Polaków straszą fałszywe wezwania do wojska. Oficjalne SMS-y od rządu nie pomagają
Fałszywe karty mobilizacyjne zalewają internet. MON radzi, jak na nie reagować.

W tych napiętych i nerwowych czasach byle plotka może wprowadzić mnóstwo zamieszania, wywołując panikę. Tym bardziej że rosyjskie ataki na Ukrainę nie ustają, a w miniony weekend doszło do nich tuż przed granicą z Polską. Szczególnie teraz każda niepotwierdzona informacja może być źródłem strachu i nerwów. Wiedzą o tym doskonale ci, którzy celowo chcą siać popłoch.
Ministerstwo Obrony Narodowej informuje, że w sieci pojawia się "coraz więcej fałszywych i zmanipulowanych informacji dotyczących kart mobilizacyjnych".
Resort przypomina, że nadawanie przydziałów mobilizacyjnych nie jest nową procedurą. Jest ona realizowana od wielu lat i to stały element systemu obronnego państwa.
Wojskowe Centra Rekrutacji prowadzą ewidencję osób objętych obowiązkiem obrony i nadają przydziały zgodnie z potrzebami Sił Zbrojnych RP. Takie działania nie oznaczają rozpoczęcia powszechnej mobilizacji ani masowego powoływania obywateli do wojska - wyjaśnia i uspokaja MON.
Resort zauważa również, że coraz częściej natknąć można się na "spreparowane, wygenerowane przez AI wizerunki rzekomych kart mobilizacyjnych". MON uczula, aby każdą taką treść weryfikować. W tym przypadku najlepiej skontaktować się ze swoim Wojskowym Centrum Rekrutacji.
Nie daj się dezinformacji i zawsze sprawdzaj informacje w oficjalnych źródłach - apeluje MON.
Niestety sporo zamieszania wywołują też oficjalne komunikaty
Zwracaliśmy już na łamach Spider's Web, że Alerty RCB informujące o atakach na terenie Ukrainy nie wyjaśniają, jak mają zachować się osoby przebywające w Polsce. Nasza lubelska część redakcji regularnie otrzymuje SMS-y o rozpoczętych i zakończonych atakach. Każda taka wiadomość kończy się poleceniem, aby śledzić komunikaty, ale to tyle.
RMF FM donosi, że coraz więcej mieszkańców terenów przygranicznych w Lubelskiem i na Podkarpaciu przyznaje, że nie wie, jak reagować na tego typu wiadomości. Jest ich dużo, a poza tym są zbyt ogólne, co jest źródłem stresu.
Rząd jest trochę w potrzasku. Brak komunikatów byłby wypominany, gdyby ponownie doszło do incydentu jak w sierpniu, kiedy rosyjska rakieta spadła na terytorium Polski. Częstotliwość wiadomości to takie dmuchanie na zimne.
Zdecydowaliśmy po ostatnich doświadczeniach, że wtedy, gdy podrywane przez wojsko są nasze myśliwce, aby patrolować przestrzeń powietrzną, będziemy wysyłać SMS-a - niemówiącego o tym, że nadchodzi zagrożenie, tylko że potencjalnie, żeby każdy był przygotowany - wyjaśnił w rozmowie TOK FM szef MSWiA Marcin Kierwiński, tłumacząc, że "zawsze jest potencjalne niebezpieczeństwo, że rakieta wystrzelona w kierunku zachodniej Ukrainy zmieni tor".
Liczba komunikatów była przedmiotem sporu w miniony weekend. Beata Mazurek, polityczka związana z PiS, uznała, że Alerty RCB są obecnie systemem "siania paniki bez instrukcji".
Odpowiedziała na to Karolina Gałecka, rzeczniczka prasowa MSWiA.
Jeśli nie wie Pani, co zrobić, gdy wyją syreny - zapraszamy na nasze szkolenia. Uczymy tam m.in., jak zachować się w sytuacji zagrożenia i przygotować plecak ewakuacyjny. To wiedza, która przydaje się właśnie w takich sytuacjach.
I można się zgodzić, że szkolenia są potrzebne, ale chyba to nie do końca tłumaczy nieczytelności komunikatów, na które skarżą się nie tylko politycy, ale i sami mieszkańcy.
W obecnych czasach olbrzymim zagrożeniem jest dezinformacja, ale niestety sporo zamieszania mogą wywołać też komunikaty oficjalne, nadawane w dobrej wierze. Musimy walczyć z manipulacją, ale również mieć systemy, które nie wprawią w zakłopotanie obywateli. Można mieć wrażenie, że jest z tym poważny kłopot.
Zdjęcie główne: Dziurek / Shutterstock
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.