REKLAMA

Dron zboczy z kursu, wojsko od razu go strąci. Finlandia przestała się cackać

Nie czekają, aż spadnie im na głowę. Finlandia przygotowuje się na drony z wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Fińskie wojsko zamyka niebo i wody. Chodzi o drony z wojny

Finlandia nie czeka, aż obcy dron spadnie komuś na dach albo przeleci nad portem, bo wtedy byłoby już za późno. We wtorek rano wojsko po prostu zamknęło fragment przestrzeni powietrznej i przylegających wód przy Zatoce Fińskiej. Jeśli bezzałogowiec, który zboczył z frontu rosyjsko-ukraińskiego, pojawi się w tym rejonie, służby mają miejsce, czas i prawo, żeby go zatrzymać.

To nie jest ćwiczenie na mapie sztabowej

Ograniczenia objęły niewielki, ale bardzo wrażliwy rejon południowo-wschodniej Finlandii, w okolicach portowych miast Kotka i Hamina. Kto patrzy na mapę, od razu rozumie nerwowość Helsinek. To wybrzeże leży naprzeciwko rosyjskiego kierunku bałtyckiego, niedaleko szlaków, którymi w ostatnich miesiącach latały drony związane z wojną na Ukrainie.

Ograniczenia w przestrzeni powietrznej wprowadzono wkrótce po godzinie 8 czasu fińskiego, a niedługo później rozszerzono je na przyległy akwen. Operacja ma charakter punktowy i ograniczony terytorialnie. Nie stanowi więc ogólnokrajowej blokady przestrzeni, lecz wyznaczenie kontrolowanej strefy operacyjnej zapewniającej siłom zbrojnym niezbędną swobodę manewru.

Jeśli w rejonie pojawi się dron, którego trasa wymknęła się spod kontroli, obok nie powinny krążyć cywilne samoloty, łodzie, jachty ani przypadkowy ruch, który utrudni identyfikację i ewentualną neutralizację. W takiej sytuacji kilka minut robi różnicę, a bałagan w przestrzeni powietrznej może być równie groźny jak sam obiekt. Finlandia nie ogłasza wojny. Finlandia zamyka kawałek nieba i robi porządek. Ciszej niż eksplozja, skuteczniej niż panika.

Drony znad wojny nie zawsze lecą tam, gdzie miały

Najbardziej problematyczny aspekt całej sytuacji polega na tym, że nie każdy bezzałogowiec naruszający przestrzeń powietrzną państwa NATO musi stanowić celową prowokację ze strony Rosji. W wielu przypadkach może to być jednostka, która utraciła pierwotną trajektorię w wyniku oddziaływania systemów walki elektronicznej, przekroczyła planowany zasięg lub została po prostu zniesiona poza zamierzony obszar operacyjny.

To w niczym nie zmienia oczywiście problemu dla kraju, nad który taki obiekt wlatuje. Dron z ładunkiem bojowym nie robi się mniej niebezpieczny dlatego, że zabłądził. Jeśli leci nad port, las, domy, elektrownię albo tor podejścia do lotniska, państwo musi reagować tak, jak reaguje się na obcy, potencjalnie uzbrojony obiekt w swojej przestrzeni.

Finlandia już przerobiła ten scenariusz. W marcu 2026 r. nad południowo-wschodnią częścią kraju wykryto kilka nisko lecących, wolnych obiektów. Do rozpoznania poderwano F/A-18 Horneta, a co najmniej dwa drony spadły na fińskim terytorium. Władze mówiły wtedy ostrożnie o podejrzeniu naruszenia terytorium i prowadziły sprawę razem z policją oraz innymi służbami.

Później fiński rząd przyznawał, że podobne incydenty mogą się powtarzać, bo wojna na Ukrainie coraz mocniej dotyka północnej części Bałtyku. Ukraina uderza w rosyjską infrastrukturę, Rosja broni się zakłóceniami i walką elektroniczną, a państwa graniczne dostają w pakiecie ryzyko, którego nie zamawiały.

Jak pisaliśmy w tekście: Mapa pokazuje Królewiec, a jesteś w Warszawie. Nowa broń Kremla, rosyjskie zakłócanie GPS w regionie nie jest już ciekawostką dla pilotów i pasjonatów map lotniczych. To element presji, który potrafi mieszać w nawigacji, utrudniać loty i tworzyć ryzyko daleko poza samą linią frontu.

Neutralizacja brzmi prosto, ale tylko w teorii

Neutralizacja to niezwykle pojemny termin. Może oznaczać wykrycie, przechwycenie, zagłuszenie, zmuszenie do lądowania lub zestrzelenie. Każdy z tych wariantów niesie inne ryzyko operacyjne i prawne.

Dron można próbować zagłuszyć, ale wtedy trzeba mieć pewność, że utrata łączności nie spowoduje lotu w jeszcze gorszym kierunku. Można odpalić rakietę, ale trzeba wiedzieć, gdzie spadną szczątki drona i efektora. Można wysłać myśliwiec, tylko że mały bezzałogowiec nie jest wygodnym celem dla samolotu zaprojektowanego do zupełnie innych zadań.

Przeczytaj także:

Finlandia nie czeka na incydent. Puste niebo i morze dają dowódcom swobodę: można śledzić bez omijania samolotów pasażerskich, strzelać bez ryzyka dla postronnych i zamknąć akwen, zanim spadną na niego szczątki.

Jak pisaliśmy w tekście: Gorąco nad Bałtykiem. Dron wleciał z Rosji, Francuzi odpalili rakietę, NATO ma już za sobą przypadki, w których sojuszniczy myśliwiec fizycznie ściągał z nieba bezzałogowca lecącego od strony Rosji. To nie jest już więc tylko teoretyczna dyskusja o tym, czy w ogóle wolno strzelać do drona. To pytanie, jak robić to szybko, legalnie i bez zamieniania szczątków w dodatkowe zagrożenie.

*Źródło grafiki wprowadzającej: Oleksii Mach, Canva Pro / Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.