2 nanometry, GAAFET i M6. Tłumaczę nowe procesory z Apple’owego na ludzki
Ile to jest dwa nanometry? To niemal wzięta z powietrza liczba, którą łatwo mogą sprzedać marketingowcy TSMC i Apple’a. Nie należy jednak umniejszać tego, co wnosi na rynek układ Apple M6. Skupmy się jednak na realnych korzyściach i przełomach, a nie na nośnych hasełkach.
Apple właśnie zapowiedział M6 - pierwszy chip firmy wyprodukowany w procesie 2 nanometrów, a wraz z nim nową wersję Maca mini, która trafi do sprzedaży 22 września. Tego samego dnia zaprezentowano też M5 Ultra, więc mamy w praktyce dwa nowe układy debiutujące jednocześnie, co samo w sobie mówi coś o tempie, w jakim Apple teraz rotuje swoje krzemowe portfolio. Mała, pozornie tylko istotna uwaga: „2 nm” to na dziś głównie nazwa marketingowa, a prawdziwa rewolucja dzieje się kilka poziomów głębiej, w architekturze tranzystora i w portfelu Tima Cooka.
Co dokładnie oznacza „2 nanometry"

Zacznijmy od rozczarowania, które i tak każdy entuzjasta elektroniki już podejrzewa: liczba „2 nm” nie odpowiada żadnemu realnemu wymiarowi fizycznemu na krzemie. W tych oznaczeniach od producentów jest już tak od dobrych kilkunastu lat. To nazwa węzła procesowego, czysto marketingowa etykieta, którą TSMC - producent, z którego usług korzysta Apple - nazwał swoją najnowszą technologię N2.
Czytaj też:

Prawdziwa rewolucja tego węzła nie leży w skali, a w architekturze tranzystora. N2 to pierwszy proces TSMC, który masowo wykorzystuje tranzystory GAAFET (Gate-All-Around Field-Effect Transistor), zbudowane z ułożonych w stos nanoarkuszy (nanosheets), gdzie brama tranzystora otacza kanał przewodzący z każdej strony, a nie tylko z trzech, jak w dotychczasowych FinFET-ach. To daje znacznie lepszą kontrolę elektrostatyczną nad przepływem prądu i ogranicza tzw. efekty krótkiego kanału, czyli problem, który przy coraz mniejszych tranzystorach zaczynał stanowić coraz większe wyzwanie.
Do tego dochodzi drugi bohater tej opowieści - kondensatory SHPMIM (super-high-performance metal-insulator-metal), które TSMC wcisnął w sieć zasilania tranzystorów, żeby ustabilizować dostawę prądu i podkręcić wydajność. Jeśli szukacie jednej liczby, która najlepiej pokazuje realny postęp tego węzła, to jest to gęstość upakowania tranzystorów: według analiz na TechInsights opartych na materiałach IEDM/ISSCC, gęstość logiki wysokiej gęstości (high-density standard cells) w N2 sięga około 313 mln tranzystorów na milimetr kwadratowy. To istotnie więcej niż konkurencyjny Intel 18A (który osiąga około 238 MTr/mm²) i Samsung SF2/SF3P (z wynikiem około 231 MTr/mm²).

TSMC ma też przewagę w gęstości pamięci SRAM, kluczowej dla cache'u procesora - w niektórych specyfikacjach mówi się o wartości nawet 38 Mb/mm². Warto jednak zaznaczyć, że są to wyniki dla wyselekcjonowanych komórek testowych o wysokiej gęstości, więc realny chip komercyjny zwykle osiąga niższe wartości niż te liczby „laboratoryjne”.
W liczbach ogólnych, według samego TSMC, N2 w porównaniu do poprzedniego węzła N3E oznacza wzrost wydajności o 10-15 proc. przy tym samym zużyciu energii, redukcję zużycia energii o 25-30 proc. przy tej samej wydajności oraz wzrost gęstości upakowania tranzystorów o około 15 proc. dla projektów mieszanych i nawet 20 proc. dla układów czysto logicznych. To są konkretne, zweryfikowane liczby od samego producenta procesu - nie od Apple’a, które w swoich materiałach zwykle podaje porównania względnie ogólne i chętnie sięga po zestawienia z leciwym M1, żeby liczby wyglądały bardziej spektakularnie.

