Disney+ zmienia się w TikToka. Bo podobno tego chcecie
Disney podpisał globalną umowę z TikTokiem, pozwalając twórcom publikować fanowskie, krótkie wideo oparte na markach Disneya - od Marvela, przez Pixara, po Star Wars. I to bezpośrednio w aplikacji Disney+.

To pierwszy taki układ między wielką platformą streamingową a gigantem social mediów. Nowe treści od twórców mają trafiać do sekcji Verts - pionowego feedu wideo, który Disney+ wprowadził wiosną. Do tej pory pojawiały się tam wyłącznie klipy przygotowane przez Disneya. Teraz dołączą do nich fanowskie produkcje, oczywiście „starannie wyselekcjonowane”, jak podkreśla firma.
To nie będzie więc dziki zachód kreatywności. Twórcy dostaną dostęp do oficjalnych materiałów – fragmentów „setek filmów i seriali” z biblioteki Disneya, w tym Marvela, Pixara, Lucasfilmu czy FX. Disney będzie kuratorem, a nie biernym obserwatorem. W praktyce oznacza to, że zobaczymy tylko te materiały, które przejdą przez firmowy filtr jakości i zgodności z marką.
Czytaj też:
Dlaczego Disney to robi? Odpowiedź jest prosta: nawyki widzów
Widzowie - zwłaszcza młodsi - coraz częściej zaczynają swoją przygodę z treściami od krótkich klipów. TikTok w 2025 r. notował średnio 6,5 mln postów dziennie związanych z filmami i serialami, a prawie połowa użytkowników deklarowała, że obejrzała jakiś tytuł po tym, jak natknęła się na jego fragment w aplikacji.
Disney+ ma dziś około 130 mln subskrybentów globalnie i w Stanach Zjednoczonych odpowiada za ok. 5 proc. czasu oglądania streamingu. To dużo, ale nie tyle, by spać spokojnie w świecie, w którym Netflix, YouTube i TikTok walczą o każdą minutę naszej uwagi.
Wertykalne wideo stało się priorytetem dla całej branży - Netflix ma swoje Clips, Peacock i Paramount+ eksperymentują z pionowymi seriami. Disney nie chce zostać w tyle.
Twórcy w centrum uwagi. Disney buduje własny ekosystem influencerów
Umowa z TikTokiem to nie tylko wrzucanie filmików do feedu. Powstaje też Disney Creator Ambassador Program - wspólna inicjatywa obu firm, która ma dawać twórcom nagrody, dostęp do eventów i ścieżki rozwoju. Disney wyraźnie sygnalizuje, że chce budować własną społeczność twórców, a nie tylko korzystać z istniejącej.
To ciekawy zwrot, zwłaszcza że rok temu firma flirtowała z OpenAI i pozwalała użytkownikom Sory generować wideo z udziałem ponad 200 postaci Disneya. Ten projekt jednak upadł, gdy OpenAI zamknęło Sorę w marcu.
Teraz Disney wraca do pomysłu, ale bez AI - stawia na ludzi, ich pomysły i ich styl. To bezpieczniejsze, bardziej kontrolowalne i mniej ryzykowne wizerunkowo.
Co zobaczymy w Disney+? I kiedy?
Disney nie podaje konkretów. Wiemy tylko, że:
- start nastąpi „w Stanach Zjednoczonych w najbliższych miesiącach”,
- kolejne rynki - w tym zapewne Europa - dołączą później,
- liczba materiałów ma być „obszerna” i „regularnie odświeżana”.
Nie wiadomo które tytuły będą dostępne dla twórców, choć mowa o „setkach filmów i seriali”. Można więc zakładać, że zobaczymy wszystko: od klasycznych animacji, przez MCU, po Mandalorianina. Czy tego chcemy, czy nie.
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Disney+ zaczyna przypominać aplikację społecznościową. Nie jest to pełna transformacja, ale wyraźny sygnał: streaming nie wystarcza. Trzeba budować nawyk codziennego zaglądania do aplikacji, nawet jeśli nie mamy czasu na pełny seans. Czy to działa? Netflix już próbuje. Paramount+ próbuje. Peacock próbuje. Disney próbuje. A skoro wszyscy próbują, to znaczy, że dane o zachowaniach widzów są jednoznaczne.
To ruch strategiczny, który ma zwiększyć zaangażowanie użytkowników, wykorzystać potęgę krótkich form i zbudować własną społeczność twórców. Widzowie dostaną więcej lekkich treści, twórcy - nowe możliwości, a Disney - szansę na zatrzymanie użytkowników w świecie, w którym scrollowanie wygrywa z klasycznym oglądaniem. Jeśli streaming ma przetrwać, musi się zmieniać. Disney właśnie pokazał, w którą stronę zamierza iść.
*Ilustracja otwierająca zmodyfikowana za pomocą Adobe Firefly F&E
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.