Polacy przerażeni tym, co dzieje się w Egipcie. Winny klimat i ludzie
Egipt kojarzy się z piramidami, świątyniami i złotymi maskami, ale prawdziwa pamięć tego kraju jest wyryta przede wszystkim w skałach. Problem w tym, że ta pamięć zaczyna się kruszyć. Polscy archeolodzy alarmują.

Egipt najczęściej widzimy oczami wyobraźni jako kraj piramid, świątyń i złotych masek. Tymczasem ogromna część jego historii została zapisana w rysach wyrytych w skałach. Na Pustyni Zachodniej i w oazach przetrwały tysiące petroglifów, śladów ludzi, którzy żyli tu na długo przed epoką faraonów. Dziś te ciche zapisy przeszłości zaczynają powoli zanikać. Polscy archeolodzy ostrzegają, że sztuka naskalna w Egipcie niszczeje pod wpływem wiatru, pyłu, gwałtownych zmian temperatur, coraz częstszych ulew, a także po prostu zwykłej ludzkiej bezmyślności.
To nie są przypadkowe rysunki na kamieniach
Petroglify nie robią aż takiego wrażenia jak kolumny świątyń w Luksorze czy monumentalne grobowce. To zwykle ryty na skalnych ścianach, pojedynczych blokach albo zboczach. Dla niewprawnego oka wyglądają jak proste znaki, zwierzęta, łodzie, odciski stóp czy sylwetki ludzi, czasem sceny, których sens trudno uchwycić bez szerszego kontekstu.
Dla archeologów są jednak bezcennym zapisem obecności człowieka w krajobrazie. Pokazują, kto przechodził przez pustynię, jak ludzie myśleli o zwierzętach, wodzie, drogach, rytuałach, władzy i codziennym życiu. Jak czytamy na łamach portalu Nauka w Polsce, w Oazie Dachla, jednej z największych oaz egipskiej Pustyni Zachodniej, polscy badacze zinwentaryzowali około 350 stanowisk ze sztuką naskalną. Niektóre mają pojedyncze ryty, inne kilkaset, a nawet ponad 1000 przedstawień.
Skala czasowa jest ogromna. Część petroglifów może sięgać 6-5 tys. lat p.n.e., ale są też ryty z okresu dynastycznego, postantycznego, średniowiecznego, nowożytnego, a nawet XX i XXI wieku. Obok rysunków archeolodzy znajdują również inskrypcje hieroglificzne, koptyjskie, greckie, grecko-łacińskie i arabskie. To nie jest więc jedna epoka zamknięta w kamieniu. To wielowarstwowa kronika miejsca, do którego ludzie wracali przez tysiące lat.
Jak pisaliśmy w tekście: Starożytne kanały odkryte przez Polaków. Mają ponad 1000 km, archeologia coraz częściej polega na odczytywaniu krajobrazu, a nie tylko pojedynczych zabytków. W Armenii polscy badacze rozpoznali układ dawnych kanałów, wałów i przekształceń terenu. W Egipcie podobnie ważny jest sam pustynny pejzaż: skały, ścieżki, oazy i miejsca, w których przez tysiąclecia zostawiano znaki.
Pustynia nie konserwuje wszystkiego
W naszych wyobrażeniach pustynia bardzo często uchodzi za idealną przechowalnię przeszłości. Skoro jest sucho, skoro piasek przykrywa ruiny, skoro deszcz pada rzadko, to zabytki powinny leżeć spokojnie przez tysiące lat. To jednak mit.
W rzeczywistości pustynia potrafi być dosłownie bezlitosna. Skały w Oazie Dachla to w dużej mierze piaskowce nubijskie, często kruche i miękkie. Część z nich jest tak podatna na uszkodzenia, że ryt można byłoby wyskrobać palcem. Nawet twardsze, żelaziste skały nie są bezpieczne. Pracują pod wpływem wysokich temperatur, nocnych spadków, wiatru i pyłu, który działa jak naturalny papier ścierny.
