REKLAMA

Myśleli, że to jedna skała. Nysa skrywała podwójną tajemnicę

Planetoida Nysa może składać się z trzech połączonych brył. Astronomowie znaleźli też krążący wokół niej mały księżyc.

Planetoida Nysa może być pierwszym takim obiektem w kosmosie

Nysa przez blisko 170 lat figurowała w katalogach kosmicznych jako jedna duża planetoida. Jej nietypowy blask i wydłużony kształt od dawna sugerowały jednak, że coś się tutaj nie zgadza. Najnowsze zdjęcia pokazują obiekt z dwoma głębokimi przewężeniami, jakby trzy ogromne bryły zostały delikatnie dociśnięte do siebie. Obok krąży jeszcze mały księżyc, którego wcześniej nikt nie zauważył.

Nysa może być zlepkiem trzech wielkich skał

Planetoida (44) Nysa została odkryta jeszcze w 1857 r. i krąży w głównym pasie planetoid pomiędzy Marsem a Jowiszem. Ma około 75 km średnicy, a pełny obrót wokół własnej osi wykonuje w nieco ponad 6 godzin. Nie jest więc małym głazem, który można łatwo obejrzeć z każdej strony. Nawet na zdjęciach z największych teleskopów zajmuje niewiele pikseli. Wcześniejsze obserwacje Hubble’a, radaru Arecibo i zakryć gwiazd wskazywały, że Nysa może być wydłużona, wklęsła albo zbudowana z dwóch stykających się części. Brakowało jednak obrazu pozwalającego rozstrzygnąć sprawę.

Przełom przyniosły jednak obserwacje wykonane za pomocą Large Binocular Telescope w Arizonie oraz Bardzo Dużego Teleskopu w Chile. Astronomowie wykorzystali optykę adaptacyjną, która na bieżąco koryguje rozmywanie obrazu powodowane przez ziemską atmosferę. Po połączeniu zdjęć z pomiarami zmian jasności powstał model 3D. Widać na nim dwie głębokie doliny biegnące wokół najwęższych części Nysy. Badacze interpretują je jako szyje łączące trzy osobne płaty.

Jeśli ta interpretacja się potwierdzi, to Nysa może być pierwszą znaną planetoidą kontaktową zbudowaną z trzech dużych części. Nie można jeszcze wykluczyć, że jest jedną skałą, tylko wyjątkowo brutalnie poobijaną przez dawne zderzenia.

Przy planetoidzie ukrywał się jeszcze księżyc

Badanie kształtu przyniosło także drugie odkrycie. Po usunięciu z obrazów jasnej poświaty otaczającej Nysę astronomowie zauważyli maleńki punkt przemieszczający się razem z nią. Obiekt pojawił się w obserwacjach z 15 lutego i 21 marca 2026 r. Za każdym razem był widoczny przez kilka godzin, a jego ruch wykluczył możliwość, że to odległa gwiazda przypadkowo znajdująca się w tle.

Księżyc otrzymał tymczasowe oznaczenie S/2026 (44) 1. Ma prawdopodobnie około 1 km średnicy i został zauważony w odległości co najmniej 170 km od Nysy. W porównaniu z głównym obiektem jest niemal niewidoczny – świeci około 4 tys. razy słabiej.

Do jego odnalezienia zastosowano technikę wykorzystywaną zwykle podczas poszukiwania planet krążących wokół innych gwiazd. Komputer usuwa z obrazu dominujące światło dużego obiektu, aby pokazać znacznie słabszego towarzysza. Podobne niespodzianki zdarzały się już wcześniej. Jak pisaliśmy przy okazji spotkania sondy Lucy z planetoidą Dinkinesh, także ten obiekt okazał się układem z małym księżycem. Dopiero zdjęcia wykonane z bliska pokazały, że sam satelita składa się z dwóch złączonych brył.

Nysa mogła powstać po bardzo łagodnym zderzeniu

W kosmosie słowo zderzenie kojarzy się zwykle z eksplozją i chmurą odłamków. Nie każde spotkanie skał wygląda jednak jak katastrofa. Jeżeli fragmenty poruszają się względem siebie wystarczająco wolno, grawitacja może je połączyć zamiast rozbić. Właśnie tak najprawdopodobniej mogła powstać Nysa. Jej trzy części mogły kiedyś należeć do większego ciała, które zostało rozerwane podczas potężnego uderzenia. Fragmenty później ponownie zbliżyły się do siebie i zetknęły przy niewielkiej prędkości.

Podobny mechanizm uformował najprawdopodobniej Arrokoth, obiekt z Pasa Kuipera przypominający spłaszczonego bałwana. Jak pisaliśmy w tekście: Grawitacja ulepiła bałwana. „Czegoś takiego nie widzieliśmy”, jego dwie części spotkały się tak delikatnie, że zachowały własne kształty.

W przypadku Nysy zagadka jest trudniejsza. Obiekt jest znacznie większy, obraca się szybko i przez miliardy lat musiał znosić kolejne uderzenia. Jeśli rzeczywiście składa się z trzech połączonych płatów, jego materiał musi być wystarczająco wytrzymały, żeby cała nietypowa konstrukcja się nie rozpadła.

Mały księżyc pomoże zajrzeć do środka

Sam satelita może się okazać najlepszym narzędziem do poznania wnętrza Nysy. Gdy astronomowie dokładnie zmierzą jego orbitę, będą mogli obliczyć masę planetoidy. Po zestawieniu jej z objętością otrzymają gęstość. Wysoka gęstość sugerowałaby zwarty obiekt, być może z metalicznym wnętrzem, który został mocno zdeformowany przez uderzenia. Niższa pasowałaby do zlepka kilku fragmentów zawierającego puste przestrzenie.

Na razie nie znamy nawet pełnego okresu obiegu nowego księżyca. Potrzebne są kolejne obserwacje, podczas których satelita pojawi się w innych punktach orbity. Nysa nie zagraża Ziemi i nie zmierza w naszą stronę. Jest jednak świetnym przypomnieniem, że słowo planetoida nie oznacza jednej, regularnej bryły. Część takich obiektów to luźne rumowiska, inne mają własne księżyce, a jeszcze inne powstały ze skał, które zderzyły się i już nigdy się nie rozdzieliły.

Przeczytaj także:

W przypadku Nysy przez prawie 170 lat widzieliśmy tylko jasny punkt. Teraz okazuje się, że ten punkt może być trzema skałami udającymi jedną, z czwartą krążącą dookoła.

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.