REKLAMA

Myśliwce NATO strzelały nad Łotwą. Obiekt wleciał od strony Rosji

Myśliwce NATO zestrzeliły drona, który w nocy wleciał w łotewską przestrzeń powietrzną. Łotwa wskazuje na rosyjską walkę elektroniczną.

NATO zestrzeliło drona nad Łotwą. Alarm przy granicy

Według łotewskich sił zbrojnych myśliwce wykonujące misję obrony powietrznej NATO zestrzeliły drona, który w nocy z czwartku na piątek naruszył przestrzeń powietrzną kraju. Nie podano jeszcze typu maszyny, jej dokładnej trasy, miejsca upadku szczątków ani państwa pochodzenia. W podobnych incydentach z ostatnich miesięcy nie zawsze chodziło o rosyjskie drony. Część maszyn miała być ukraińskimi bezzałogowcami lecącymi na cele w Rosji, które zboczyły z kursu przez rosyjskie zakłócanie nawigacji.

Dla mieszkańców przy granicy to rozróżnienie ma jednak zdecydowanie drugorzędne znaczenie. Jeżeli w nocy nad regionem pojawia się obcy dron, którego nie da się bezpiecznie zignorować, państwo musi reagować tak, jakby zagrożenie było realne. Mieszkańcy kilku gmin graniczących z Rosją zostali ostrzeżeni o zagrożeniu w przestrzeni powietrznej. Łotewski resort obrony poinformował później, że alarm zakończył się o godz. 4:50 czasu lokalnego, czyli 3:50 w Polsce.

W tle był atak na Ust-Ługę

W piątek nad ranem gubernator rosyjskiego obwodu leningradzkiego Aleksandr Drozdenko informował o ataku dronów na port Ust-Ługa nad Zatoką Fińską. To jeden z ważniejszych rosyjskich portów eksportowych nad Bałtykiem, wykorzystywany m.in. do obsługi surowców energetycznych.

Według rosyjskich władz na terenie portu wybuchł pożar, a nad obwodem leningradzkim zestrzelono 54 bezzałogowce. Drozdenko twierdził później, że skutki ataku zostały usunięte i nie było ofiar śmiertelnych.

Ust-Ługa była już wcześniej celem ukraińskich dronów, podobnie jak inne rosyjskie obiekty energetyczne i logistyczne. Kijów od miesięcy prowadzi kampanię uderzeń w infrastrukturę, która ma osłabiać rosyjską gospodarkę i utrudniać finansowanie wojny. Problem dla NATO polega jednak na tym, że im więcej takich ataków odbywa się w pobliżu granic Sojuszu, tym większa szansa, że jeden z dronów wyląduje nie tam, gdzie planowano.

Finlandia zamknęła kawałek morza i nieba

Nerwowo było w nocy nie tylko nad Łotwą. Fińskie siły zbrojne w piątek nad ranem wprowadziły tymczasowe ograniczenia dla ruchu lotniczego i morskiego we wschodniej części Zatoki Fińskiej. Restrykcje miały charakter zapobiegawczy i zostały zdjęte po ponad 3 godzinach.

Finowie podkreślili, że żaden dron nie przedostał się na terytorium Finlandii. Chodziło o zapewnienie służbom warunków do działania oraz ograniczenie ryzyka dla osób postronnych, gdyby konieczne było przechwycenie bezzałogowca.

Wojna dronowa zaczęła rozlewać się na kraje, które nie są stroną konfliktu. Państwo NATO nie musi być celem ataku, aby na kilka godzin zamykać przestrzeń powietrzną i fragment akwenu. Jak pisaliśmy w tekście: Gorąco nad Bałtykiem. Dron wleciał z Rosji, Francuzi odpalili rakietę, podobny scenariusz Łotwa przećwiczyła już 8 czerwca. Wtedy francuski Rafale pełniący dyżur w ramach NATO Baltic Air Policing zestrzelił drona nad wschodnią częścią kraju. Tamten incydent również łączono z rosyjską walką elektroniczną.

Rosyjska wojna elektroniczna robi bałagan po obu stronach granicy

Rosja intensywnie używa środków walki elektronicznej przeciwko ukraińskim dronom. Zakłócanie GPS, spoofing, zagłuszanie łączności i inne działania radioelektroniczne mogą zmieniać trajektorię maszyn lecących na rosyjskie cele. Jeżeli taki dron traci orientację blisko Łotwy, Estonii, Litwy albo Finlandii, problem bardzo szybko przestaje być wyłącznie ukraińsko-rosyjski. W przestrzeni powietrznej Sojuszu pojawia się obcy obiekt. Czasem może być uzbrojony. Czasem może przenosić paliwo, zapalnik, głowicę albo po prostu ciężką konstrukcję zdolną wyrządzić szkody po upadku.

Jak pisaliśmy w tekście: Tajemniczy obiekt pod Bartoszycami. Sprawa jest naprawdę poważna, nawet nieuzbrojony wojskowy bezzałogowiec przy granicy NATO jest problemem operacyjnym i wywiadowczym. Trzeba ustalić, skąd przyleciał, co widział, jak był sterowany i czy ktoś testował reakcję obrony.

Przeczytaj także:

Każde takie zestrzelenie odsłania jeszcze jeden problem, a mianowicie ekonomię obrony powietrznej. Szerzej pisaliśmy na ten temat w tekście: Obrona powietrzna to finansowe samobójstwo. Nowe maszyny właśnie to zmieniły. Myśliwiec NATO jest szybki, dyżuruje w gotowości i może przechwycić cel daleko od zabudowań. Z punktu widzenia bezpieczeństwa to bardzo skuteczne narzędzie. Z punktu widzenia rachunku wojskowego to jednak narzędzie drogie i nie zawsze optymalne przeciwko pojedynczym dronom.

Państwa bałtyckie od miesięcy podkreślają, że sama misja Baltic Air Policing nie wystarczy. Potrzebne są warstwowe systemy obrony przeciwlotniczej, sensory akustyczne, radary zdolne widzieć małe cele i środki bardzo krótkiego zasięgu, które nie wymagają podrywania wielozadaniowego myśliwca do każdego obiektu lecącego nisko nad lasem.

*Źródło grafiki wprowadzającej: MediaProduction, Getty Images Signature, Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.