Boeing mówi, że naprawił Starlinera. NASA nadal nie podaje jednak daty
Boeing zapewnia, że naprawy Starlinera przebiegają dobrze. NASA nie wyznaczyła jednak jeszcze daty bezzałogowego lotu na ISS.

Boeing przekonuje, że największe problemy Starlinera są już właściwie opanowane. NASA nie śpieszy się jednak z wpisaniem kapsuły do swojego kalendarza. Następny lot ma odbyć się bez astronautów i przewieźć ładunek na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Nawet dla tej misji nie podano jeszcze terminu.
Boeing mówi, że czuje się dobrze. NASA mówi: sprawdzamy
Nowy sygnał przyszedł podczas prezentacji wyników finansowych Boeinga. Szef koncernu Kelly Ortberg powiedział, że przeprojektowanie wadliwych elementów Starlinera przebiega bardzo dobrze, a firma jest zadowolona z postępów. Dodał jednak od razu, że Boeing musi jeszcze uzgodnić z NASA kolejność lotów załogowych i bezzałogowych. Ortberg nie ogłosił więc zakończenia certyfikacji ani nie powiedział, że statek może za chwilę stanąć na wyrzutni. Boeing uważa, że naprawy są blisko końca. Ostateczną zgodę na lot wydaje jednak NASA, a agencja nadal oznacza misję Starliner-1 jako w trakcie przeglądu.
Najbliższy start nie będzie kolejną próbą z astronautami. Kapsuła poleci do ISS z ładunkiem, a podczas lotu inżynierowie sprawdzą poprawki w prawdziwych warunkach. Dopiero pomyślna misja może otworzyć drogę do certyfikacji Starlinera i regularnego wożenia ludzi.
Teoretycznie bezzałogowy lot mógłby odbyć się jeszcze w 2026 r. Sam Boeing wskazuje jednak, że potrzebne jest wolne miejsce do dokowania przy stacji. Ruch wokół ISS jest gęsty, a w kolejce są załogowe Dragony, statki towarowe SpaceX i Northrop Grumman oraz rosyjskie Sojuzy i Progressy. NASA bierze więc pod uwagę nie tylko gotowość Starlinera, lecz także cały rozkład lotów do stacji.
Starliner stracił silniki podczas podejścia do stacji
Ostrożność NASA nie wynika z jakiejś nieznaczącej, drobnej usterki. W czerwcu 2024 r. Starliner zabrał Butcha Wilmore’a i Suni Williams na pierwszy lot załogowy. Misja miała potrwać od 8 do 14 dni, lecz kapsuła wróciła po 93 dniach. I to pusta.
Podczas zbliżania się do ISS 5 silniczków manewrowych przestało działać prawidłowo. Statek chwilowo stracił pełną zdolność sterowania, a załoga musiała przejąć część czynności. Równolegle pojawiło się 5 wycieków helu z instalacji napędowej.
NASA uznała później, że ryzyko powrotu astronautów Starlinerem było zbyt trudne do przewidzenia. Kapsuła wylądowała automatycznie we wrześniu 2024 r., a Wilmore i Williams wrócili na Ziemię Dragonem SpaceX dopiero w marcu 2025 r.
Jak pisaliśmy w tekście: Starliner o włos od kosmicznej zagłady. Chodziło o reputację, NASA zakwalifikowała lot jako wypadek typu A, czyli najwyższą kategorię zdarzenia. Nie było na szczęście ofiar ani zniszczonej kapsuły, ale utrata manewrowości stworzyła warunki, w których kolejna awaria mogła doprowadzić do katastrofy.
Co ciekawe, śledztwo wykazało nie tylko same problemy techniczne. NASA przyznała, że chęć posiadania drugiego amerykańskiego statku załogowego obok Dragona wpływała na decyzje inżynieryjne i operacyjne. Innymi słowy: program był tak potrzebny, że zbyt długo zakładano, iż jakoś sobie poradzi.
Naprawiają przegrzewanie i nieszczelne uszczelki
Silniczki nie zawiodły przez przypadek. Umieszczono je w osłoniętych modułach nazywanych doghouse’ami. Podczas intensywnych manewrów ciepło kumulowało się wewnątrz szybciej, niż przewidywały modele. Rozgrzane elementy ograniczały przepływ paliwa, przez co silniki traciły ciąg lub wyłączały się. Boeing i NASA testowały dodatkowe bariery termiczne oraz nowe profile pracy. Zamiast długich serii impulsów silniki mają być uruchamiane w sposób, który daje im więcej czasu na oddawanie ciepła.
Drugi problem dotyczył samego helu używanego do utrzymywania odpowiedniego ciśnienia w instalacji napędowej. Dochodzenie wskazało, że materiał uszczelek był podatny na degradację po kontakcie z utleniaczem. Boeing sprawdzał więc nowe warianty uszczelnień i modyfikacje połączeń. Zmiana materiału, osłony cieplnej albo sposobu odpalania silników wpływa na cały system. Trzeba wykazać, że rozwiązanie działa podczas startu, wielodniowego pobytu na orbicie, dokowania, odłączenia od stacji i wejścia w atmosferę.
W 2024 r. NASA też długo podkreślała, że zbiera dane i analizuje zachowanie napędu. Ostatecznie Starliner wrócił jednak na Ziemię bez astronautów. Tym razem agencja chce sprawdzić zmodyfikowany statek w locie, zanim ponownie powierzy mu ludzi.
Starliner ma coraz mniej czasu
NASA zamówiła Starlinera po to, by nie zależeć wyłącznie od SpaceX. W 2014 r. Boeing otrzymał kontrakt o początkowej wartości 4,2 mld dolarów, a SpaceX 2,6 mld. Dragon wozi astronautów od 2020 r. Starliner do dziś nie zdobył certyfikacji. Po nieudanej misji NASA i Boeing ograniczyły zamówienie. Zamiast 6 regularnych lotów pozostały 4, przy czym pierwszy będzie misją towarową. Po jego powodzeniu Starliner może wykonać maksymalnie trzy rotacje załogi.
Czasu jest mało, ponieważ ISS ma działać do 2030 r. Inspektor generalny NASA ocenia, że Starliner prawdopodobnie nie uzyska certyfikacji wcześniej niż w 2027 r. Nawet gdy wszystko pójdzie dobrze, kapsuła zacznie więc regularną służbę kilka lat przed planowanym końcem stacji. Do tego Boeing poniósł już ogromne dodatkowe koszty programu, a każda kolejna zmiana harmonogramu zmniejsza liczbę lotów, które firma zdąży wykonać. Starliner może ostatecznie stać się statkiem, który przez większą część swojego istnienia przygotowywał się do pracy, zamiast ją wykonywać.
Przeczytaj także:
Boeing zapewnia, że techniczna część układanki jest już niemal ułożona. NASA patrzy jednak na program, który wielokrotnie był prawie gotowy, a potem odkrywał kolejny problem. Dlatego brak daty nie jest opóźnieniem na siłę, lecz najbardziej rozsądną częścią całej historii. Starliner nie musi już udowodnić, że potrafi wystartować i wrócić. Musi pokazać, że NASA może wsadzić do niego ludzi bez przygotowywania Dragona jako planu ratunkowego. Po tym, co wydarzyło się w 2024 r., słowa Boeinga zwyczajnie nie wystarczą.
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.