Ile to naprawdę kosztuje - ekonomia najdroższego krzemu w historii
Tu robi się naprawdę interesująco, bo postęp technologiczny na 2 nm ma cenę, która zmienia całą matematykę branży. Według doniesień powtarzanych przez tajwańskie media jeden wafer (płytka krzemowa o średnicy 300 mm) przetworzony w procesie N2 kosztuje obecnie około 30 tys. dol. Dla porównania, poprzedni węzeł N3 kosztował od 18 tys. do 20 tys. dolarów za wafer, co oznacza wzrost cen rzędu 50 do 66 proc. w zależności od źródła i konkretnego klienta. Realny wzrost bliższy ma być co prawda 10-20 proc. po uwzględnieniu wszystkich czynników, ale nawet ten skorygowany scenariusz to wciąż znaczący skok kosztów.
Inflacja zdecydowanie u TSMC postępuje: od około 2000 dol. za wafer na procesie 90 nm w 2004 r., przez około 15 tys. dol. na N5/N4, do dzisiejszych 30 tys. dol. na N2. To ponad dziesięciokrotny wzrost kosztu produkcji jednej płytki krzemowej w ciągu dwóch dekad - a najbardziej zaawansowany, przyszły proces „1,4 nm” ma kosztować już około 45 tys. dol. za wafer. Te koszty w oczywisty sposób trafiają w ceny końcowych produktów, choć Apple - dzięki gigantycznej skali zakupów - zwykle negocjuje znacznie korzystniejsze warunki niż mniejsi klienci TSMC.
Ekskluzywność, czyli dlaczego to Apple, a nie ktoś inny, jest pierwszy
To jest kluczowy, często niedoceniany element tej historii: Apple od lat praktykuje strategię wykupowania całej początkowej pojemności produkcyjnej TSMC na najnowszych węzłach. Firma zarezerwowała sobie 100 proc. pojemności produkcyjnej N3 dla chipów A17 Pro (iPhone 15 Pro), M3 i M4. Już w maju 2024 r. pojawiły się doniesienia o „tajnym spotkaniu" między szefem operacyjnym Apple’a Jeffem Williamsem a szefem TSMC C.C. Weiem, mającym na celu zabezpieczenie podobnej wyłączności na wczesną pojemność N2.

Innymi słowy: to, że M6 pojawia się na 2 nm zanim inni producenci telefonów czy laptopów zdążą z tym procesem wystartować masowo, nie jest przypadkiem, a efektem twardej, wieloletniej strategii biznesowej i finansowej siły Apple’a, który może sobie pozwolić na płacenie dodatkowych kwot za pierwszeństwo w kolejce.
Co Apple właściwie zbudował na tym procesie
M6 to solidny, inżyniersko poukładany krok ku lepszemu. Nowy układ ma 12-rdzeniowy CPU, czyli dwa rdzenie więcej niż M5, w konfiguracji dwóch super-rdzeni, czterech rdzeni wydajnościowych i sześciu efektywnościowych. To pierwszy procesor Apple’a, który łączy wszystkie trzy typy rdzeni jednocześnie: super-rdzenie priorytetyzują maksymalną wydajność jednowątkową, rdzenie wydajnościowe są zoptymalizowane pod ciężkie zadania wielowątkowe, a rdzenie efektywnościowe obsługują procesy w tle.
Apple deklaruje najszybszą jednowątkową wydajność na rynku oraz do 1,2x wyższą wydajność wielowątkową względem M5, a względem starego już M1 - aż 2,4x. Porównania z M1 zawsze warto traktować z przymrużeniem oka - to ten sam trik marketingowy, którego Apple używa od lat, żeby liczby wyglądały bardziej spektakularnie niż są w rzeczywistości względem poprzedniej, bezpośredniej generacji.

