REKLAMA

Alerty RCB nie działają. Traktujemy je jak spam i chcemy zmian

Alerty RCB miały być szybkim ostrzeżeniem przed zagrożeniem, ale wielu Polaków coraz częściej traktuje je jak kolejne niechciane powiadomienia.

Polacy są niezadowoleni z alertów RCB. Traktują je jak spam

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa powinno informować mieszkańców o zagrożeniach szybko i w sposób pozwalający podjąć właściwe działania. Wyniki najnowszego sondażu SW Research dla "Dziennika Gazety Prawnej" pokazują jednak, że zaufanie do obecnego systemu ostrzegania jest ograniczone. Zaledwie nieco ponad 20 proc. badanych uważa, że komunikaty pojawiają się odpowiednio szybko i zawierają konkretne wskazówki dotyczące postępowania. Niemal 70 proc. ankietowanych w mniejszym lub większym stopniu krytykuje obecny system.

Polacy są rozgoryczeni alertami RCB

Badanie przeprowadzono 4 i 5 sierpnia 2026 r. metodą CAWI, czyli około tygodnia po incydencie na Lubelszczyźnie, gdzie spadł rosyjski pocisk manewrujący, a systemy alarmowe - w tym alert RCB - zawiodły mieszkańców.

Jednym z najczęściej wskazywanych problemów jest nadmiar powiadomień. Mieszkańcy otrzymują alerty dotyczące upałów, burz czy innych zjawisk pogodowych, które nie zawsze występują na danym obszarze albo mają znacznie mniejszą skalę, niż wynikało z ostrzeżenia.

Sami samorządowcy w rozmowie z "DGP" ostrzegają, że częstotliwość komunikatów może stopniowo osłabiać reakcję odbiorców.

Katarzyna Nakonieczna, inspektor ds. bezpieczeństwa Urzędu Miejskiego w Międzyzdrojach, zwraca uwagę, że zbyt częste ostrzeganie o zagrożeniach o niewielkim prawdopodobieństwie wystąpienia może sprawić, że mieszkańcy zaczną traktować kolejne wiadomości rutynowo. W konsekwencji alarm dotyczący rzeczywiście poważnego niebezpieczeństwa może nie wywołać odpowiedniej reakcji.

Podobne uwagi pojawiają się w Bytomiu. Tamtejszy urząd potwierdza, że mieszkańcy skarżą się zarówno na brak części alertów, jak i na opóźnienia w ich otrzymywaniu. Problemem jest także sama treść komunikatów. Jeśli odbiorca wielokrotnie dostaje ostrzeżenia, które nie znajdują później potwierdzenia w jego najbliższej okolicy, może zacząć ignorować również te najważniejsze.

Wojciech Niedźwiedź z wydziału zarządzania kryzysowego i spraw obronnych Starostwa Powiatowego w Wadowicach wskazuje przy tym na jeszcze jeden problem. Najmniejszym obszarem, na który można obecnie skierować alert RCB, jest powiat. W przypadku lokalnego zagrożenia wiadomość może więc trafić do dużej grupy osób, które znajdują się poza strefą niebezpieczeństwa.

Dla mieszkańca oznacza to kolejne ostrzeżenie, które może wydawać się przesadzone. Dla systemu jest to natomiast ryzyko utraty wiarygodności.

"Ja SMS traktuję bardziej jako spam"

Szczególnie mocno wybrzmiewa krytyka samej technologii wykorzystywanej do ostrzegania. RCB korzysta przede wszystkim z wiadomości SMS, a samorządowcy wskazują, że rozwiązanie może być niewystarczające w przypadku dynamicznych zagrożeń.

Tomasz Kałużny z Urzędu Miasta we Wrześni zwraca uwagę, że komunikaty pogodowe powinny zostać wyraźnie oddzielone od ostrzeżeń dotyczących innych zagrożeń. Latem liczba informacji o pogodzie jest szczególnie duża, a część prognoz nie sprawdza się lokalnie. Kolejne wiadomości mogą więc osłabiać znaczenie komunikatów dotyczących bezpieczeństwa.

Jeszcze mocniej problem opisał jeden z urzędników z Wrześni. Jego zdaniem SMS-y nie powinny być dziś podstawowym narzędziem ostrzegania ludności.

- Ja SMS traktuję bardziej jako spam - przyznał, wskazując, że ma około 15 nieodczytanych wiadomości. Wśród ofert, reklam i innych powiadomień SMS alert dotyczący zagrożenia może po prostu zginąć.

Samorządowiec wskazuje na technologię Cell Broadcast, która pozwala wysłać komunikat jednocześnie do telefonów znajdujących się na określonym obszarze. System nie wymaga znajomości numerów telefonów, a wiadomość może zostać wyświetlona jako alarm. Rozwiązanie ma też przewagę w sytuacji przeciążenia sieci, gdy SMS-y mogą docierać do odbiorców z różnym opóźnieniem. Cell Broadcast wykorzystywany jest w m.in. Bułgarii, Chorwacji, Francji, Niemczech czy Rumunii, a testy prowadzą Ukraina oraz Estonia.

Alert powinien mówić, co zrobić

Samorządowcy nie ograniczają swoich postulatów do zmiany technologii. Krytykują również treść obecnych komunikatów.

Tomasz Ryncarz, dyrektor wydziału promocji i rozwoju miasta Urzędu Miasta Bochnia, uważa, że alert powinien znacznie dokładniej opisywać rodzaj zagrożenia. Mieszkaniec powinien wiedzieć, czy chodzi o rakietę, drona, odłamki czy inne zdarzenie, a także jaki obszar może być zagrożony.

W komunikacie powinny znaleźć się również konkretne polecenia: pozostanie w budynku, odejście od okien, unikanie otwartej przestrzeni czy zakaz zbliżania się do miejsca upadku obiektu. Ryncarz wskazuje także na potrzebę ostrzegania przed dotykaniem elementów, które mogą pochodzić z rakiety lub drona.

Istotna byłaby również informacja o przewidywanym czasie obowiązywania ostrzeżenia oraz późniejsze powiadomienie o jego odwołaniu. Tak skonstruowany komunikat mógłby ograniczyć zarówno niepotrzebny niepokój, jak i zjawisko bagatelizowania alertów.

Potrzebna integracja systemów

Krzysztof Mizołek z Biura ds. Bezpieczeństwa Urzędu Miejskiego w Chrzanowie postuluje automatyczną integrację SMS-ów RCB z syrenami alarmowymi. W przypadku zagrożenia informacja tekstowa i sygnał dźwiękowy powinny być uruchamiane jednocześnie.

Samorządowcy chcą także większej integracji systemu krajowego z lokalnymi rozwiązaniami. Katarzyna Nakonieczna z Międzyzdrojów wskazuje, że gminy powinny mieć możliwość szybkiego uzupełnienia ogólnokrajowego lub regionalnego komunikatu o informacje dotyczące konkretnego miejsca, np. zamkniętych dróg, miejsc ewakuacji czy punktów pomocy.

Na problem infrastruktury zwraca uwagę Katarzyna Radwańska z Urzędu Gminy Stargard. W wielu samorządach zadania związane z ochroną ludności wykonuje zaledwie jedna osoba. Część gmin nadal korzysta też ze starych, mechanicznych syren, a nie wszystkie systemy pozwalają na ich zdalne uruchamianie.

Czytaj też:

Malwina Kuśmierek
Redaktor

Redaktorka Spider's Web specjalizująca się w tematykach sztucznej inteligencji, smartfonów i oprogramowania. Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.