REKLAMA

Nie sadźcie drzew. Las zrobi to sam i to taniej

Czasem najlepszy sposób na posadzenie lasu to nie sadzić niczego. Naturalna regeneracja może kosztować nawet o 96 proc. mniej od aktywnej odbudowy.

Sadzenie drzew nie zawsze ma sens. Natura potrafi zrobić to taniej

Na terenie, z którego las wcześniej zniknął, nadal mogą pozostać nasiona w glebie, korzenie zdolne wypuścić nowe pędy oraz pojedyncze drzewa produkujące kolejne nasiona. Materiał mogą też przynosić ptaki, nietoperze i inne zwierzęta z pobliskich fragmentów lasu. Człowiek, zamiast sadzić tysiące drzew może wówczas przede wszystkim usunąć powód, przez który las nie może wrócić. Trzeba ograniczyć wypas, zabezpieczyć teren przed kolejnymi pożarami, zwalczać gatunki inwazyjne albo po prostu zostawić ziemię w spokoju. Koszt jest wtedy nieporównywalnie mniejszy.

W badaniach kosztów wykorzystywanych przez autorów nowej analizy mediana wydatków na samo wdrożenie naturalnej regeneracji wynosiła około 140 dol. na hektar. Dla plantacji drzew było to około 3729 dol. Różnica pokazuje, skąd biorą się szacunki mówiące, że w odpowiednich warunkach naturalna odbudowa może być nawet około 96 proc. tańsza.

Naukowcy sprawdzili obszar większy niż Australia

Badacze połączyli dane o kosztach naturalnej regeneracji z informacjami o potencjale pochłaniania węgla oraz występowaniu gatunków zależnych od lasów. Następnie nałożyli wszystko na mapę tropików. Pod lupą znalazło się 7,49 mln km kw. terenów, na których istnieją warunki pozwalające na naturalny powrót lasu. To obszar niewiele mniejszy od całej Australii. Gdyby cały ten potencjał został wykorzystany, odrastające lasy mogłyby w ciągu 30 lat zgromadzić około 9,57 mld ton węgla.

Nie należy mylić tego jednak z 9,57 mld ton dwutlenku węgla. Autorzy podają masę samego węgla. Po przeliczeniu odpowiada to mniej więcej 35 mld ton CO2. To oczywiście potencjał modelowy, a nie prognoza mówiąca, że za 30 lat dokładnie tyle dodatkowego węgla znajdzie się w drzewach. Żeby las mógł odrosnąć, ziemia musi zostać rzeczywiście pozostawiona regeneracji i chroniona przed ponownym wycięciem.

Okazuje się, że gdyby naturalna regeneracja zaszła na całym analizowanym obszarze, model wskazuje na możliwość zmniejszenia łącznego ryzyka wymarcia gatunków zależnych od lasów o około 31 proc. Właśnie tutaj naturalny las ma przewagę, której nie da się łatwo zastąpić hektarami identycznych sadzonek.

Plantacja może szybko pokryć teren drzewami i produkować drewno, ale nie musi odtwarzać wcześniejszego ekosystemu. Naturalnie wracający las składa się natomiast z gatunków, które potrafią kolonizować dane miejsce i są dostosowane do lokalnych warunków. Stopniowo powstaje znacznie bardziej złożona struktura.

Na Spider’s Web zwracaliśmy już uwagę, że samo liczenie posadzonych drzew jest fatalnym miernikiem skuteczności odbudowy przyrody. Można wydać ogromne pieniądze, obsadzić olbrzymi teren i osiągnąć gorszy efekt niż przy znacznie mniejszej ingerencji w miejscu wybranym z głową. Jeszcze wcześniej pisaliśmy o badaniach pokazujących, że masowe tworzenie plantacji nie jest równoznaczne z odbudową naturalnego lasu.

Są miejsca, w których dostajemy wszystko naraz

Najtrudniejsza część polega tak naprawdę na znalezieniu terenów jednocześnie tanich w odbudowie, dobrych dla pochłaniania węgla i ważnych dla zagrożonych gatunków. Takich idealnych fragmentów nie ma aż tak dużo. Autorzy nazwali je holistic hotspots. Zajmują około 9,67 proc. całego badanego obszaru. Największe powierzchnie takich miejsc znajdują się w Indonezji, na Madagaskarze, Filipinach, w Meksyku i Malezji.

To właśnie tam jeden dobrze zaplanowany projekt może jednocześnie tanio odbudowywać las, wiązać duże ilości węgla i zapewniać siedliska zwierzętom. Mapa pokazuje jednak również, dlaczego proste globalne hasła w rodzaju posadźmy bilion drzew mają niewiele wspólnego z prawdziwą ekologią. Miejsce najlepsze do pochłaniania CO2 nie zawsze jest tym samym miejscem, w którym za tę samą kwotę najskuteczniej ochronimy bioróżnorodność. Trzeba wybierać priorytety.

Naturalna regeneracja działa najlepiej tam, gdzie las nadal znajduje się stosunkowo blisko, zachowały się źródła nasion, gleba nie została całkowicie zdegradowana, a człowiek jest w stanie powstrzymać ponowne niszczenie młodej roślinności.

Na intensywnie użytkowanym polu oddalonym dziesiątki kilometrów od lasu sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej. Podobnie po wyjątkowo silnych pożarach, długotrwałej degradacji gleby albo w miejscu zdominowanym przez gatunki inwazyjne. Czasami potrzebna jest regeneracja wspomagana: ochrona młodych samosiewów, usuwanie roślin konkurencyjnych czy dosadzanie brakujących gatunków. Są też tereny, na których pełne sadzenie pozostaje najlepszą albo jedyną sensowną metodą.

Przeczytaj także:

Co ciekawe, wcześniejsza globalna analiza ekonomiczna wykazała, że naturalna regeneracja była bardziej opłacalną metodą na około 46 proc. terenów nadających się do odbudowy, a plantacje na pozostałych 54 proc. Nie ma więc jednego zwycięzcy. Jest za to coraz mocniejszy argument przeciw automatycznemu myśleniu, że odtwarzanie lasu musi zaczynać się od szkółki leśnej i miliona sadzonek.

*Źródło grafiki wprowadzającej: amenic181, Getty Images Pro, Canva Pro / Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.