GPU dostało 12 rdzeni (również dwa więcej niż M5), a każdy z nich ma wbudowany Neural Accelerator, co według Apple’a przekłada się na prawie 30 proc. wzrost mocy obliczeniowej AI na GPU względem M5 i ponad 8x względem M1. Dodatkowo architektura shaderów, Dynamic Caching oraz sprzętowe ray tracing zostały odświeżone, a ilość geometrii, jaką GPU może przetworzyć, wzrosła o 50 proc. To jest realny postęp w kontekście gier i renderowania, choć Mac mini to raczej nie sztandarowy sprzęt do gamingu, więc ten aspekt bardziej ucieszy twórców treści 3D niż graczy.
Jeden techniczny detal, który łatwo przegapić, ale ma realne znaczenie dla programistów i entuzjastów AI: M6 potrafi natywnie, sprzętowo przetwarzać format FP8 (8-bitowa precyzja zmiennoprzecinkowa), podczas gdy M5 radził sobie z FP8 wyłącznie programowo, emulując go w oprogramowaniu. FP8 to format zaprojektowany, żeby przyspieszać i odciążać pamięciowo obciążenia AI - natywna obsługa sprzętowa oznacza mniej narzutu i szybsze wnioskowanie modeli, co może być jednym z tych elementów, które w praktyce robią większą różnicę niż suche procenty wydajności CPU.
Neural Engine i pamięć - skok generacyjny
Najbardziej ciekawy element to Dual 16-core Neural Engine - dwa silniki neuronowe działające w tandemie, dające do 2x wyższą moc obliczeniową względem poprzednich generacji, przy czym systemowe frameworki potrafią automatycznie korzystać z obu jednocześnie. To realnie przyspiesza przetwarzanie promptów dla modeli językowych działających lokalnie na urządzeniu, co ma sens - Apple Intelligence i inne funkcje AI coraz bardziej przenoszą się z chmury na urządzenie.
Pamięć unifikowana obsługiwana jest do rozmiaru 32 GB przy paśmie do 170 GB/s, czyli 10 proc. więcej niż M5 i 2,5x więcej niż M1 - limit 32 GB może jednak rozczarować tych, którzy liczyli na chip do bardziej profesjonalnych zadań w Mac mini, zwłaszcza że lokalne uruchamianie większych modeli językowych jest dziś w dużej mierze ograniczone właśnie przez pojemność pamięci, nie przez samą moc obliczeniową.
Dla kontrastu warto zerknąć na M5 Ultra, zaprezentowane tego samego dnia dla mocniejszych Maców: do 36 rdzeni CPU (12 super-rdzeni i 24 rdzenie wydajnościowe), GPU z maksymalnie 80 rdzeniami, do 512 GB pamięci unifikowanej i pasmo do 1,2 TB/s - pięćdziesiąt procent więcej niż w M3 Ultra. To pokazuje jak drastycznie różni się skala między chipem do konsumenckiego Mac mini a topowym układem dla stacji roboczych, i przypomina, że M6 to dopiero pierwszy, najmniej ambitny wariant tej generacji krzemu Apple’a.
Jak to wygląda na tle konkurencji
Tu robi się jeszcze ciekawiej, bo Apple nie jest jedyną firmą bawiącą się w 2 nm i wcale nie jest pierwsza z realnym produktem na rynku. Intel ze swoim węzłem 18A, łączącym własną wersję GAAFET (RibbonFET) z technologią zasilania z tyłu chipa (PowerVia), wejście w wolumenową produkcję zaliczył na przełomie 2025 i 2026 roku, napędzając już procesory Panther Lake. To dało Intelowi swego rodzaju pierwszeństwo w kategorii backside power delivery - TSMC wprowadzi ją dopiero w kolejnej iteracji procesu, A16, czyli jeden węzeł później. Ciekawe jest to, że mimo tego pierwszeństwa Intel przegrywa z TSMC w gołej gęstości tranzystorów: 238 MTr/mm² kontra 313 MTr/mm² dla N2. Innymi słowy, Intel 18A jest formalnie szybciej na rynku i ma lepsze zasilanie, ale TSMC N2 jest w praktyce gęściej upakowany.

