REKLAMA

Awaria Xboxa nauczyła Microsoft czegoś ważnego. Pora na PlayStation

Awaria Xboxa pokazała, że cyfrowa przyszłość gier to lipa. Microsoft zapowiada poprawki, a PlayStation rezygnuje z płyt. Branża właśnie dostała lekcję, której nie powinna ignorować.

Xbox płyty offline gry

Kiedy w ostatni weekend Xbox zaliczył potężną awarię usług sieciowych gracze po raz kolejny przekonali się, jak krucha potrafi być cyfrowa przyszłość, którą od lat obiecują nam producenci konsol. Problem w tym, że tym razem zawiodło coś więcej niż tylko serwery. Zawiodła obietnica, że gry na fizycznych nośnikach będą działać zawsze - nawet wtedy, gdy cała infrastruktura online leży i kwiczy.

Microsoft szybko przyznał, że coś poszło nie tak. I równie szybko zapowiedział zmiany. Co ciekawe, te zmiany pojawiają się dokładnie w momencie, gdy konkurencja - czyli Sony - ogłasza koniec epoki gier na płytach. Ironia losu? A może sygnał, że branża trochę za szybko próbuje odciąć się od fizycznych nośników.

Czytaj też:

Ta awaria nie powinna się wydarzyć

Zacznijmy od faktów. W niedzielę wieczorem Xbox zaliczył poważną awarię usług sieciowych. Gracze nie mogli uruchamiać części gier, nawet tych zainstalowanych z fizycznych płyt. To nie powinno mieć miejsca - płyta jest przecież licencją, a konsola ma zapisane uprawnienia do uruchamiania gry offline.

CTO Xboxa, Scott Van Vliet, tłumaczył później, że winna była „wewnętrzna zależność współdzielona w ramach Microsoftu”, która wyłożyła usługę licencyjną. Według niego gry na płytach nie powinny być blokowane przez takie awarie. A jednak były. I to w liczbie wystarczającej, by wywołać burzę w społeczności.

Microsoft przyznał, że sprawę musi poprawić. W nadchodzącej aktualizacji Xbox ma wreszcie w pełni polegać na lokalnie zapisanych uprawnieniach z płyt, tak aby gra działała nawet wtedy, gdy sieć leży. Offline ma znaczyć offline - bez ukrytych haczyków.

Fizyczne nośniki: relikt przeszłości czy ostatnia linia obrony?

Cała sytuacja wydarzyła się w momencie, gdy branża coraz głośniej mówi o końcu płyt. Sony oficjalnie zapowiedziało, że od stycznia 2028 r. przestanie wydawać nowe gry na fizycznych nośnikach. To decyzja, która wywołała sporo emocji - od nostalgii po zwykłą złość.

Bo choć większość graczy faktycznie kupuje gry cyfrowo to fizyczne wydania wciąż pełnią ważną rolę. Są formą archiwizacji. Są sposobem na odsprzedaż. Są zabezpieczeniem na wypadek awarii usług. I są wreszcie symbolem tego, że gra jest twoja, a nie tylko wypożyczona na warunkach platformy.

Xbox Series S nawet nie ma napędu

Awaria Xboxa pokazała, że nawet jeśli płyta jest w napędzie, to w cyfrowej erze wciąż jesteśmy zależni od serwerów. Microsoft chce to naprawić. Sony - przeciwnie - chce płyt się pozbyć. Dwie zupełnie różne filozofie, które nagle zderzyły się z rzeczywistością.

Microsoft wyciąga wnioski. Sony też powinno

Warto zauważyć, że Microsoft od lat eksperymentuje z modelem „bezpłytowym”. Już w 2019 r. wypuścił Xbox One S All-Digital Edition, a dziś w sprzedaży jest Xbox Series S - konsola całkowicie pozbawiona napędu. Firma testuje też program „disc-to-digital”, który pozwala zamienić fizyczną kopię gry na cyfrową licencję.

Mimo to gigant z Redmond nie ogłosił jeszcze końca płyt. I - patrząc na ostatnią awarię - dobrze, że tego nie zrobił.

Sony natomiast idzie w przeciwną stronę. Rezygnacja z fizycznych wydań od 2028 r. to decyzja, która może odbić się czkawką, jeśli podobna awaria dotknie PlayStation Network. Bo jeśli nawet Microsoft - firma z gigantycznym zapleczem chmurowym - potrafi zaliczyć taką wpadkę, to nikt nie jest bezpieczny.

Gracze chcą wygody, ale nie chcą utraty kontroli

W całej tej historii jest coś jeszcze. Gracze nie są przeciwni cyfrowej dystrybucji. Ba, większość z nas ją uwielbia - szybkie pobieranie, brak płyt, brak pudełek. Ale jednocześnie nie chcemy, by nasze gry były zakładnikami infrastruktury sieciowej.

Awaria Xboxa była jak zimny prysznic. Pokazała, że nawet fizyczna kopia gry nie daje pełnej niezależności, jeśli system operacyjny konsoli wciąż musi spytać serwer czy może ją uruchomić.

Microsoft obiecuje, że to naprawi. Sony - zamiast wzmacniać offline - usuwa fizyczne nośniki z równania. To ruch, który może być wygodny dla firmy, ale niekoniecznie dla graczy.

Pora na PlayStation

Jeśli branża naprawdę chce przejść na pełną cyfrową dystrybucję to musi najpierw udowodnić, że potrafi zapewnić stabilność i niezależność od sieci. Microsoft właśnie dostał lekcję, którą zamierza odrobić. Sony - póki co - zachowuje się tak, jakby ta lekcja go nie dotyczyła.

A przecież dotyczy. I to bardzo.

Bo cyfrowa przyszłość jest świetna, dopóki działa. A kiedy nie działa, gracze chcą mieć pewność, że ich gry - te kupione za 300 zł, te ukochane, te kolekcjonowane - wciąż będą działać. Bez względu na to, czy serwer w Seattle ma dobry dzień.

Microsoft właśnie pokazał, że potrafi słuchać. Teraz czas, by Sony zrobiło to samo.

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.