Setki tysięcy to plastiku ląduje w oceanach. Wszystko przez ulewy
Mikroplastik nie płynie do oceanów równym strumieniem. Ekstremalne opady potrafią uruchamiać krótkie, ale ogromne impulsy zanieczyszczeń.

Mikroplastik potrafi czekać latami na lądzie, ulicach i w zlewniach, aż przyjdzie ulewa i uruchomi jego masowy transport do rzek. Nowy globalny model wskazuje, że tylko w 2022 r. rzeki mogły dostarczyć do oceanów około 263 tys. ton takich drobin. Ekstremalny deszcz działa przy tym jak spust, który w krótkim czasie potrafi wypłukać ogromną porcję nagromadzonych zanieczyszczeń.
Deszcz nie tylko rozcieńcza. Potrafi wypłukać wszystko naraz
Badanie zespołu Hehao Qina, opublikowane 10 września w recenzowanym czasopiśmie Science, próbuje rozwiązać jeden z największych problemów w szacowaniu skali zanieczyszczenia mikroplastikiem. Dotychczasowe pomiary rzek trudno było porównywać, ponieważ badacze używali różnych metod pobierania próbek, filtrów i zakresów wielkości cząstek.
Autorzy opracowali więc jeden, wspólny model, który koryguje te różnice i łączy dane o zanieczyszczeniu z informacjami o aktywności człowieka, gospodarce odpadami oraz warunkach naturalnych. Do określenia stężeń i transportu mikroplastiku wykorzystali również uczenie maszynowe.
Ważnym elementem tego modelu są przede wszystkim opady. Można założyć, że więcej wody po prostu rozcieńczy zanieczyszczenie w rzece. I czasami rzeczywiście tak się dzieje. Przy intensywnych opadach działa jednak drugi mechanizm: woda zaczyna spływać po powierzchni i zabiera wszystko, co zdążyło się na niej zgromadzić.
Mikroplastik z ulic, odpadów, gleby, ścieków czy rozpadających się większych przedmiotów może wtedy w krótkim czasie trafić do kanalizacji deszczowej, strumieni i w końcu dużych rzek. W miejscach, gdzie tworzyw używa się dużo, a odpady nie są skutecznie zbierane, ten efekt może być naprawdę silny.
263 tys. ton w jeden rok
Według nowego modelu światowe rzeki dostarczyły w 2022 r. do oceanów około 263 tys. ton mikroplastiku. To nie jest jednak masa zebrana i zważona przy ujściach wszystkich rzek świata, lecz wynik globalnego modelowania bazującego na ujednoliconych danych pomiarowych. Warto o tym pamiętać, bo wcześniejsze szacunki potrafiły bardzo mocno różnić się właśnie przez problemy metodologiczne.
Nowa analiza pokazuje też naprawdę olbrzymią nierównowagę geograficzną. Autorzy szacują, że 96 proc. globalnego rzecznego eksportu mikroplastiku pochodziło z Globalnego Południa. Sama Azja Wschodnia i Południowo-Wschodnia odpowiadała za ponad połowę całkowitej masy.
Nie oznacza to oczywiście, że problem mikroplastiku jest problemem wyłącznie biedniejszych państw. Największymi czynnikami decydującymi o przestrzennych różnicach okazały się zużycie tworzyw, niewłaściwie zagospodarowane odpady oraz skala rozwoju i aktywności człowieka. Pogoda decydowała natomiast w dużej mierze o tym, kiedy zanieczyszczenie zaczynało gwałtownie się przemieszczać.
Najgorsze może wydarzyć się w ciągu kilku dni
Dotychczas o zanieczyszczeniu rzek często myśleliśmy w kategoriach średniego rocznego stężenia. Nowa analiza pokazuje, że taka średnia może ukrywać bardzo dużo. Po ekstremalnym opadzie ilość transportowanego mikroplastiku może gwałtownie wzrosnąć, tworząc krótkotrwały impuls zanieczyszczenia. Przez większość czasu dana rzeka może przenosić relatywnie mniej drobin, by po ulewie w ciągu krótkiego okresu wypchnąć w stronę morza nieproporcjonalnie dużą porcję.
To pomaga również zrozumieć, dlaczego pomiary wykonywane w tym samym miejscu mogą dawać zupełnie inne rezultaty w zależności od dnia pobrania próbki. Próbka z okresu suchego i próbka pobrana po nawalnym deszczu mogą opisywać właściwie dwa różne stany tej samej rzeki.
W Polsce mikroplastik znajdowaliśmy już w każdym z analizowanych jezior, także na obszarach chronionych. Tam również jako jedną z możliwych dróg transportu wskazywano spływ z otoczenia i opady. Nowe globalne badanie pokazuje skalę, do której podobny mechanizm może urosnąć w całych zlewniach rzecznych.
Zmiana klimatu może docisnąć spust
Autorzy zwracają uwagę na jeszcze jeden problem. Wraz ze zmianą klimatu w wielu regionach rośnie ryzyko intensywnych opadów. Nie wynika z tego, że globalny transport mikroplastiku wzrośnie dokładnie o określoną wartość. Badanie nie jest prognozą mówiącą, ile ton plastiku popłynie rzekami w 2050 r.
Cały mechanizm jest jednak bardzo niepokojący. Jeżeli częściej pojawiają się zdarzenia pogodowe zdolne uruchomić nagromadzone na powierzchni zanieczyszczenia, częściej mogą pojawiać się także gwałtowne impulsy mikroplastiku.
Przeczytaj także:
Najbardziej podatne są przy tym miejsca, gdzie spotykają się duża ilość plastikowych odpadów i system gospodarki odpadami, który nie potrafi skutecznie zatrzymać ich przed dostaniem się do środowiska.
Dlatego zatrzymywanie plastiku dopiero na oceanie jest walką bardzo późno rozpoczętą. Już kilka lat temu pokazywaliśmy rozwiązania próbujące wyłapywać odpady bezpośrednio w rzekach, zanim dotrą do morza. Nowe wyniki tylko wzmacniają argument, że najlepszym miejscem do działania są zlewnie i źródła zanieczyszczeń, zanim pierwsza duża ulewa zrobi z nich problem morski.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Arseniy Rogov, Getty Images, Canva Pro / Canva Pro
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.