REKLAMA

W parkach zauważyłem nową modę. Tak walczymy o autentyczność

Być może to nie przypadek, że właśnie teraz jest najlepszy czas, aby zacząć spełniać swoje marzenia o byciu malarzem, poetą, śpiewakiem czy kompozytorem. To nic złego, że nie będziesz idealny - wręcz przeciwnie, to nawet lepiej. 

obrazy

Trudna sprawa z tą autentycznością i oryginalnością. W wywiadzie, który ukazał w nr 5-6 2021 "Literatury na świecie" (przełożył Krzysztof Majer), Charles Reznikoff przytoczył anegdotę z tekstu z "New Yorkera" o Picassie. Jeden z mężczyzn chciał sprzedać jego obraz. Kupiec przyjrzał się uważnie i stwierdził, że dzieło jest ewidentnie podróbką. Sprzedawca był oburzony sugestią. "Znam się z Picassem, pójdziemy do niego, a on potwierdzi, że pan się myli!". I rzeczywiście tak zrobili. Artysta spojrzał na pracę i potwierdził: "podróbka". Sprzedawca znowu był w szoku i przypomniał, że przecież był w pracowni, gdy obraz powstawał. Picasso na to: "No i co z tego? Namalowałem mnóstwo podróbek Picassa!". 

Odpowiedź na pytanie o prawdziwość dzieła, o jego duszę i wyjątkowość, nigdy nie była łatwa, a tymczasem wydaje się, że teraz będziemy żądali jej jeszcze mocniej. Wszystko, co ludzkie, będzie nam potrzebne i w naszych oczach wypadnie najlepiej, nawet pomimo wad i niedoróbek. 

Na facebookowym blogu humanistyka.dev przytoczone zostały artykuły o rodzącej się modzie, będącej odpowiedzią na AI slop. Guardian przywołał prace Michaela Schmellinga: surowe, "przypominające rysunki na marginesach szkolnego zeszytu", kojarzące się z plakatami zapraszającymi na punkowe koncerty.

Humanistyka.dev cytuje też "Vogue'a", według którego odpowiedzią na AI slop mają być grafiki niedoskonałe, wręcz nieprofesjonalne, ale w ten sposób zdradzające, że stoi za nim człowiek z krwi i kości. 

Ostatnio w parkach zauważyłem, że wiele osób maluje obrazy. Były to bardzo nieduże grupki. Oczywiście zdaję sobie sprawę z istnienia plenerów, ale mam wrażenie, że to nie byli uczniowie szkół ani uczelni. Widząc podobne praktyki w parku w Krakowie czy Łodzi odniosłem wrażenie, że dawniej tego nie było - nie na taką skalę. Jeszcze dwa czy trzy lata temu z taką aktywnością tak często się nie spotykałem. 

Być może to tylko przypadek i wyciągam pochopne wnioski, próbując dostrzec zależność, której nie ma. Być może wcześniej nie byłem wystarczająco uważny. A być może coraz więcej osób przypomina sobie, że zawsze chciało malować i teraz jest idealny czas na to, aby zacząć to robić.

Mój obraz nie będzie doskonały? Ale będzie prawdziwy, mój, własny, a nie wygenerowany i wyklikany w kilka sekund. Będzie to coś namacalnego, a przy okazji autorskiego - i dlatego wyjątkowego. 

"Wygląda, jakby AI to pisało" to dziś kalumnia, którą można rzucić, gdy chce się podważyć wypowiedź, autora albo jedno i drugie naraz - zauważał w swoim felietonie Rafał Pikuła

Z drugiej strony ludzie nadużywający AI i czytający niemal wyłącznie treści wypluwane przez AI, nawet gdy piszą sami, "brzmią" maszynowo. Coraz częściej przejmujemy rytm, frazy i sposób argumentacji modeli językowych. Jak sugerują analizy, styl AI staje się "pervasive, recognizable… overwrought, formulaic" ("wszechobecny, rozpoznawalny… przesadzony, schematyczny"). (...) Dlatego wolę, gdy ktoś pisze od siebie – z błędami, z metaforami z kapelusza; gdy dorzuca nawet nieznośne wątki z życia wzięte, niż gdy próbuje się LLM-ować. Nie chodzi tu wyłącznie o pochwałę (własnego) rozumu, o zdewaluowaną do granic autentyczność czy o docenienie trudu i znoju, ale o coś prostszego: jeśli nie chcemy, aby świat był meblowany na jedno kopyto (albo na jeden styl z IKEI), postawmy na pisanie. Z powodów etycznych, estetycznych i praktycznych. Sztuka pisania po prostu się przydaje. Oddajmy AI to, co mechaniczne, a sobie zostawmy to, co ludzkie - pisał.

Teoretycznie tak było od zawsze. Kiedy coś stawało się popularne, od razu znajdowało naśladowców. Wielu chciało podobnie mówić, pisać, grać, nagrywać, podążając za tym, który znalazł klucz do serc tłumów. Liczyli na to, że im również się powiedzie. 

Dziś jednak wrogiem autentyczności i oryginalności jest zupełnie inny przeciwnik

Dlatego bronią zaczyna być własny głos, indywidualne spojrzenie, ręka, która nie jest w stanie stworzyć doskonałego dzieła - ale takie może wygenerować przecież maszyna. Lepsza jest więc dłoń, która się myli, tworzy po swojemu, na którą wpływają własne doświadczenia, przemyślenia, przeżycia i emocje.

Bardzo lubię czytać wpisy o muzyce Bartosza Chmielewskiego, autora tekstów, muzyki i wokalisty Muzyki Końca Lata. Często wspomina w nich o tym, jak ważna jest w nagraniach prawdziwość. Oczywiście to wyświechtane hasło, niby mówiące niewiele, ale jednak wszystko.

Czasami (przeważnie? przeważnie?) od wymuskanego dźwięku lepszy będzie ten niedoskonały, surowy, ale będący wypadkową chwili, przypadku, tego, co zdarzyło się naprawdę i nie czuło się potrzeby, aby to naprawiać. Przed premierą nowej płyty Muzyki Końca Lata zespół zorganizował spotkanie, w trakcie którego odsłuchiwane i omawiane były utwory z nadchodzącego albumu. "W dobie szybkiej konsumpcji i nadmiaru bodźców dobrze jest posmakować coś powoli, żeby poczuć więcej, głębiej, bardziej" - tłumaczył Chmielewski.

Czytaj też: Gitarą w Facebooka. Czy muzyka wyśpiewa nam lepszy świat?

Ta potrzeba jest coraz silniejsza. Z zaskoczeniem obserwuję, jak wiele podobnych inicjatyw się rodzi: kluby książki, miejsca, gdzie rodzi się przestrzeń na dyskusję, wymianę zdań i wrażeń. Łaknie się pewności, że autorem słów jest prawdziwy człowiek, a nie bot.

Skoro AI karmi się wszystkim, co żywe, to niewykluczone, że zaraz podłapie i ten styl. Nawet bazgroły, notatki z marginesów, przestaną być więc autentyczne. Ale może niedoskonałość jest zbyt trudna do podrobienia i łatwo będzie wyczuć sztuczność?

Zdjęcie główne: Laiotz / Shutterstock.com

Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.