REKLAMA

System kaucyjny miał pomóc. Tymczasem gminy straciły mnóstwo pieniędzy

System kaucyjny bardzo skutecznie przejmuje PET i aluminium. Dla recyklingu to dobra wiadomość, ale gminom znika ważne źródło przychodów.

System kaucyjny uderza w gminy. Rachunek mogą dostać mieszkańcy

Butelka wraca do sklepu, puszka wpada do automatu, a gmina ma mniej odpadów do zagospodarowania. Teoretycznie brzmi to jak sytuacja, na której wszyscy powinni wygrać. No właśnie, teoretycznie… Pierwsze półrocze pokazuje jednak drugą stronę systemu kaucyjnego: gminne instalacje komunalne straciły około połowę dochodów ze sprzedaży surowców. Nie połowę wszystkich swoich pieniędzy, lecz właśnie wpływów z tego źródła. Jednocześnie koszt zagospodarowania pozostałych odpadów miał wzrosnąć o około 15 proc.

Z żółtego worka zniknęło niewiele. Tyle że zniknęło to, co najdroższe

Według szacunków Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych masa tworzyw sztucznych i metali trafiających do gminnego systemu zmniejszyła się tylko o 3-4 proc. Można byłoby więc oczekiwać podobnego spadku przychodów. Tyle że system kaucyjny zabiera nie losowe 3-4 proc. zawartości żółtego worka. Wyciąga z niego przede wszystkim butelki PET oraz metalowe puszki, czyli jedne z najłatwiejszych do sprzedania i najcenniejszych materiałów. Wartość samego metalu z puszek może dochodzić do około 9 tys. zł za tonę.

Reszta nie znika. Samochód nadal musi przejechać swoją trasę, sortownia musi działać, pracownikowi trzeba zapłacić, a pozostające w worku folie i inne tworzywa trzeba przesortować i zagospodarować. Efekt jest trochę taki, jakby ze sklepu usunąć kilka procent towaru, ale akurat tego, na którym była najwyższa marża.

Pierwsze miasta widziały ten problem już kilka miesięcy temu

Jak pisaliśmy w czerwcu w tekście: System kaucyjny działa za dobrze. Dlatego pojawił się nowy problem, w Gdańsku w I kwartale 2026 r. ilość bezbarwnego PET trafiającego do komunalnej instalacji spadła o około 33 proc., niebieskiego o 41 proc., a zielonego o 51 proc. Przychody ze sprzedaży surowców były niższe o około 700 tys. zł, czyli 38 proc. Miasto szacowało wtedy, że roczna utrata przychodów może przekroczyć 8 mln zł.

Podobne sygnały przychodziły również z Łodzi czy z Nysy. Jednocześnie nie wszędzie oznaczało to automatyczną podwyżkę dla mieszkańca. W Gdańsku jeszcze w czerwcu wpływ samej kaucji na cały budżet systemu oceniano jako marginalny, a samorządy wskazywały również inflację, wynagrodzenia, energię, paliwo i rosnącą ilość innych odpadów. Śmieci więc drożeją przez kaucję? Nie do końca, ale nie można powiedzieć, że kaucja nie ma na gminne finanse żadnego wpływu.

Samorządy od początku wskazywały, że system kaucyjny powinien być uruchamiany razem z rozszerzoną odpowiedzialnością producenta, czyli ROP. Za zebranie i zagospodarowanie opakowania powinien w większym stopniu płacić ten, kto wprowadza je na rynek, a nie mieszkaniec poprzez opłatę za śmieci.

Rządowy projekt przewidywał stopniowe uruchamianie tego mechanizmu. Pierwsze środki dla gmin miały pojawić się już w 2026 r., finansowanie miało wzrosnąć w 2027 r., a pełny model zacząć działać od 2028 r. Resort klimatu argumentował, że dzięki temu opłaty śmieciowe powinny się ustabilizować.

Problem jednak w tym, że ustawa po prostu utknęła. Według najnowszych nieoficjalnych ustaleń istnieje ryzyko, że nowy ROP nie zostanie uchwalony nawet przed końcem obecnej kadencji Sejmu. Projekt budzi sprzeciw części administracji i organizacji przedsiębiorców, przede wszystkim przez proponowany scentralizowany model przepływu pieniędzy przez NFOŚiGW.

O tej luce pisaliśmy już wcześniej w tekście: Polacy zapłacą podwójnie? System kaucyjny właśnie pokazuje największą wadę. Kaucja wyjęła wartościowe opakowania z systemu gminnego natychmiast, a mechanizm, który miał przenieść większą część kosztów na producentów, nadal za nią nie nadążył.

Kaucja robi dokładnie to, co miała robić. Właśnie dlatego to źle

System kaucyjny poniósł więc ekologiczną porażkę? Wręcz przeciwnie: jego celem jest wyciąganie butelek i puszek ze zwykłego strumienia odpadów oraz kierowanie ich do czystej, łatwiejszej do recyklingu zbiórki. W 2026 r. producenci mają osiągnąć 77 proc. poziomu zbiórki tych opakowań. Problem polega jednak na tym, że polski system finansowania odpadów był wcześniej częściowo oparty właśnie na wartości tych puszek i butelek. Kaucja zaczęła działać, ludzie nauczyli się zwracać opakowania, wartościowy surowiec odpłynął ze śmietników. Tylko druga część układanki nie pojawiła się na czas.

Przeczytaj także:

Jeśli ROP nadal będzie się opóźniał, to brakujące pieniądze nie wyparują. Gminny system gospodarki odpadami musi się bilansować. A kiedy na końcu rachunku zabraknie puszek wartych 9 tys. zł za tonę, pozostaje najłatwiejsze źródło pieniędzy: opłata płacona co miesiąc przez mieszkańca.

*Źródło grafiki wprowadzającej: Jupiterimages, Photo Images, Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.