakoś bardzo szczególnie interesująco. Są na niej 3 informacje: numer 112, numer do służb technicznych kolei i ciąg 9 cyfr. To właśnie ten ostatni jest najważniejszy, kiedy na torach dzieje się coś niebezpiecznego.
Każdy przejazd ma własny numer identyfikacyjny. Jeśli samochód utknie między rogatkami, na tor spadnie przeszkoda albo wydarzy się inna sytuacja grożąca zderzeniem z pociągiem, osoba dzwoniąca na 112 nie musi tłumaczyć operatorowi, że stoi na przejeździe za wsią, obok lasu i kilkaset metrów od charakterystycznego sklepu. Podaje 9 cyfr z naklejki.
Operator wie wtedy dokładnie, o który przejazd chodzi. Informacja może szybko trafić do odpowiednich służb kolejowych, a dyżurny ruchu dostaje możliwość ograniczenia prędkości pociągów albo całkowitego zatrzymania ruchu na zagrożonym odcinku. To szalenie istotne poza miastami, gdzie osoba zgłaszająca zdarzenie może nawet nie wiedzieć, na jakiej linii kolejowej się znajduje.
3333 telefony w ciągu dwóch miesięcy
W czasie tegorocznych wakacji zanotowano 3333 zgłoszenia na numer 112 z wykorzystaniem danych znajdujących się na przejazdach. Tylko w sierpniu takich przypadków było 1055. Oczywiście nie każde zgłoszenie oznaczało samochód stojący na torach i pociąg pędzący w jego stronę. Sytuacje różnią się poziomem zagrożenia, dlatego różna może być również reakcja kolejarzy.
260 razy wystarczyło ograniczenie prędkości na linii i polecenie maszyniście szczególnie ostrożnej jazdy. 91 razy uznano, że to za mało i ruch został całkowicie wstrzymany. Właśnie dlatego precyzyjne określenie lokalizacji jest tak istotne. Pociągu nie da się zatrzymać równie szybko jak samochodu. Ciężki skład potrzebuje setek metrów, a przy dużych prędkościach nawet znacznie więcej, zanim stanie. Każda minuta stracona na ustalanie, gdzie dokładnie wydarzyło się coś niebezpiecznego, zmniejsza margines bezpieczeństwa.
Co ciekawe, system nie jest w żadnym razie nowy. Polskie Linie Kolejowe wdrożyły go w 2018 r. Wówczas oznaczono blisko 14 tys. przejazdów kolejowo-drogowych. Naklejki montowano co najmniej po dwie na każdym przejeździe, żeby można było znaleźć potrzebne informacje niezależnie od strony, z której kierowca znalazł się na torach.
Na przejazdach wyposażonych w rogatki naklejki są na ich napędach, czyli słupkach, do których przymocowane są ramiona szlabanów. Tam, gdzie rogatek nie ma, można znaleźć je od strony torów na krzyżach św. Andrzeja. To położenie nie jest w żadnym wypadku przypadkowe. Naklejkę ma zobaczyć przede wszystkim ktoś, kto już znalazł się na przejeździe i potrzebuje pomocy. Od samego początku założenie było proste: zamiast tworzyć nowy numer alarmowy dla kolei, system wykorzystuje 112 i dodaje brakujący element – jednoznaczną lokalizację.
Samochód między szlabanami? Najpierw wyjedź
Jest jednak sytuacja, w której szukanie naklejki i telefonu nie powinno być w żadnym razie pierwszym ruchem. Jeżeli nasz samochód znajduje się pomiędzy zamkniętymi rogatkami, trzeba jak najszybciej zjechać z torów. Nawet jeśli oznacza to przejechanie przez opuszczony szlaban.
Rogatki są konstruowane właśnie tak, żeby w sytuacji zagrożenia można było je wyłamać samochodem i opuścić przejazd. Nie trzeba wychodzić z auta, próbować podnosić ramienia ani czekać, aż szlaban sam pójdzie w górę. Najpierw trzeba usunąć samochód z toru. Dopiero później należy powiadomić służby.
Żółta naklejka przydaje się również wtedy, gdy kierowca nie jest bezpośrednio uwięziony. Można za jej pomocą zgłosić przeszkodę na torze, unieruchomiony pojazd albo inne zagrożenie, które może skończyć się zderzeniem. Osobny numer techniczny służy natomiast do sytuacji, które nie wymagają natychmiastowej interwencji numeru 112: uszkodzonej rogatki, zdewastowanego oznakowania czy problemu z widocznością.
Przypomnijmy, że początek września przyniósł kolejne poważne wypadki na przejazdach kolejowo-drogowych i ponownie rozpoczęła się dyskusja o tym, jak ograniczyć liczbę takich zdarzeń. Po tragicznym zderzeniu z ciężarówką maszyniści zapowiedzieli protest polegający na przejeżdżaniu przez przejazdy z prędkością do 20 km/h. Rząd zapowiedział z kolei zaostrzenie kar dla kierowców ignorujących czerwone światło i rogatki.
Żółta naklejka rozwiązuje trochę inny problem. Nie ma powstrzymać kierowcy przed wjazdem tam, gdzie wjechać nie powinien. Ma pomóc wtedy, kiedy zagrożenie już istnieje i zostało bardzo mało czasu na reakcję. Właśnie dlatego warto chociaż raz świadomie spojrzeć, gdzie znajduje się na przejeździe, z którego korzystamy regularnie.
Przeczytaj także:
Ma kilka centymetrów, kosztuje nieporównywalnie mniej niż rozbudowany system elektroniczny i niczego sama nie wykrywa. W odpowiednim momencie 9 cyfr z tej naklejki może jednak uruchomić całą kolejową procedurę bezpieczeństwa. Tego lata trzeba było całkowicie zatrzymać ruch 91 razy.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: PKP PLK
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.