Amerykanie wyślą broń na orbitę. Gwiezdne wojny to już nie science fiction
Pentagon wyda nawet 3,2 mld dol. na prototypy przechwytujących systemów Złotej Kopuły. Pierwsze konstrukcje mają trafić na orbitę w 2027 r.

Space Systems Command podpisało pod koniec 2025 r. i na początku 2026 r. łącznie 20 umów typu Other Transaction Authority. Ich łączna maksymalna wartość sięga 3,2 mld dol. Pentagon celowo rozrzucił pieniądze między wielu wykonawców, aby kilka różnych koncepcji mogło rozwijać się równolegle. Dopiero testy mają pokazać, które rozwiązania zasługują na dalsze finansowanie.
Według najnowszego harmonogramu pierwsze próby poszczególnych elementów mają ruszyć jeszcze w 2026 r. Znacznie ciekawszy etap nastąpi jednak w 2027 r., gdy prototypy przechwytujących systemów mają po raz pierwszy wykonywać loty orbitalne. W lipcu Space Systems Command potwierdziło natomiast oficjalnie, że demonstracja początkowych możliwości całej warstwy Space-Based Interceptor jest planowana na 2028 r.
To nie będą zwykłe satelity obserwacyjne
Złota Kopuła ma wykorzystywać kosmos na dwa sposoby. Pierwszym są sensory, które wykryją start rakiety, określą jej trajektorię i przekażą dane systemowi dowodzenia. Drugi jest znacznie bardziej kontrowersyjny, bo na orbicie mają znaleźć się również przechwytywacze.
Plan zakłada stworzenie rozproszonej konstelacji na niskiej orbicie okołoziemskiej. Poszczególne urządzenia mają znajdować się w różnych miejscach nad Ziemią, dzięki czemu odpowiedni przechwytujący będzie mógł znaleźć się wystarczająco blisko startującego pocisku.
Ich najcenniejszym zadaniem byłoby niszczenie rakiet w fazie boost, czyli podczas pracy głównych silników tuż po starcie. Cel jest wtedy ogromny, gorący i bardzo dobrze widoczny, ale czasu na reakcję jest niezwykle mało. Pentagon bierze pod uwagę także zwalczanie zagrożeń później: w fazie post-boost, podczas lotu środkowego oraz w przypadku szybujących pocisków hipersonicznych.
Jak pisaliśmy w tekście: Donald Trump rozpoczyna program Gwiezdnych Wojen. USA umieszczą na orbicie potężną broń, pomysł wraca do jednej z największych ambicji amerykańskiej obrony przeciwrakietowej z czasów Ronalda Reagana. Różnica polega na tym, że teraz USA rzeczywiście szykują sprzęt do prób w kosmosie.
Przechwytywacz musi znaleźć się we właściwym miejscu
Największym problemem nie jest samo trafienie rakiety. Amerykanie już potrafią niszczyć głowice balistyczne poza atmosferą. Robią to chociażby pociski SM-3, które wykorzystują kinetyczny kill vehicle i dosłownie zderzają się z celem.
Jak pisaliśmy w tekście: Tak działa tarcza antyrakietowa w Redzikowie. Oto co wiadomo na jej temat, podobny mechanizm stosuje baza Aegis Ashore w Polsce. Różnica jest zasadnicza: tam pocisk startuje z ziemi. Space-Based Interceptor ma już czekać w kosmosie.
Przeczytaj także:
To wymusza dużą liczbę urządzeń. Satelita nie może zatrzymać się nad dowolnym państwem i czekać na start rakiety. Cały czas porusza się po orbicie. Jeśli w odpowiednim momencie żaden przechwytujący nie znajdzie się w korzystnym położeniu, możliwość ataku zniknie, zanim kolejny zdąży nadlecieć.
Dlatego Pentagon mówi o licznej i rozproszonej konstelacji. System ma wykorzystywać również zaawansowane śledzenie i sztuczną inteligencję do wybierania odpowiedniego przechwytującego oraz kierowania nim na cel.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.