REKLAMA

Trzy Mieczniki to za mało. Lepiej zbudować nową fregatę niż remontować grata

Czwarty Miecznik zamiast kosztownej modernizacji starszego okrętu? PGZ przygotowała już kalkulację i szykuje ofertę dla wojska.

PGZ wyceniła czwartego Miecznika. Teraz chce przekonać MON

Wicher jest już na wodzie, Burza rośnie w hali, a stal na Huragana została pocięta. Polska Grupa Zbrojeniowa nie chce jednak kończyć programu Miecznik na trzech fregatach. Koncern przygotował już wewnętrzną wycenę czwartej jednostki i zamierza przedstawić propozycję Agencji Uzbrojenia. Na razie to oferta przemysłu, a nie nowe zamówienie MON, ale po raz pierwszy pomysł czwartego Miecznika ma za sobą coś więcej, niż zwykłe nieznaczące deklaracje.

Czwarty okręt został już policzony

Obecny kontrakt obejmuje trzy fregaty: przyszłe ORP Wicher, ORP Burza i ORP Huragan. Cały program kosztuje około 15 mld zł i jest największym przedsięwzięciem okrętowym realizowanym dotąd przez polski przemysł obronny.

PGZ chce teraz przekonać państwo, że skoro cała maszyna produkcyjna już działa, to warto wykorzystać ją dłużej. Zarząd grupy poinformował, że wewnętrzna kalkulacja czwartego Miecznika jest gotowa. Kolejnym krokiem mają być rozmowy z Agencją Uzbrojenia.

Najważniejszej liczby na razie jednak nie ujawniono. Nie wiemy, ile dokładnie miałaby kosztować czwarta fregata ani kiedy mogłaby zostać zamówiona i przekazana Marynarce Wojennej. Nie ma również decyzji MON o rozszerzeniu programu. Wicher, Burza i Huragan pozostają jedynymi Miecznikami objętymi obowiązującą umową.

Stocznia dopiero nauczyła się je budować

Argument PGZ jest łatwy do zrozumienia, gdy spojrzymy na to, co trzeba było zrobić przed rozpoczęciem produkcji pierwszej jednostki. Miecznik nie powstaje w stoczni wyglądającej tak samo jak przed podpisaniem kontraktu. W Gdyni zbudowano nową halę kadłubową, zmodernizowano zaplecze, kupiono urządzenia, utworzono zespoły projektowe i wdrożono technologie potrzebne do produkcji okrętów o wyporności około 7 tys. ton.

Sam program uruchomił inwestycje liczone w setkach milionów złotych. Do tego dochodzi transfer technologii od brytyjskiego Babcocka, szkolenie pracowników oraz zbudowanie sieci polskich i zagranicznych poddostawców.

Pierwsza fregata jest przy tym zawsze najtrudniejsza. Przy Wichrze trzeba było opracować dokumentację, przygotować procesy technologiczne i nauczyć ludzi pracy przy projekcie tej klasy. Przy Burzy i Huraganie wiele z tych elementów można już powtarzać. Czwarty kadłub korzystałby więc z linii, która nie dopiero się uczy, lecz ma za sobą budowę trzech bardzo podobnych jednostek.

Najgorszy scenariusz to nauczyć się wszystkiego i zamknąć linię

PGZ obawia się przede wszystkim przerwy po zakończeniu Huragana. Jeśli po trzecim okręcie hala nie dostanie kolejnego dużego zamówienia, to część pracowników może odejść, poddostawcy zajmą się innymi projektami, a wiedza zdobyta przy Miecznikach zacznie się rozpraszać.

W przemyśle okrętowym taki problem jest naprawdę bardzo dotkliwy. Doświadczenia spawacza, konstruktora, integratora systemów czy zespołu odpowiedzialnego za wyposażenie nie da się odłożyć do magazynu obok maszyn i po 5 latach wyjąć dokładnie w tym samym stanie.

Dlatego seryjna produkcja okrętów jest znacznie korzystniejsza, niż budowanie pojedynczych jednostek przedzielonych wieloletnimi przerwami. Kolejny okręt może wykorzystywać tę samą dokumentację, przygotowane oprzyrządowanie i działający łańcuch dostaw.

Nie oznacza to oczywiście, że czwarty Miecznik byłby jakoś bardzo tani. Radary, rakiety, system walki, silniki czy wyrzutnie nadal kosztują ogromne pieniądze, a ich ceny zmieniają się z czasem. Można jednak uniknąć części kosztów związanych z ponownym tworzeniem zdolności, które państwo już raz sfinansowało.

Czwarty Miecznik miałby już bardzo mocną bazę

W sierpniu dokładnie opisywaliśmy na Spider’s Web zwodowanego Wichra. To jednostka o długości około 138 m, szerokości około 20 m i maksymalnej wyporności około 7 tys. ton.

Mieczniki mają służyć do walki z praktycznie każdym rodzajem celu, z którym może spotkać się duży okręt nawodny. Dostają pionowe wyrzutnie Mk 41 dla rakiet przeciwlotniczych rodziny CAMM, pociski przeciwokrętowe, armatę OTO Melara Super Rapid Strales kalibru 76 mm, dwa polskie systemy OSU-35K oraz lekkie torpedy.

Znacznie ważniejsze od samej listy uzbrojenia są sensory i system dowodzenia. Fregaty otrzymują m.in. system walki TACTICOS, nowoczesne radary oraz sonary kadłubowy i holowany. Mają wykrywać samoloty i rakiety, śledzić okręty nawodne oraz polować na okręty podwodne.

Dzięki temu nie są wyłącznie dużymi platformami do wystrzeliwania rakiet. Mogą osłaniać inne jednostki, porty, szlaki morskie i infrastrukturę krytyczną, a przy tym działać w zespołach NATO daleko poza Bałtykiem.

Na stole leży też przyszłość ORP Ślązak

W argumentacji PGZ pojawia się jeszcze jeden interesujący element. Przedstawiciele grupy wskazują, że warto porównać cenę budowy nowej, pełnowartościowej fregaty z kosztami głębokiej modernizacji starszego okrętu, który nawet po przebudowie nie uzyska takich samych możliwości. Nie podano nazwy jednostki, ale bardzo trudno nie spojrzeć w tym miejscu na ORP Ślązak.

Jego historia jest dokładnym przeciwieństwem tego, jak miał wyglądać nowoczesny program okrętowy. Jednostkę zaczęto budować jako korwetę Gawron, a po wieloletnich problemach ukończono jako znacznie słabiej uzbrojony patrolowiec. Do służby wszedł w 2019 r.

Przeczytaj także:

MON od dawna rozważa jego dozbrojenie. Analizowane możliwości obejmowały m.in. rakiety przeciwlotnicze i przeciwokrętowe, walkę radioelektroniczną oraz systemy związane z bezzałogowcami. W 2025 r. zakres planowanych prac został nawet rozszerzony z prostego doposażenia do modernizacji.

Tyle że Ślązak pozostaje znacznie mniejszą platformą. Jego konstrukcja narzuca ograniczenia dotyczące wyporności, energii, przestrzeni i zapasu potrzebnego na przyszłe modernizacje. Czwarty Miecznik byłby zupełnie inną klasą możliwości.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: MON, X

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.