REKLAMA

Okręty wpłyną w pułapkę. Szykują samobójcze drony

Nowe tajwańskie drony mogą krążyć nad wybrzeżem i uderzać w jednostki transportujące żołnierzy. To kolejna lekcja wyciągnięta z Ukrainy.

Drony będą czekać na chińskie okręty. Tajwan ćwiczy obronę

Chiński desant nie miałby po prostu przepłynąć Cieśniny Tajwańskiej i wysadzić żołnierzy na brzegu. Tajwan chce zamienić ostatnie kilkadziesiąt kilometrów tej drogi w strefę pełną dronów czekających na cele. Podczas największych tegorocznych ćwiczeń po raz pierwszy pokazano nową klasę średnich bezzałogowców uderzeniowych.

Nowe drony przez pół godziny krążyły nad wybrzeżem

Podczas ćwiczeń Han Kuang w rejonie Zuoying na południowo-zachodnim wybrzeżu Tajwanu pojawiły się dwa nowe bezzałogowce. To wyjątkowo ważne miejsce, bo znajduje się tam największa baza tajwańskiej marynarki wojennej. Drony mają układ stałopłatów ze śmigłem pchającym i zostały określone przez wojskowych jako średniej wielkości drony samobójcze.

Podczas demonstracji krążyły nad plażą i wodą przez około 30 min. Nie pokazano jednak samego ataku, więc nie wiadomo jeszcze, czy obserwowane egzemplarze są ostateczną wersją uzbrojenia. Tajwańska marynarka potwierdziła jedynie, że maszyny przekazano jej do testów.

Nowe drony mają wypełnić lukę pomiędzy niewielkimi bezzałogowcami krótkiego zasięgu a znacznie droższymi pociskami przeciwokrętowymi. Eksperci wskazują, że przydatny byłby zasięg rzędu 40-60 km, pozwalający atakować przeciwnika jeszcze zanim dotrze do tajwańskich wód terytorialnych. Parametrów pokazanych maszyn oficjalnie jednak nie ujawniono.

W przypadku wojny ich zadaniem nie musiałoby być polowanie na największe chińskie niszczyciele. Znacznie ciekawszym celem są wolniejsze jednostki przewożące żołnierzy, pojazdy, amunicję i zaopatrzenie.

To właśnie w nich tkwi jedna ze słabości operacji desantowej. Nawet ogromna armia musi fizycznie przeprawić ludzi i sprzęt przez cieśninę, a następnie dostarczać kolejne zapasy na zdobyty przyczółek. Im więcej tanich środków uderzeniowych Tajwan może rzucić przeciwko temu łańcuchowi, tym bardziej rośnie koszt całej operacji. To wniosek wynikający bezpośrednio z tajwańskiej strategii obrony litoralnej i analiz możliwego wykorzystania tych bezzałogowców.

Ukraina pokazała, że tyły nie są już bezpieczne

Inspiracji trudno nie szukać w Ukrainie. Podobnej wielkości stałopłaty są tam używane do atakowania celów oddalonych o dziesiątki, a czasem setki kilometrów od frontu. Uderzają w logistykę, pojazdy i miejsca, które wcześniej mogły uchodzić za względnie bezpieczne.

Tajwan ma jednak inne środowisko działania. Zamiast pól i lasów jest szeroka cieśnina, silny wiatr, zmienny stan morza i niewiele miejsc, w których można ukryć lecącą maszynę. Dlatego bezpośrednie kopiowanie ukraińskich konstrukcji byłoby po prostu nierozsądne. Bezzałogowiec przeznaczony do obrony wyspy musi dobrze radzić sobie nad wodą i w trudnych warunkach pogodowych.

Jak pisaliśmy w tekście: Tajwan z potężną armią dronów. Ma bronić przed Chinami, wyspa już wcześniej zaczęła przebudowywać część jednostek pod masowe wykorzystanie systemów bezzałogowych i rozwijać własny przemysł dronowy.

Cieśnina ma zmienić się w piekielną strefę

Nowe maszyny są częścią znacznie większego pomysłu określanego często jako hellscape. W razie ataku przestrzeń między Chinami a Tajwanem miałaby zostać nasycona ogromną liczbą tanich środków bezzałogowych: latających, nawodnych i podwodnych.

Tajwan chce przy tym osiągnąć naprawdę przemysłową skalę. W czerwcu resort obrony zaproponował program wart około 6,6 mld dol., obejmujący ponad 210 tys. krajowych dronów uderzeniowych, rozpoznawczych i morskich. Władze deklarują również ambicję dojścia do zdolności produkcji 100 tys. dronów miesięcznie do 2030 r.

Przeczytaj także:

Podczas Han Kuang ćwiczono nie tylko samoloty bezzałogowe. Prezydent Lai Ching-te obserwował działania kutrów rakietowych, jednostek Straży Przybrzeżnej oraz dronów atakujących na małej wysokości. Całe ćwiczenie trwa 10 dni i ma testować reakcję państwa zarówno na klasyczną inwazję, jak i działania poniżej progu pełnej wojny.

Tajwan nie wygra raczej wyścigu na liczbę dużych okrętów, samolotów czy pocisków. Chińskie siły zbrojne są po prostu zbyt duże i zbyt rozległe. Właśnie dlatego strategia wyspy coraz mocniej opiera się na asymetrii: dużej liczbie rozproszonych i relatywnie tanich systemów, których przeciwnik nie będzie mógł łatwo zniszczyć jednym uderzeniem.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.