REKLAMA

Rosyjska flota ma problem. Wodują drona, który potajemnie dowiezie mniejsze maszyny

Ukraina pokazała nową MAGURĘ. Zamiast wysadzić się o burtę okrętu, MV11 ma wozić, wypuszczać i zaopatrywać inne bezzałogowce.

MAGURA MV11 przenosi inne drony

Jeszcze niedawno przepis na ukraiński dron morski był dość prosty: szybka łódź bez załogi, kamera, łącze z operatorem i kilkaset kilogramów materiału wybuchowego. Dotrzeć do rosyjskiego okrętu, uderzyć w burtę i zniknąć razem z celem. Pokazany właśnie MV11 wywraca to do góry nogami. Największa MAGURA nie ma być jednorazową bronią, lecz pływającą bazą, która zabierze na morze inne bezzałogowce, wypuści je do działania, a później może dostarczyć im paliwo i wyposażenie.

Największą MAGURĘ pokazali na Dnieprze

MV11 po raz pierwszy publicznie zaprezentowano 24 sierpnia podczas ukraińskich obchodów Dnia Niepodległości. Na Dnieprze pokazano całą rozwijającą się rodzinę bezzałogowych jednostek nawodnych, ale największa konstrukcja zdecydowanie odstawała od niewielkich dronów uderzeniowych, z którymi kojarzy się ukraińska wojna na Morzu Czarnym.

Nową jednostkę opracowała firma UFORCE. Według ujawnionych danych MV11 może zabierać do 2200 kg ładunku użytecznego i pozostawać na morzu przez maksymalnie 7 dni. To już parametry pozwalające myśleć o czymś znacznie poważniejszym, niż jednorazowy atak.

Producent opisuje MV11 jako platformę oceaniczną przeznaczoną do działania daleko od brzegu. Ma prowadzić rozpoznanie i obserwację, wspierać operacje desantowe, transportować wyposażenie oraz przede wszystkim przewozić i wypuszczać inne systemy bezzałogowe.

Dostajemy więc coś, co najłatwiej nazwać bezzałogowym okrętem-matką. Nie jest to oczywiście formalna klasa okrętu. MV11 pozostaje USV, czyli bezzałogową jednostką nawodną. Okręt-matka dobrze opisuje jednak funkcję, którą ma pełnić: nie wykonywać całego zadania samodzielnie, lecz dowieźć w rejon operacji mniejsze roboty i pozwolić im działać znacznie dalej od własnego wybrzeża.

Zabiera drony i urządza im bazę setki kilometrów od brzegu

Mały dron morski ma ograniczenia wynikające nie tylko z ilości paliwa. Musi zabrać system łączności, sensory, uzbrojenie albo głowicę bojową, a jednocześnie zachować możliwie niewielkie rozmiary i niski koszt. Każdy dodatkowy kilogram oznacza kompromis. MV11 może część tego problemu przesunąć na większego nosiciela.

Producent mówi o transportowaniu, wypuszczaniu i wspieraniu innych systemów bezzałogowych daleko od brzegu. W przypadku morskich dronów wsparcie ma obejmować również dostarczanie paliwa oraz wyposażenia. To istotne, ponieważ radykalnie zmienia promień działania całej grupy.

Mniejszy USV nie musi od początku misji zużywać paliwa na wielogodzinny rejs z ukraińskiego wybrzeża. Może zostać przetransportowany znacznie bliżej strefy działania, zwodowany z MV11, wykonać zadanie, a w niektórych scenariuszach wrócić do większej jednostki po dalsze wsparcie. Ten sam mechanizm może dotyczyć dronów latających.

UFORCE mówi o systemie wielodomenowym i przenoszeniu różnych bezzałogowców, ale na tym etapie nie ujawnia dokładnej konfiguracji. Nie wiemy, ile mniejszych maszyn MV11 zabiera, gdzie są przechowywane ani w jaki sposób są wodowane lub wystrzeliwane. Nie pokazano też publicznie rzeczywistej operacji, w której nowa MAGURA wypuszczałaby własne drony na pełnym morzu. Funkcja okrętu-matki jest więc na razie deklarowaną zdolnością nowej platformy, a nie możliwością potwierdzoną nagraniami z misji bojowej.

MAGURA zaczynała jako bardzo skuteczna bomba na silniku

Skala ewolucji jest imponująca. MAGURA V5 miała około 5,5 m długości i w podstawowej konfiguracji była dokładnie tym, z czym kojarzymy pierwszą generację ukraińskich morskich dronów: niewielkim, szybkim i trudnym do zauważenia nosicielem materiału wybuchowego.

Ukraiński wywiad wojskowy podawał pod koniec 2024 r., że V5 zabierała około ćwierć tony materiałów wybuchowych, a drony tej rodziny zatopiły lub uszkodziły 15 rosyjskich jednostek. Ich największą zaletą nie było stworzenie odpowiednika normalnego okrętu wojennego. Była nią fatalna dla przeciwnika ekonomia. Rosjanie musieli chronić fregaty, okręty desantowe i infrastrukturę portową wartą dziesiątki albo setki milionów dolarów przed małymi motorówkami bez człowieka na pokładzie.

Na Spider’s Web pisaliśmy, jak szybko tę lekcję zaczęła odrabiać również Rosja. W 2025 r. pokazała na Bałtyku własnego drona kamikadze i wysadziła nim pełnowymiarowy cel nawodny. Ukraińcy tymczasem przestali traktować USV wyłącznie jak zdalnie sterowaną torpedę.

Najpierw zaczęła strzelać do śmigłowców, później do myśliwców

31 grudnia 2024 r. uzbrojona w rakiety R-73 MAGURA zaatakowała rosyjskie śmigłowce Mi-8 nad Morzem Czarnym. Według ukraińskiego wywiadu jeden z nich został zniszczony, a drugi uszkodzony. Był to przełomowy moment, bo nagle niewielka łódź, którą wcześniej rosyjski śmigłowiec mógł stosunkowo bezpiecznie tropić i ostrzeliwać z góry, sama dostała zdolność obrony przeciwlotniczej.

Kilka miesięcy później pojawiła się większa MAGURA V7. Ma około 7,6-8 m długości i w jednej z konfiguracji dostała amerykańskie AIM-9 Sidewinder. W maju 2025 r. ukraiński wywiad poinformował o zestrzeleniu za pomocą takich platform 2 rosyjskich Su-30. Było to pierwsze znane użycie bezzałogowej jednostki nawodnej do skutecznego ataku na załogowy samolot bojowy. Później pokazywano także MAGURY z modułami karabinów maszynowych, a rodzina zaczęła dostawać zadania rozpoznawcze, minowe i transportowe.

Przeczytaj także:

Z narzędzia przeznaczonego do jednego efektownego wybuchu powoli robiła się platforma. MV11 jest logicznym końcem tej ewolucji. Zamiast dokładać następny pocisk do małej łodzi, Ukraińcy powiększyli samą łódź na tyle, żeby mogła zacząć obsługiwać inne roboty.

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.