Leciałem Ryanairem i czułem się jak na telezakupach. Powinni tego zabronić
Ostatnio leciałem Ryanairem. To jednak nie niezbyt wygodne fotele czy brak miejsca na nogi zirytowały mnie najbardziej. Poczułem się jak na telezakupach.

Chyba wszyscy już się przyzwyczaili, że gdy wsiadamy na pokład samolotu, załoga zaraz po osiągnięciu wysokości przelotowej rusza z przekąskami i napojami. W tradycyjnych liniach lotniczych, takich jak polski LOT, możemy liczyć na butelkę wody oraz bułkę w cenie biletu, natomiast tani przewoźnicy każą sobie dokupować wszystko na własną rękę. Jednak w Ryanairze, oprócz przepłaconych batoników, chipsów i napojów, możemy nabyć też inne rzeczy. Tak jest od lat i wszyscy się do tego przyzwyczaili. I może to błąd, że tak łatwo godzimy się na wszystko, bo jest taniej.
Na początku przyszedł czas na perfumy
Co do zasady załoga zaraz po zgaszeniu kontrolki informującej o obowiązku zapięcia pasów wychodzi z serwisem jedzeniowo-napojowym.
Kwestia perfum pojawia się zaraz po pierwszym serwisie. Obsługa przechodzi bowiem z wózkiem wypełnionym perfumami i kosmetykami - całym mnóstwem opakowań tego typu produktów. W oko rzucały się bardzo popularne marki: Calvin Klein, Hugo Boss, Versace, Michael Kors, Prada czy Paco Rabanne, w wersjach zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.
Do dyspozycji są różne opcje: 20, 30, 50 czy 100 ml w zależności od oferty, a Ryanair przekonuje, że są to produkty bezcłowe (duty free). Oznacza to tyle, że powinny być tańsze niż w klasycznych drogeriach stacjonarnych. Różnice są faktycznie zauważalne: mówimy o kwestii nawet kilkudziesięciu złotych na sztuce.
Problemem nie są same perfumy, ale model polegający na sprzedaży pod wpływem impulsu lub tłumu. Jeśli inni kupują, to my nie możemy być gorsi. To przecież musi się opłacać, skoro inni tak chętnie pytają o te produkty i rzeczywiście są one dostępne taniej niż w drogeriach. Sęk w tym, że często wcale ich nie potrzebujemy, ale okazja bywa silniejszym bodźcem. I tak wychodzimy z pokładu z kolejnym flakonikiem.
Potem nadchodzą zdrapki
Po tym, jak załoga zakończy sprzedaż perfum, przychodzi czas na loterię i zdrapki. Ryanair reklamuje przedsięwzięcie jako charytatywne, w którym część przychodów rzeczywiście trafia na szczytne cele. Jednocześnie zachęca jednak do udziału nagrodą główną w wysokości 1 mln euro. Do wygrania są też samochody oraz mniejsze kwoty pieniężne.
Oczywiście nie mam problemu z pomocą – przekazywanie pieniędzy na rzecz fundacji oraz szpitali to rzeczywiście szczytna inicjatywa, ale zachęcanie do niej nagrodami, o których i tak możemy tylko pomarzyć, również polega na sprzedaży impulsowej. Możliwość zakupu i sprawdzenia kilku zdrapek jest jakąś formą rozrywki na pokładzie samolotu, gdzie przez dłuższy czas - nawet do dwóch godzin na lotach międzynarodowych - jesteśmy pozbawieni internetu.
Ci, którzy potrafią sobie zapewnić rozrywkę pobranymi filmami, serialami czy grami, najprawdopodobniej będą mniej podatni na chęć zakupu zdrapek. Sam nie jestem fanem gier losowych, szczególnie znając zasady prawdopodobieństwa. Szansa na wygraną w takiej loterii to około jeden do miliarda. Natomiast dla nieprzygotowanych może być to jedyna forma zajęcia czasu.
Sposób sprzedaży zdrapek też mocno zachęca do wydawania większych sum. Pojedyncza zdrapka kosztuje 2 euro, ale jeśli kupimy ich więcej - np. 10 - zapłacimy tylko 10 euro. Ceny pakietów mogą różnić się w zależności od lotu, ale co do zasady bardziej opłaca się wybierać większe zestawy. Przynajmniej pozornie. Początkowo nie zakładałem, że ludzie będą je tak chętnie kupować. Myliłem się - podczas mojego lotu z Krakowa do Włoch mnóstwo osób się na to zdecydowało.
Linie lotnicze muszą na czymś zarabiać
Ryanair charakteryzuje się modelem, w którym możemy kupić naprawdę tanie bilety lotnicze. Nierzadko popularne kierunki są dostępne za około 80 zł w jedną stronę. Przewoźnik zarabia jednak na innych kwestiach: możliwości wyboru miejsca za dodatkową opłatą, dopłatach za dodatkowy bagaż kabinowy lub rejestrowany, karach za ponadwymiarowe torby czy właśnie na produktach oferowanych na pokładzie samolotu.
Perfumy i loterie pomagają utrzymać niskie ceny biletów. Niestety - coś za coś.
Czytaj też:
Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Specjalizuje się w tematyce sprzętu i oprogramowania, a także telekomunikacji. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.