REKLAMA

Jad z internetu przelał się na ulice. Zdewastowana gitara pokazuje, jak dajemy się rozgrywać

Kiedy ostatnio oburzyłaś lub oburzyłeś się w internecie?

W kieszeni noszę piekło. Internetowy jad zaczął wylewać się na ulice

Wideo zaczyna się niepozornie. Człowiek kładzie kostkę na korpusie gitary po czym nożem z ostrzem łamanym zaczyna kreślić wokół niej kwadrat. Następnie sięga po wiertarkę, dłuto i robi w instrumencie wnękę. Na koniec byle jak montuje zaślepkę, żeby kostka nie wypadała. Efekt? Tysiące reakcji i ponad 2,5 tys. ludzi, którzy zapragnęli napisać autorowi, że jest idiotą i tak naprawdę zniszczył gitarę.

Ten model robienia zasięgów musi się sprawdzać. Na wcześniejszej rolce możemy zobaczyć wygłuszanie podpaską sprężyn mostu tremolo (jeśli kojarzycie wajchę przy strunach niektórych gitar, to w uproszczeniu jest częścią tego mostu). W innym filmie autor przykręca do gryfu wieszak na ubrania, żeby móc wieszać gitarę na drzwiach.

Cel jest banalnie prosty i - patrząc na liczbę interakcji – został osiągnięty: podpuścić gitarzystów, wywołać ich święte oburzenie, doprowadzić do tego, żeby wyrazili się w komentarzach. Sprawić, żeby obrażali, wyśmiewali, pluli jadem, toczyli pianę.

Media społecznościowe to piekło, które sami sobie zgotowaliśmy

Rzadko dyskutuję w społecznościówkach, a jeżeli już to robię, staram się rozmawiać w kulturalny i nieofensywny sposób. Tak, by nikogo nie urazić i nie obrazić. Jestem chyba w mniejszości, bo pozorna anonimowość i zapośredniczenie kontaktu przez światłowody i serwery sprawia, że w ludzi wstępuje diabeł. Nieistotne czy strona lub grupa traktują o sadzeniu kwiatków, gotowaniu zupy czy religii. Oto przykład „rozmowy” toczącej się między ludźmi:

Cudownie się bawią, prawda? I raczej nie jest to forma żartobliwej wymiany kuksańców, ale wojna ideologiczna na pełnej. Co ciekawe, w teorii, nie odbywa się w ramach przeciwstawnych obozów. Gdyby zapytać uczestników tej połajanki, obaj powiedzieliby, że są katolikami.

Ze społecznościówek na ulice

Gdyby zjawisko kończyło się w sieci, można by uznać, że jest ona rodzajem sceny, na której kanalizowane są w dojrzały lub niedojrzały sposób różnorodne emocje. W takiej interpretacji moglibyśmy oddzielić internet od rzeczywistości realnej grubą kreską. Ilekroć jednak dokonuję podziału na wirtualne i realne mam problem i poczucie, że mówimy o jednej rzeczywistości, a nie dwóch równoległych.

O ile kiedyś można było czynić takie rozróżnienie, tak w dobie smartfonów, komunikatorów i mediów społecznościowych traci ono sens. To jest element naszego świata. Kiedyś wyłączając komputer, zamykaliśmy drzwi do przestrzeni wirtualnej. Dziś dostęp do niej mamy permanentny i łatwy, dlatego mówienie o dwóch różnych rzeczywistościach nie ma sensu.

Po co mi ta quasi-ontologiczna refleksja? Ano po to, by unaocznić, że emocje przepływają. Nie zatrzymują się już w sieci. Moja żona była wczoraj świadkiem rozmowy dwóch kobiet, które opowiadały niestworzone rzeczy o Ukraińcach. Jedna była tak rozemocjonowana, że prawie krzyczała. Wszystko, co mówiły było jednak powieleniem narracji, które zaczynają dominować w mediach społecznościowych - stereotypy, dyskryminujące oceny - nic nowego i oryginalnego. Wspomniane kobiety zinternalizowały po prostu to, co przeczytały lub zobaczyły w rolkach.

