Celowali tam, gdzie kończyła się zbroja. To nie mógł być przypadek
W masowym grobie pod Wiedniem znaleziono bardzo nietypową koncentrację urazów miednicy. Badacze podejrzewają świadome atakowanie słabiej chronionej strefy.

Pod boiskiem piłkarskim w Wiedniu leżały szczątki ludzi, którzy blisko 2000 lat temu zginęli podczas gwałtownego starcia. Dopiero szczegółowe badanie ich kości ujawniło, że obrażenia nie są rozmieszczone przypadkowo. Wyjątkowo często skupiają się wokół miednicy, czyli w strefie, którą znacznie trudniej było chronić pancerzem niż tułów.
Pod boiskiem znajdowało się około 150 zabitych
Jesienią 2024 r. podczas przebudowy boiska sportowego przy Hasenleitengasse w wiedeńskiej dzielnicy Simmering robotnicy natrafili na ogromną liczbę ludzkich kości. Archeolodzy ostatecznie udokumentowali szczątki co najmniej 129 osób. Ponieważ wcześniejsze prace budowlane przemieściły część kości, całkowita liczba zmarłych mogła przekraczać 150. Nie był to jednak zwykły cmentarz.
Ciała wrzucono do płytkiego zagłębienia o wymiarach około 5 na 4,5 m. Leżały nawet w kilku warstwach, bez wspólnej orientacji, na plecach, bokach i brzuchach. Kończyny poszczególnych osób były ze sobą splątane. Wszystko wskazuje na jednoczesne i pospieszne pochowanie dużej grupy ludzi.
Datowanie radiowęglowe dało szeroki przedział od około 80 do 230 r. naszej ery, ale przedmioty znalezione przy szczątkach pozwalają zawęzić wydarzenie przede wszystkim do końca I lub początku II w. To bardzo ważny okres dla historii rzymskiej obecności nad Dunajem.
O samym odkryciu grobu wiadomo od 2025 r. Nowością są natomiast wyniki szczegółowej analizy urazów zaprezentowane podczas 25. Europejskiego Spotkania Paleopatologicznego w Berlinie. Badacze uwzględnili 128 osób. Wszystkie szczątki, przy których możliwe było wiarygodne określenie płci biologicznej, należały do mężczyzn. Wiek zmarłych szacowano głównie na 20-35 lat.
U 48 osób zidentyfikowano różnego rodzaju urazy. W 85 proc. przypadków osób z uszkodzeniami kości przynajmniej część obrażeń miała charakter okołozgonowy, czyli powstała w czasie śmierci albo bardzo krótko przed nią. Widać ślady działania kilku rodzajów broni. Są cięcia zadane ostrymi narzędziami, urazy od tępych przedmiotów oraz ślady pocisków. Najbardziej zaskakuje jednak ich rozmieszczenie.
Około 40 proc. odnotowanych urazów skupiało się na miednicy lub bezpośrednio wokół niej. Szczególnie interesujące są ślady broni miotanej. Nie rozkładają się równomiernie po całym szkielecie, lecz wyraźnie koncentrują w dolnej części tułowia.
Jeden grot nadal tkwił w miednicy
Najbardziej dosłownym dowodem jest jeden z zabitych. W jego kości krzyżowej, stanowiącej tylną część miednicy, archeolodzy znaleźli wciąż tkwiący żelazny grot. Broń trafiła więc z wystarczającą energią, aby przebić ciało i utkwić w kości.
W grobie znaleziono łącznie dwa żelazne groty. Oprócz nich odkryto fragmenty rzymskiego hełmu, sztylet, elementy wojskowego obuwia i fragmenty zbroi łuskowej, czyli lorica squamata.
