Pracują 10 km nad ziemią. Ich zawód trafił na szczyt niepokojącej listy
Załogi samolotów przez lata pochłaniają promieniowanie kosmiczne. Nowe badanie obejmujące niemal 13 mln zgonów pokazuje niepokojący wzorzec.

Praca na pokładzie samoloty zwykle kojarzy się nam przede wszystkim z jet lagiem, nieregularnym snem i tysiącami godzin spędzonych w powietrzu. Jest jednak jeszcze coś, czego nie widać i nie da się poczuć. Załogi latają na wysokości, na której atmosfera chroni przed promieniowaniem kosmicznym znacznie słabiej.
Przebadali 503 zawody. Załogi samolotów znalazły się na samej górze
Badacze przeanalizowali amerykańskie akty zgonu z lat 2020-2024. Było ich ponad 12,7 mln. Dzięki stosunkowo nowemu połączeniu tych danych z informacjami o wykonywanym zawodzie mogli porównać aż 503 grupy zawodowe. W zbiorze znalazło się około 14 tys. pilotów i 7 tys. członków personelu pokładowego.
Następnie sprawdzono, jak często przyczyną śmierci były nowotwory, których rozwój może mieć związek z promieniowaniem jonizującym. Do tej grupy zaliczono m.in. raka piersi i prostaty, nowotwory ośrodkowego układu nerwowego, białaczki, chłoniaki, szpiczaka mnogiego, raka tarczycy oraz czerniaka i inne nowotwory skóry. Wynik okazał się zaskakująco wyraźny.
Wśród personelu pokładowego takie nowotwory odpowiadały po uwzględnieniu różnic demograficznych za około 6,9 proc. zgonów. Był to najwyższy wynik spośród wszystkich 503 zawodów. Piloci z wynikiem około 6,7 proc. znaleźli się na 2. miejscu. Wyżej niż pracownicy, którzy znacznie bardziej intuicyjnie kojarzą się z promieniowaniem, np. technicy pracujący przy technologiach jądrowych.
Na wysokości 10 km kończy się znaczna część naszej osłony
Źródła promieniowania nie trzeba szukać w wyposażeniu samolotu. Przychodzi ono z góry. Ziemia jest nieustannie bombardowana wysokoenergetycznymi cząstkami pochodzącymi ze Słońca oraz spoza Układu Słonecznego. Na powierzchni planety większość z nas jest przed nimi bardzo dobrze chroniona przez pole magnetyczne i grubą warstwę atmosfery.
Samolot pasażerski zabiera człowieka jednak na wysokość około 10-12 km. Właśnie na takich wysokościach odbywa się większość lotów rejsowych. Nad maszyną znajduje się wtedy znacznie mniej atmosfery zdolnej pochłaniać produkty oddziaływania promieni kosmicznych. Dla pasażera lecącego na wakacje kilka razy w roku nie jest to powód do paniki. Problemem załóg jest natomiast powtarzalność.
Pilot czy stewardesa mogą spędzać w powietrzu setki godzin rocznie przez 20 lub 30 lat. Szacowana roczna dawka promieniowania kosmicznego otrzymywana przez członków załóg wynosi przeciętnie około 3=6 mSv. Dla porównania osoba odbywająca rocznie 10 podróży w obie strony przez Stany Zjednoczone może zebrać około 0,4 mSv.
Już wcześniej pisaliśmy na Spider’s Web o tym, że członkowie załóg lotniczych potrafią otrzymywać rocznie dawki promieniowania porównywalne z niektórymi pracownikami zawodowo narażonymi na promieniowanie.
Nie każdy lot daje taką samą dawkę
Nie działa to jednak jak taksometr, w którym każda godzina w samolocie oznacza dokładnie taką samą porcję promieniowania. Znaczenie ma przede wszystkim wysokość lotu. Im wyżej znajduje się samolot, tym cieńsza warstwa atmosfery pozostaje nad nim. Ważna jest również szerokość geograficzna – ekspozycja wzrasta na trasach przebiegających bliżej biegunów.
Do tego dochodzi także sama aktywność Słońca. Silne zdarzenia związane z wyrzucaniem wysokoenergetycznych cząstek mogą okresowo zwiększać poziom promieniowania na wysokościach lotniczych.
Dlatego dwóch pilotów mających identyczną liczbę godzin nalotu wcale nie musi otrzymać takiej samej dawki. Ktoś wykonujący regularne długie połączenia transpolarne może mieć inną ekspozycję niż osoba latająca na krótszych trasach na niższych szerokościach geograficznych.
W czerwcu 2026 r. amerykańscy eksperci zajmujący się ochroną radiologiczną ponownie zwrócili uwagę, że dawki załóg powinny być systematycznie szacowane i monitorowane przez całą karierę zawodową.
Niepokojący wzorzec widać również w konkretnych nowotworach
Ranking 503 zawodów nie był jedynym wynikiem badania. U pilotów i personelu pokładowego częściej niż oczekiwano widać było zgony związane z rakiem piersi, rakiem prostaty, nowotworami ośrodkowego układu nerwowego oraz czerniakiem. Wśród pilotów dodatkowo zaznaczyła się podwyższona śmiertelność związana z białaczką.
Co ciekawe, podobny sygnał nie pojawił się u pracowników branży lotniczej wykonujących swoje obowiązki na ziemi. Mechanicy czy osoby zajmujące się produkcją samolotów nie dzieliły wyników załóg latających. Równie interesujące było porównanie z nowotworami niezwiązanymi z promieniowaniem. W ich przypadku piloci i personel pokładowy nie znajdowali się już na szczycie zestawienia, lecz znacznie bliżej środka stawki. To argument przemawiający za tym, że obserwowanego wyniku nie da się łatwo zrzucić wyłącznie na ogólną specyfikę pracy w lotnictwie.
To jeszcze nie jest dowód, że promieniowanie spowodowało te nowotwory
Badanie przede wszystkim pokazuje zależność, ale nie pozwala zajrzeć w historię konkretnego człowieka i stwierdzić, że jego nowotwór powstał właśnie z powodu promieniowania pochłoniętego w czasie lotów. Autorzy nie dysponowali indywidualnymi pomiarami dawek. Nie wiedzieli, ile godzin dana osoba spędziła na określonych wysokościach, jakimi trasami latała ani jak długa była jej kariera. Dane o zawodzie pochodziły z aktów zgonu i również mogły zawierać błędy.
Przeczytaj także:
Do tego praca załogi samolotu oznacza inne potencjalnie istotne obciążenia. Wielokrotne przekraczanie stref czasowych zaburza rytm dobowy, a wcześniejsze badania wiązały takie zaburzenia z ryzykiem części nowotworów. W przypadku raka skóry trzeba również brać pod uwagę ekspozycję na promieniowanie ultrafioletowe.
*Źródło grafiki wprowadzającej: BALKON, Canva Pro
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.