REKLAMA

Co z amerykańską bronią jądrową w Polsce? MON mówi wprost

Polska chce wejść głębiej w nuklearne odstraszanie NATO. Nie chce jednak amerykańskich bomb B61 magazynowanych na swoim terytorium. Paradoksalnie nie jest to w żadnym razie sprzeczność.

Polska chce Nuclear Sharing, ale bez amerykańskich głowic

Jeszcze kilka miesięcy temu Polska była wskazywana jako jeden z najpoważniejszych kandydatów do rozszerzonego Nuclear Sharing, nawet z amerykańskimi bombami jądrowymi przechowywanymi na naszym terytorium. Teraz jednak Ministerstwo Obrony Narodowej stawia jednak bardzo wyraźną granicę. Polska chce uczestniczyć w nuklearnym odstraszaniu NATO, ale bez stałego magazynu amerykańskich głowic.

Wiceszef MON powiedział to bez żadnych niedomówień

Nowa deklaracja padła po rozmowach w Brukseli pomiędzy wiceministrem obrony Pawłem Zalewskim a odpowiedzialnym za politykę Pentagonu Elbridge'em Colbym. Spotkanie dotyczyło przyszłej obecności wojsk USA w Europie, koncepcji NATO 3.0 oraz planów stworzenia w Polsce stałych miejsc stacjonowania amerykańskich sił.

Właśnie w tym kontekście Zalewski został zapytany, czy rozwijana obecność USA mogłaby obejmować również zdolności nuklearne. Odpowiedź była wyjątkowo jednoznaczna: Polska nie chce mieć głowic nuklearnych u siebie.

Jeszcze w czerwcu pisaliśmy, że Stany Zjednoczone rozważają rozszerzenie swojej nuklearnej obecności w Europie, a Polska wraz z państwami bałtyckimi pojawiała się wśród potencjalnych kandydatów. Wtedy rozmowy miały dotyczyć rozszerzenia infrastruktury związanej z samolotami podwójnego przeznaczenia i potencjalnego przesunięcia nuklearnego ciężaru NATO bliżej wschodniej flanki.

Po deklaracji wiceszefa MON wiemy przynajmniej, jak obecny polski rząd widzi granicę tego procesu. Samoloty, szkolenia i udział w planowaniu są na stole. Magazyn amerykańskich bomb – nie.

Polska nadal chce Nuclear Sharing

Pozornie brzmi to jak sprzeczność. Skoro Nuclear Sharing kojarzy się przede wszystkim z amerykańskimi bombami B61 przechowywanymi w europejskich bazach, jak Polska może chcieć uczestniczyć w programie i jednocześnie nie chcieć bomb na swoim terytorium?

Odpowiedź kryje się tak naprawdę w konstrukcji natowskiego odstraszania nuklearnego. Nuclear Sharing nie sprowadza się wyłącznie do tego, w którym państwie znajduje się betonowy magazyn z bombami. NATO rozdziela pomiędzy sojuszników również zadania związane z lotnictwem, ochroną baz, tankowaniem, rozpoznaniem, planowaniem, dowodzeniem i przygotowaniem załóg.

Władysław Kosiniak-Kamysz po wypowiedzi swojego zastępcy dodatkowo podkreślił, że Polska pozostaje zainteresowana uczestnictwem w NATO Nuclear Sharing. Rząd prowadzi równolegle rozmowy o europejskim parasolu nuklearnym, a więc również o współpracy z europejskimi mocarstwami posiadającymi własną broń jądrową.

Nie mamy więc do czynienia z odwróceniem się Polski od odstraszania nuklearnego. Zmienia się raczej po prostu model, do którego Warszawa chce dążyć.

Kluczowe trzy litery to DCA

Paweł Zalewski doprecyzował później, że polski rząd uzyskał możliwość udziału w programie DCA, czyli Dual-Capable Aircraft. W wolnym tłumaczeniu chodzi o samoloty podwójnego przeznaczenia, zdolne do wykonywania zarówno zwykłych misji z uzbrojeniem konwencjonalnym, jak i po odpowiednim przygotowaniu do zadań nuklearnych.

Takie maszyny są jednym z podstawowych elementów Nuclear Sharing. Państwo może więc wystawiać samoloty i przeszkolone załogi zdolne do uczestnictwa w misjach nuklearnych NATO, nawet jeśli amerykańskie bomby nie są przechowywane na jego terytorium. W czasie kryzysu maszyny mogą zostać przebazowane do miejsca, w którym broń jest dostępna, albo operować w ramach wcześniej przygotowanej sieci baz i procedur.

Przeczytaj także:

Taki wariant analizowano dla Polski już wcześniej. Jego naturalnym elementem byłyby F-35A, których Siły Powietrzne zamówiły 32. Wersja F-35A została certyfikowana przez USA do przenoszenia zmodernizowanych bomb B61-12. Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy F-35A na świecie może następnego dnia wykonać misję nuklearną. Potrzebne są odpowiednie certyfikacje konkretnych sił powietrznych, przygotowanie personelu, procedury, zabezpieczenia i udział w natowskim systemie dowodzenia. DCA otwiera Polsce właśnie taką drogę.

*Źródło grafiki wprowadzającej: mrdoggs, Getty Images, Canva Pro / Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.