Do tego dochodzą deszcze. W tym regionie przez długi czas nie były one problemem w takiej skali, ale teraz pojawiają się coraz regularniej i potrafią być silne. Gwałtowny opad może rozmiękczać skałę, uruchamiać spływ, niszczyć tradycyjną architekturę i przyspieszać rozpad powierzchni, na których zapisano najstarsze ślady ludzi.
Najgorsze jest to, że proces jest powolny, ale nieubłagany. Z roku na rok może znikać niewiele. Z dekady na dekadę różnica zaczyna być widoczna. Ze stulecia na stulecie zabytek może przestać istnieć jako czytelne źródło.
Klimat zmienia nawet to, co miało przetrwać tysiące lat
W przypadku petroglifów zmiany klimatu nie działają jak film katastroficzny. Nie ma jednej fali, która zmywa całą historię w 10 minut. Jest raczej seria nacisków: wyższa temperatura, większe amplitudy, silniejsze wiatry, epizodyczne deszcze, gwałtowne spływy i przyspieszone wietrzenie skał.
To właśnie czyni problem trudnym do opisania i jeszcze trudniejszym do zatrzymania. Jeśli zabytek zostanie ukradziony, można go szukać. Jeśli pęka skała albo ściera się powierzchnia z rytem, często nie ma już czego odzyskiwać. Znika nie tylko obrazek, lecz także kontekst: położenie, relacja z innymi znakami, wysokość, orientacja, sąsiedztwo ścieżki lub dawnego miejsca postoju.
Jak pisaliśmy w tekście: Ulubiony kierunek urlopowy Polaków zagrożony. Umiesz pływać? Inaczej nie pozwiedzasz, zmiany klimatu coraz częściej są problemem także dla dziedzictwa Egiptu. Wtedy mowa była o piramidach, Sfinksie, Luksorze i Aleksandrii. Petroglify pokazują może i mniej medialną, ale równie ważną stronę tego samego zjawiska. Zagrożone są nie tylko wielkie symbole, lecz także ciche archiwa zapisane na pustynnych skałach.
Jest to szczególnie bolesne, bo sztuka naskalna często przegrywa z archeologią faraońską o uwagę opinii publicznej i instytucji. Piramida jest oczywistą ikoną. Ryt żyrafy, łodzi albo sandałów na odległej skale wymaga opowieści, dokumentacji i ochrony, zanim ktokolwiek zrozumie jego wagę.
Wandalizm dopisuje nowe warstwy, ale niszczy stare
Drugi problem jest bardziej przyziemny, ale o wiele bardziej irytujący. Jak zauważa dr Paweł Polkowski w rozmowie z PAP, petroglify pozostawione bez rzeczywistej ochrony są pokrywane nowymi rysunkami. Czasem są to współczesne napisy, czasem przypadkowe bazgroły, czasem nowe ryty wykonane dokładnie tam, gdzie wcześniej znajdowały się starsze przedstawienia.
Z naukowego punktu widzenia nawet takie nowe ślady mogą coś mówić o tym, jak ludzie nadal używają skały jako medium. Tradycja zostawiania znaków nie zniknęła całkowicie. Ale z prawnego i konserwatorskiego punktu widzenia to niszczenie zabytku. Jeśli nowy rysunek przecina starszy petroglif, nie da się cofnąć ostrza, kamienia albo metalu, którym go wykonano.
W Egipcie, Sudanie i szerzej w krajach saharyjskich takich sytuacji jest dużo, bo stanowiska często są rozproszone, oddalone od głównych tras turystycznych i pozbawione stałego nadzoru. To nie są muzea z bramkami i kamerami. To krajobraz pełen małych punktów, które łatwo ominąć w budżecie ochrony, ale bardzo łatwo zniszczyć jednym bezmyślnym gestem.
