REKLAMA

Zbudowali okręt wojenny w rok. Nie potrzebuje ani jednego marynarza

Marauder powstał w niespełna rok. Ten autonomiczny okręt może przepłynąć 10 tys. km i zabrać aż 150 ton wyposażenia. Okręt ma cztery miejsca na kontenery z wyposażeniem. Zależnie od misji może zostać transportowcem albo nosicielem broni.

Marauder wypłynął w morze. Na pokładzie nie ma marynarzy

Marauder został zaprojektowany, zbudowany i zwodowany w ciągu niespełna 12 miesięcy. Stępkę pierwszej jednostki położono w sierpniu 2025 r., a pod koniec maja 2026 r. okręt znalazł się już na wodzie. W amerykańskim przemyśle stoczniowym, od lat krytykowanym za opóźnienia i rosnące koszty, takie tempo jest naprawdę czymś wyjątkowym. Budowa klasycznego okrętu wojennego trwa zwykle kilka lat, nie licząc wcześniejszego projektowania, negocjowania kontraktów i testów.

Producent, czyli firma Saronic, przyspieszył prace dzięki wykorzystaniu aluminiowej, modułowej konstrukcji oraz podzespołów dostępnych na rynku. Nie próbował od podstaw projektować każdego zaworu, silnika i komputera. Kadłub, system autonomii i wyposażenie rozwijano równocześnie w jednej firmie.

Efektem jest jednostka o długości 180 stóp, czyli około 55 m. Marauder rozwija ponad 25 węzłów, a przy lżejszym ładunku może pokonać około 5400 mil morskich. To niemal 10 tys. km – wystarczająco, by bez uzupełniania paliwa przepłynąć Atlantyk.

Na pokładzie nie ma załogi, ale został mały mostek

Okręt może nawigować autonomicznie albo wykonywać polecenia operatora znajdującego się na lądzie lub innej jednostce. Sam wybiera trasę, omija przeszkody i reaguje na zmieniające się warunki na morzu. Nie oznacza to oczywiście jednak, że człowiek całkowicie znika z procesu. Operator nadal wyznacza zadanie, obszar działania i ograniczenia. To maszyna samodzielnie prowadząca okręt, a nie robot podejmujący własne decyzje o rozpoczęciu wojny.

Na pierwszym Marauderze pozostawiono niewielki mostek pozwalający na ręczne sterowanie. Przydaje się podczas testów, wejścia do portu i sytuacji awaryjnych. Docelowe misje mogą być jednak wykonywane bez nikogo na pokładzie. Nie trzeba więc budować kajut, kuchni, ambulatorium ani magazynów jedzenia. Odpadają systemy podtrzymywania życia, ewakuacji i ochrony załogi. Więcej miejsca można przeznaczyć na paliwo oraz wyposażenie.

Jak pisaliśmy w tekście: Bez mostka, kajut i marynarzy. Tak wygląda okręt przyszłości, podobną drogą idą również europejskie stocznie. Okręt bez ludzi nie musi być wygodny. Ma być wytrzymały, tani w eksploatacji i gotowy do wykonywania najbardziej ryzykownych zadań.

Zamiast stałego uzbrojenia dostał miejsca na kontenery

Marauder może zabrać aż do 150 ton ładunku. Wyposażenie umieszcza się w czterech standardowych kontenerach. Dzięki temu ten sam kadłub da się szybko przystosować do różnych misji. Jednego dnia może przewozić paliwo, amunicję i części zamienne. Po wymianie kontenerów zamieni się w platformę rozpoznawczą, przekaźnik łączności, system obserwacji dna albo wabik naśladujący większy okręt.

W przyszłości moduły mogą zawierać również wyrzutnie rakiet, drony, radary albo sprzęt do walki elektronicznej. Na razie pierwsza jednostka nie jest jednak uzbrojonym okrętem bojowym. Producent przedstawia ją przede wszystkim jako autonomiczną ciężarówkę morską, która przewozi wybrany ładunek tam, gdzie wysłanie klasycznego okrętu byłoby po prostu zbyt drogie lub ryzykowne. Takie podejście daje flocie elastyczność. Zamiast budować osobny typ jednostki do każdej misji, można seryjnie produkować ten sam kadłub i zmieniać jego wyposażenie w porcie.

Amerykanie testowali już mniejsze bezzałogowe jednostki z uzbrojeniem. Jak opisywaliśmy w tekście: Morski dron z rakietami. Marynarka wojenna jaką znamy to przeszłość, 12-metrowa łódź została wyposażona w 46 rakiet do zwalczania dronów i pocisków manewrujących. Marauder może unieść znacznie cięższy zestaw.

Teraz próbują go zepsuć na morzu

Pierwszy egzemplarz jest obecnie już intensywnie testowany. Okręt wychodzi na wodę ponad 12 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu. Inżynierowie sprawdzają działanie autonomii na dużych odległościach, manewrowanie, łączność i reakcję na warunki, których nie da się ustawić w środowisku symulowanym.

Duży bezzałogowy okręt musi samodzielnie radzić sobie z ruchem statków, awariami czujników, falami i utratą części połączeń. Na jego pokładzie nie będzie mechanika, który zejdzie do maszynowni i dokręci poluzowany przewód.

Przeczytaj także:

Marauder jest jednym z 7 projektów wybranych do programu MUSV Marketplace prowadzonego przez US Navy. Próby mają zakończyć się do października. Konstrukcje, które spełnią wymagania marynarki, otrzymają po 15 mln dolarów i możliwość ubiegania się o dalsze zamówienia. Saronic nie ma jeszcze kontraktu na seryjną produkcję Marauderów. Mimo to w stoczni powstają już trzy kolejne kadłuby, a drugi ma być budowany o około 25 proc. szybciej od pierwszego. Po rozbudowie zakładu firma chce wytwarzać do 20 jednostek rocznie.

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.