Telefon zacznie wyć, wibrować i migać latarką. Nie przeoczysz tego alarmu
Polska rozwija kolejny kanał ostrzegania. Nowa aplikacja straży pożarnej nie zastąpi Alertu RCB ani przyszłego Cell Broadcast.

Telefon leży na biurku w trybie cichym. Nagle zaczyna głośno alarmować, wibrować, a jego latarka miga, dopóki użytkownik nie zareaguje. Tak ma wyglądać najwyższy poziom ostrzeżenia w nowej aplikacji przygotowywanej przez Komendę Główną Państwowej Straży Pożarnej.
Narzędzie nazywa się ALARM.SOIA i ma być gotowe do końca 2026 r. Sama zapowiedź aplikacji nie jest nowa, bo o planach MSWiA pisaliśmy już pod koniec sierpnia. Teraz poznaliśmy jednak znacznie więcej szczegółów. System jest już testowany, m.in. przez Dowództwo Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, a opis aplikacji zdradza dokładnie, co zobaczymy na telefonie.
Najwyższy alarm trudno będzie przeoczyć
ALARM.SOIA dzieli komunikaty na cztery poziomy. Najwyższy, P1, oznacza bezpośrednie zagrożenie życia. W takim przypadku telefon ma odtworzyć alarm z pełną głośnością, uruchomić wibracje oraz miganie latarki.
W przypadku iPhone'a wymaga to wcześniejszego zezwolenia aplikacji na wysyłanie tzw. alertów krytycznych. Po jego przyznaniu taki komunikat może przebić tryb cichy i ustawienie nie przeszkadzać. W samej aplikacji alarmów P1 nie będzie można później wyłączyć tak jak zwykłych kategorii powiadomień.
Niższe poziomy mają działać spokojniej. P2 to pilne ostrzeżenie dotyczące poważnego zagrożenia, np. powodzi lub pożaru. P3 przewidziano dla burz, upałów, silnego wiatru czy awarii, a P4 dla informacji organizacyjnych i testów. W przypadku tych trzech kategorii użytkownik będzie mógł zdecydować, które chce otrzymywać.
Nie chodzi więc o to, żeby przy każdym mocniejszym deszczu telefon urządzał pokaz światła i dźwięku. Najbardziej agresywny sposób alarmowania został zarezerwowany dla sytuacji, w których liczy się natychmiastowa reakcja.
Aplikacja nie musi wiedzieć, gdzie jesteś
Ciekawie rozwiązano wybór miejsca. ALARM.SOIA nie ma na bieżąco śledzić lokalizacji telefonu. Użytkownik sam wybierze maksymalnie 10 obszarów, które chce obserwować – mogą to być powiaty, miasta lub całe województwa.
Jeżeli uprawniona służba wyśle ostrzeżenie dla jednego z nich, aplikacja pokaże pełną treść komunikatu, instrukcję postępowania, czas jego obowiązywania i informację o nadawcy. Dostępna ma być również mapa aktywnych ostrzeżeń oraz historia z ostatnich 48 godz., do której będzie można zajrzeć również bez dostępu do sieci.
Nie trzeba będzie zakładać konta. Według opisu przygotowanego przez straż pożarną na serwer trafiać ma przede wszystkim identyfikator potrzebny do przesłania powiadomienia, lista wybranych obszarów i poziomów alarmowych oraz informacja o wersji systemu i aplikacji. Program nie ma korzystać z reklam ani zbierać danych o położeniu urządzenia. System alarmowy musi z jednej strony wiedzieć, komu przekazać komunikat, a z drugiej nie potrzebuje do tego dokładnej historii przemieszczania się człowieka.
To nie jest następca Alertu RCB
Lista państwowych sposobów informowania o zagrożeniach robi się coraz dłuższa. Mamy Alert RCB, Regionalny System Ostrzegania, aplikację Alarm112, informacje w mObywatelu, syreny, a teraz dojdzie ALARM.SOIA.
Każde z tych narzędzi ma jednak trochę inne zadanie. Alarm112 służy przede wszystkim do zgłaszania zdarzeń przez osoby, które nie mogą zadzwonić pod 112. RSO przekazuje ostrzeżenia regionalne. Alert RCB działa przez SMS i nie wymaga od odbiorcy wcześniejszego instalowania czegokolwiek. ALARM.SOIA ma być dodatkowym kanałem i właśnie dlatego musi zostać wcześniej pobrany przez użytkownika.
Równolegle powstaje rozwiązanie, które może znacznie bardziej zmienić cały system. Chodzi o Cell Broadcast, o którego przewadze nad klasycznymi Alertami RCB pisaliśmy już na Spider's Web. Cell Broadcast działa zupełnie inaczej. Operator nie wysyła milionów oddzielnych SMS-ów. Stacja bazowa nadaje jeden komunikat, który jednocześnie odbierają znajdujące się w jej zasięgu telefony. Nie trzeba znać ich numerów ani instalować programu, a alarm może dotrzeć również przy dużym przeciążeniu sieci. MSWiA prowadzi obecnie rozmowy z operatorami, ale według resortu potrzebują oni jeszcze około 10-12 miesięcy na wdrożenie tego rozwiązania.
Nowa aplikacja jest już naprawdę blisko
Straż pożarna kończy aplikację, trwa jej testowanie, a karta ALARM.SOIA jest już widoczna w kilku europejskich wersjach App Store. Apple wskazuje przy niej Komendę Główną Państwowej Straży Pożarnej jako dewelopera. W polskiej wersji sklepu aplikacja nie jest jednak obecnie publicznie dostępna. Na udostępnienie jej polskim użytkownikom nadal mamy poczekać najpóźniej do końca roku.
Zobacz także:
Sama aplikacja jest częścią znacznie większego Systemu Ostrzegania i Alarmowania Ludności. Państwowa Straż Pożarna modernizuje równolegle tysiące syren, buduje nową infrastrukturę komunikacyjną i centralizuje możliwość uruchamiania alarmów. Można więc kręcić nosem, że w telefonie pojawi się kolejna państwowa aplikacja. W tym przypadku ważniejsze jest jednak to, że jeżeli zagrożenie będzie naprawdę poważne, komunikat ma być zaprojektowany tak, żeby bardzo trudno było go przegapić.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Africa images, Canva Pro / Canva Pro
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.