Jak pisaliśmy w tekście: Uruchomili cyfrowy bat na złodziei sztuki. Muzea trzęsą portkami, ochrona dziedzictwa coraz częściej wymaga nowych narzędzi, baz danych i technologii. W przypadku petroglifów problem jest trochę inny niż przy skradzionych eksponatach z muzeów, ale zasada pozostaje podobna: jeśli zabytek nie jest dobrze udokumentowany, jego zniszczenie lub zawłaszczenie znacznie łatwiej przeoczyć.
Polacy chcą dokumentować, ale utknęli w pozwoleniach
Najpilniejszym zadaniem archeologów jest teraz dokumentacja. Skoro degradacji nie da się całkowicie zatrzymać, trzeba przynajmniej jak najdokładniej zapisać to, co jeszcze istnieje: zdjęciami, opisami, lokalizacją, modelami 3D, analizą kontekstu i badaniami porównawczymi. Bez tego przyszli badacze będą skazani na domysły.
Problem w tym, że praca terenowa w Egipcie, zwłaszcza na pustyni, wymaga licznych zezwoleń. Polskie zespoły otrzymują akceptację programu badań ze strony służb starożytności, ale potrzebne są również zgody służb bezpieczeństwa. Od 2014 r. wiele misji na Pustyni Zachodniej nie może regularnie wrócić do pracy w terenie. Oznacza to lata przestoju w momencie, gdy skały dalej pękają, deszcze dalej spływają, a ludzie dalej dopisują nowe znaki.
To jest najbardziej frustrujący element. Archeolodzy wiedzą, gdzie trzeba wrócić. Wiedzą, że część miejsc wymaga lepszej dokumentacji. Wiedzą też, że w Oazie Dachla nie stosowano dotąd analiz fizykochemicznych, które mogłyby pomóc w precyzyjniejszym datowaniu niektórych rytów. A jednak teren pozostaje trudny do osiągnięcia nie z powodu braku naukowych pytań, tylko przez procedury i brak zgód.
Jak pisaliśmy w tekście: Polacy odkryli antyczny gaming. Tak bawili się pasterze, w Afryce Północnej nawet niepozorne ryty na kamieniu potrafią opowiedzieć zaskakująco dużo o życiu ludzi po upadku wielkich miast. Plansze do gier w Libii były codziennym śladem pasterzy na ruinach Ptolemais. Petroglify w Egipcie są jeszcze szerszym zapisem: od pradziejowych społeczności po ludzi, którzy zostawiali znaki w czasach niemal współczesnych.
Egipt to nie tylko faraonowie
Największym przeciwnikiem egipskiej sztuki naskalnej jest nie tylko pustynia, klimat i wandalizm. Jest nim także nasza wyobraźnia. Gdy mówimy Egipt, odruchowo widzimy piramidy, mumie, hieroglify, grobowce i złoto. Tymczasem kraj ten jest jednym z najbogatszych obszarów sztuki naskalnej w Afryce i na świecie.
Cały Górny Egipt, Pustynia Wschodnia, Pustynia Zachodnia i oazy tworzą olbrzymi krajobraz znaków. Są tam ślady ludzi, którzy żyli przed powstaniem państwa faraonów, ale też późniejsze inskrypcje i rysunki pokazujące, że skała była używana jako nośnik pamięci przez tysiąclecia. To nie konkurencja dla piramid. To brakująca część opowieści o Egipcie.
Przeczytaj także:
Jeśli zniknie, nie zostanie przeniesiona do magazynu. Nie będzie jej można wyjąć z gabloty i odrestaurować. Rozpadnie się razem ze skałą, wtopi w pył albo zostanie przykryta nowym rysunkiem. Właśnie dlatego alarm polskich archeologów nie jest w żadnym razie przesadą. To ostrzeżenie, że część historii może przepaść, jeszcze zanim dobrze nauczymy się ją czytać.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.