Zarządzają naszymi emocjami.

Zacząłem od lekkiego przykładu treści, które są być może kontrowersyjne, ale można je uznać za formę humoru. Ok, człowiek od rolek rzeczywiście niszczy gitary, marnotrawi jakieś dobro, ale trudno uznać to za poważną działalność. Prawdziwe są za to emocje tych wszystkich, którzy w odpowiedzi na jego prowokacje wylewają wiadra hejtu i wyzywają go od najgorszych. Skoro można irytować się tak mocno, bo ktoś zrobił dziurę w (jak sądzę) własnej gitarze, to jakie emocje muszą towarzyszyć sprawom poważnym?

Wspomniany twórca z premedytacją kieruje hejt we własnym kierunku, bo zna pierwsze przykazanie dotyczące budowania zasięgów: wywoływać emocje. Dyskusyjne jest, czy warto stać się obiektem drwin i ludzkiej nienawiści, ale przypadek ten dobrze obrazuje sam mechanizm.

Drugi przykład to już sprawy poważniejsze niż niszczenie instrumentów. Mamy tu silny komponent religijny. Obaj dyskutanci mienią się rzymskimi katolikami. Jeden jest tzw. tradycjonalistą prawdopodobnie spod znaku Bractwa Świętego Piusa X, które 1 lipca bez zgody Rzymu wyświęciło czterech biskupów. Drugi najwyraźniej uznaje pierwszego za heretyka i schizmatyka z tytułu tej przynależności lub co najmniej sympatii. To skomplikowane, ale obaj uważają swoich przeciwników za odstępców od wiary. Dla jednego złem jest Sobór Watykański II i Novus Ordo Missae - czyli posoborowy ryt mszy świętej. Dla drugiego - zrywanie łączności z Rzymem i tym samym popadnięcie w ekskomunikę i schizmę.

Piekło, które nosiłem w kieszeni zaczęło wylewać się na ulicę

Spirala się nakręca, a z powodów ontologicznych, o których napisałem wyżej, nie jest pocieszeniem, że eksplozja emocji ma miejsce w sieci. Czytając nienawistne treści i potem słysząc je na ulicy - a niestety dzieje się tak coraz częściej - widać wyraźnie, że granica między siecią a ulicą ostatecznie przestała istnieć.

Algorytmy hodują w nas potrzebę ciągłego bycia w kontrze, a złość zaczyna być domyślnym stanem skupienia w sieci. Staliśmy się darmowymi pracownikami w fabryce cudzych zasięgów, a nienawiść to dziś twarda waluta. Ktoś na tej naszej wściekłości zarabia - buduje popularność, zbija kapitał polityczny, polaryzuje.

Gdy więc następnym razem poczujesz uderzające do głowy święte oburzenie, zatrzymaj się na sekundę. Zadaj pytanie: kto właśnie pociąga za sznurki? Kto chce żebyś się oburzył i dlaczego chce wzbudzić twoje emocje? Odmowa wzięcia udziału w tym show to najlepsza forma protestu.

Czytaj także:

Rafał Gdak
Redaktor

Szef redakcji Spider’s Web. Od ponad 15 lat wydaje serwisy internetowe. Z mediami związany od połowy lat 90. W latach 2005-2011 redagował wortal intranetowy dla pracowników PTK Centertel (obecnie Orange Polska) i zajmował się standaryzacją informacji. Od 2010 do 2017 r. był wydawcą w Grupie Polska Press. Od 2016 r. pracuje w Spider’s Web. Skończył z wyróżnieniem filozofię na Uniwersytecie Warszawskim i kognitywistykę na Uniwersytecie Śląskim. Interesuje się szeroko pojętą nauką – od filozofii i zagadnień związanych z ludzkim poznaniem po kosmologię i fizykę kwantową. Jest miłośnikiem ciężkich metalowych brzmień.