Samsung z kolei, po dość nieudanym starcie swojej wersji SF2, zameldował w bieżącym roku 70 proc. yield (czyli odsetek sprawnych układów z wafla) dla ulepszonej wersji SF2P, co jest pierwszym naprawdę konkurencyjnym wynikiem koreańskiego giganta w tej klasie procesu. Sam TSMC też nie startował z idealnymi wynikami - doniesienia mówią o początkowej wydajności produkcyjnej (yield) na poziomie około 70% w fabrykach Hsinchu i Kaohsiung, choć wcześniejsze, bardziej optymistyczne doniesienia z połowy ubiegłego roku wspominały nawet o wynikach przekraczających 90 proc. Rozjazd tych liczb dobrze pokazuje jak trudno o precyzyjne dane w branży, która owija się ścisłą tajemnicą handlową, a większość „twardych" liczb w obiegu to w rzeczywistości szacunki analityków, nie oficjalne dane producentów.
Dlaczego to jest ważne, a dlaczego jest to trochę na wyrost
Znaczenie tego wydarzenia trzeba rozłożyć na dwie płaszczyzny. Pierwsza to znaczenie dla branży - przejście na tranzystory GAAFET to fundamentalna zmiana architektury po dekadach FinFET-ów, coś, co faktycznie pozwala branży półprzewodnikowej iść dalej zgodnie z (mocno już nadwyrężonym) prawem Moore'a. To zmiana fizyki działania tranzystora - konieczna, bo klasyczne FinFET-y zaczynały się dławić przy dalszej miniaturyzacji, a rosnące koszty wafli pokazują, że ta zmiana przychodzi z realną, coraz wyższą ceną - nie tylko dla Apple’a, ale dla całej branży elektroniki użytkowej, która finalnie i tak przerzuci część tych kosztów na konsumentów.
Druga płaszczyzna to znaczenie dla zwykłego użytkownika Maca mini - i tu trzeba ostudzić emocje. M6 to rozsądny upgrade względem M5, ale użytkownicy M5 nie powinni czuć żadnego FOMO. Wzrost wydajności wielowątkowej o jedną piątą to coś, co w codziennym użytkowaniu - przeglądaniu Internetu, edycji dokumentów, nawet montażu wideo - większość ludzi po prostu nie zauważy bez benchmarków w ręku. Największym beneficjentem tej generacji będą raczej użytkownicy korzystający intensywnie z lokalnych modeli AI na urządzeniu, bo tam skok w Neural Engine, natywnym FP8 i GPU faktycznie ma przełożenie na realny, mierzalny czas odpowiedzi, a nie tylko na słupki w prezentacji marketingowej.
Co to oznacza dla przyszłych urządzeń Apple’a
Mac mini z M6 to w praktyce pierwszy przystanek, a nie cel podróży - Apple zwykle testuje nowy proces na mniej masowych produktach, żeby potem przenieść go do iPhone'a, iPada i MacBooków. Skoro TSMC ma w planach kolejne warianty N2 - N2P z lepszym zasilaniem i N2X z jeszcze wyższą wydajnością, a do tego A16 z backside power delivery już w przyszłym roku - to M6 jest właściwie testem generalnym przed czymś poważniejszym. Limit 32 GB pamięci unifikowanej w M6 sugeruje też, że to nie jest chip przeznaczony do najbardziej wymagających profesjonalnych zadań - na to trzeba będzie poczekać na warianty Pro, Max czy Ultra, budowane zwykle na tym samym procesie, ale z większą liczbą rdzeni i szerszą magistralą pamięci, tak jak widzimy to już w M5 Ultra.
Dla entuzjasty elektroniki użytkowej ta premiera jest więc ciekawa nie dlatego, że M6 zmiażdży wszystko na rynku - bo nie zmiażdży - ale dlatego, że pokazuje jak głęboko zmienia się fundament, na którym stoi cały przemysł chipowy, i jak drogo ta zmiana teraz kosztuje. Warto śledzić to, co stanie się z kolejnymi wariantami N2 u TSMC, jak realnie wypadną yieldy produkcyjne w kolejnych kwartałach oraz jak Intel i Samsung odpowiedzą własnymi węzłami następnej generacji, bo to właśnie tam, w fabrykach, cenach wafli i procentach sprawnych układów, a nie w samym Mac mini, rozegra się prawdziwa walka o techniczną przewagę najbliższej dekady.
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.