Taki pancerz składał się z wielu niewielkich metalowych płytek przymocowanych do elastycznego podłoża. Dobrze osłaniał tułów i pozwalał na stosunkowo dużą swobodę ruchu, ale podobnie jak inne rozwiązania ochronne nie mógł zamknąć żołnierza od głowy do stóp w jednolitej metalowej skorupie. Okolice pachwin, bioder i górnych części nóg musiały pozostać dostatecznie ruchome. I właśnie tam mogła powstawać okazja dla przeciwnika.
Najlepsza zbroja ma miejsca, których po prostu nie może zasłonić
W pancerzu zawsze trzeba pogodzić ochronę z mobilnością. Osłonięcie klatki piersiowej grubą warstwą metalu jest stosunkowo proste. Z biodrami jest znacznie trudniej, ponieważ żołnierz musi chodzić, biegać, obracać tułów i poruszać nogami. Im sztywniejsza ochrona w tym miejscu, tym bardziej ogranicza ruch.
Dlatego okolice poniżej dolnej krawędzi pancerza mogły pozostawać zdecydowanie bardziej podatne na trafienie. Dodatkowo w miednicy przebiegają duże naczynia krwionośne, a jej uszkodzenie może błyskawicznie pozbawić człowieka możliwości dalszej walki.
Współpracujący z zespołem badacze zwracają uwagę, że koncentracja trafień może świadczyć nie tylko o słabszym opancerzeniu, lecz także o znajomości anatomii przez napastników.
Nie trzeba było znać nazw tętnic ani współczesnej chirurgii urazowej. Wystarczało doświadczenie zdobyte na polu walki: trafienie w tę strefę mogło natychmiast unieruchomić przeciwnika albo doprowadzić do gwałtownej utraty krwi. Jeżeli ten sam typ obrażenia powtarza się wielokrotnie w jednej grupie zabitych, przypadek staje się coraz mniej przekonującym wyjaśnieniem.
Nie wiemy, jak dokładnie wyglądał atak
Na podstawie samych kości nie da się oczywiście odtworzyć bitwy minuta po minucie. Jednym z rozważanych scenariuszy jest używanie broni miotanej przeciw słabiej chronionym partiom ciała przeciwnika. W grę mogły wchodzić oszczepy lub lance. Układ obrażeń może też mieć związek z walką przeciwko jeźdźcom albo z pozycją, w której znajdowali się atakowani.
Nie wiadomo jednak jeszcze, kto siedział na koniu, z jakiego dokładnie kierunku nadchodziły pociski ani nawet czy wszystkie osoby w grobie walczyły po tej samej stronie. Sama koncentracja urazów miednicy jest namacalnym wynikiem analizy. Rekonstrukcja konkretnej taktyki pozostaje jedynie hipotezą. Nowe wyniki zostały na razie zaprezentowane na konferencji i nie przeszły jeszcze pełnego procesu recenzji w czasopiśmie naukowym.
Pierwsze informacje o znalezisku mówiły o masowym grobie rzymskich żołnierzy. Znalezione wyposażenie rzeczywiście mocno wiąże przynajmniej część zabitych z rzymskim wojskiem. Sprawa zaczęła się jednak komplikować po pierwszych analizach DNA.
Przeczytaj także:
Przebadano jak dotąd materiał genetyczny 25 osób. Wszystkie były mężczyznami, ale ich pochodzenie było bardzo zróżnicowane. Część miała związki z Półwyspem Apenińskim, inne z różnymi regionami kontynentalnej Europy, a trzy osoby wykazywały pochodzenie związane ze wschodnią częścią basenu Morza Śródziemnego i Lewantem.
Samo w sobie nie wyklucza to rzymskiej armii. Wręcz przeciwnie. Siły zbrojne imperium rekrutowały ludzi na ogromnym obszarze i przerzucały oddziały pomiędzy prowincjami. Badacze dopuszczają jednak bardziej intrygującą możliwość: w jamie mogli zostać razem pochowani ludzie walczący po przeciwnych stronach.
*Źródło grafiki wprowadzającej: jasminam, Getty Images, Canva Pro
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.