Widziałem księdza, który w kościele przewijał Instagrama. Nie potrafimy już bez tego żyć
Siedząc w kościele San Michele in Foro we włoskim mieście Lucca, byłem świadkiem sceny, która najpierw mnie rozśmieszyła, a następnie zdołowała.

W pierwszej ławce usiadł ksiądz, który po chwili wyciągnął telefon i zaczął przeglądać Instagrama. Konkretnie sprawdzał polubienia pod swoją rolką. Chwilę później odrobinę się zreflektował i przeżegnał, ale nie minęła minuta, może dwie, gdy znów sięgnął po telefon, by tym razem wejść na Messengera i wysyłać zdjęcia. Ostatecznie ktoś do niego zadzwonił. Podniósł się z ławki i zaczął rozmawiać spacerując po kościele.
Scena numer dwa. Galeria Uffizi we Florencji. Po wielogodzinnym zwiedzaniu docieramy do przepięknego dzieła Wenus z Urbino Tycjana. Siadamy na ławeczce. Zerkam na sąsiadkę, która przewija TikToka. Nie wiem, czy nawet raz spojrzała na obraz, tak była zaabsorbowana tym, co postuje ten lub inny influencer. Tycjan raczej nie wzbudził jej uwagi.
Nie zamierzam pałać świętym oburzeniem. Nie będę też prawić morałów.
Obce są mi wykłady o tzw. odpowiednim zachowaniu. Zwłaszcza, że pod uwagę należy wziąć różnice kulturowe. Być może ksiądz czuł się w kościele jak w domu i zachowywał w nim zupełnie naturalnie? Nie wiem, ale te dwie sceny zwróciły moją uwagę z innego powodu. Pokazują, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od smartfonów, a przede wszystkim społecznościówek.
Sam przecież stojąc w kolejce sięgam po telefon i przewijam. To najszybszy sposób na zabicie nudy, zagłuszenie ciszy i wypełnienie każdej wolnej chwili. Problem polega na tym, że coraz rzadziej pozwalamy sobie na doświadczenie uważności. A przecież zarówno kościoły, jak i muzea zostały stworzone właśnie po to, by na chwilę się zatrzymać. Nie wymagają od nas działania. Wymagają obecności.
Ok, być może włoska atrakcja turystyczna, nie jest wybitnie dobrym przykładem na szukanie ciszy i refleksji, ale nie zmienia to faktu, że mamy problem i z uważnością i samym przewijaniem, czyli niekontrolowanym używaniem mediów społecznościowych. Nasz układ nagrody domaga się natychmiastowej gratyfikacji dzięki ciągle nowym treściom, a jeżeli ich nie dostarczymy, czujemy objawy uzależnienia – niepokój, rozdrażnienie czy pobudzenie. Finalnie – jak każdy nałóg – może nas doprowadzić do depresji i innych zaburzeń psychicznych. Z perspektywy profilaktyki zdrowia psychicznego piszę tu o samych oczywistościach.
Media społecznościowe czynią z nas towar
Niemiecki filozof koreańskiego pochodzenia – Byung-Chul Han w książce „Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje” dostrzega jeszcze jeden aspekt tego, co robią z nami media społecznościowe.
"Na pastwę panoptycznego spojrzenia wydajemy się sami z własnej woli. Celowo i wspólnie budujemy cyfrowe panoptikum, obnażając się i eksponując. Więzień cyfrowego panoptikum jest zarazem ofiarą i sprawcą" – pisze filozof.
Odniesienie do panoptikum jest dwuznacznie nieprzypadkowe. Pierwotnie to słowo oznaczało gabinet osobliwości, a czymże innym, jak nie cyfrowym gabinetem osobliwości są TikTok i Instagram? Mamy tu również kontekstowe nawiązanie do panoptykonu – modelu zakładu karnego zaprojektowanego przez Jeremy'ego Benthama, w którym więzień ma nieustanne poczucie, że jest obserwowany. Nawet wtedy, gdy strażnik na niego nie patrzy. Byung-Chul Han czyniąc porównanie mediów społecznościowych do panoptykonu zwraca uwagę na to, co u Michela Foucault sprowadzało się do samoujarzmienia.
Han zauważa, że mamy do czynienia ze smart-inwigilacją, gdzie zmusza się nas (w postaci rzecz jasna zachęt) do dzielenia się całym życiem, każdym jego aspektem. To paradoksalne, że w tym pędzie do eksponowania się, zapominamy o tym, żeby naprawdę żyć. Bo żyć – w pełnym tego słowa znaczeniu – można tylko w uważności. Inaczej życie przecieknie nam przez palce.
Oprócz tego, że narażamy się na permanentną inwigilację w społecznościówkach, stajemy się „przedmiotem własnej reklamy”. W ten sposób obraz księdza sprawdzającego liczbę polubień w kościele pokazuje przygnębiający aspekt tej tresury, jaką poddają nas big techy za pomocą swoich produktów.
Cel jest piekielnie podstępny. „To właśnie cyfrowy reżim inwigilacji, który stopniowo przybiera cechy totalitarne, podkopuje liberalną ideę wolności. Osoba ludzka zostaje zdegradowana do rangi przynoszącego zyski rejestru danych” – puentuje Byung-Chul Han i ma rację.
Ksiądz z włoskiego kościoła czy turystka z jednego z najlepszych muzeów świata są dla mnie symbolem, a nie obiektami potępienia. Doskonale rozumiem ich potrzebę kompulsywnego sięgania po telefon. Sam miewam podobną. W sali z Tycjanem jeszcze wybrałem jego wspaniały obraz, a w kościele jego piękno, ale kto wie, czy macki big techów nie zacisną mocniejszej pętli.
Czytaj także:
Szef redakcji Spider’s Web. Pierwsze doświadczenia w mediach drukowanych zdobywał w połowie lat 90. Teksty w internecie publikuje od 2000 r. W latach 2005-2011 redagował wortal intranetowy dla pracowników PTK Centertel (obecnie Orange Polska) i zajmował się standaryzacją informacji. Od blisko 15 lat pracuje jako wydawca serwisów internetowych – najpierw w Grupie Polska Press, od 2016 r. w Spider’s Web. Skończył z wyróżnieniem filozofię na Uniwersytecie Warszawskim i kognitywistykę na Uniwersytecie Śląskim. Interesuje się szeroko pojętą nauką – od filozofii i zagadnień związanych z ludzkim poznaniem po kosmologię i fizykę kwantową. Jest miłośnikiem ciężkich metalowych brzmień.