Rakieta spadła, propaganda wystartowała. NASK wskazuje dwa kłamstwa
Po upadku rosyjskiego Ch-101 w sieci ruszyły dwie fałszywe narracje. Jedna obwinia Ukrainę, druga oskarża polski rząd. NASK przestrzega przed dezinformacją.

Rosyjski Ch-101 jeszcze tkwił w ziemi na Lubelszczyźnie, gdy w internecie już powstawały alternatywne wersje wydarzeń. Według jednej winna była Ukraina, według drugiej polski rząd wykorzystał pocisk, żeby zastraszyć społeczeństwo. NASK ostrzega, że obie narracje nie mają pokrycia w ustalonych faktach.
Pierwsze kłamstwo: to ukraińska prowokacja
Pierwsza fala dezinformacji próbuje przerzucić odpowiedzialność na Ukrainę. Wpisy łączą upadek rakiety z wcześniejszą wizytą Wołodymyra Zełenskiego w Lublinie. Według tej teorii obecność ukraińskiego prezydenta miała sprowadzić niebezpieczeństwo na region albo stać się częścią prowokacji mającej wciągnąć Polskę do wojny.
Problem w tym, że nie ma na to żadnych dowodów. Pocisk spadł podczas zmasowanego rosyjskiego ataku na zachodnią Ukrainę. Polskie radary obserwowały kilkanaście obiektów poruszających się w pobliżu granicy, a znalezione szczątki zostały zidentyfikowane jako elementy rosyjskiego pocisku manewrującego Ch-101.
Jak pisaliśmy w tekście: MON potwierdza: to był rosyjski pocisk. Nadal brak odpowiedzi na kluczowe pytanie, nadal nie znamy powodu naruszenia naszej przestrzeni. Mogła to być awaria, błąd nawigacji, skutek zakłóceń albo celowe działanie Rosji. Brak pełnej odpowiedzi nie oznacza jednak, że wolne miejsce można wypełnić historią o ukraińskim spisku.
Jak wskazuje NASK, jest to typowy mechanizm dezinformacji. Prawdziwe wydarzenia – wizyta Zełenskiego, rosyjski atak i eksplozja w Polsce – zostają połączone wymyślonym związkiem przyczynowym. Nie trzeba fałszować zdjęcia rakiety. Wystarczy dopisać do niego wygodną dla kogoś opowieść.
Drugie kłamstwo: rząd celowo straszy Polaków
Drugi wątek uderza bezpośrednio w polskie instytucje. Według rozpowszechnianych sugestii władze miały celowo stworzyć atmosferę zagrożenia, używać niewłaściwych komunikatów i straszyć ludzi, żeby łatwiej nimi manipulować.
NASK zwraca uwagę, że podobna narracja podważa zaufanie do państwa w chwili, gdy od szybkiego wykonania poleceń może zależeć bezpieczeństwo. Jeżeli ludzie z góry uznają każdy alarm za polityczny teatr, przy kolejnym incydencie mogą po prostu zignorować syreny albo wiadomość RCB. Byleby te oczywiście były przesyłane w sensowny sposób i nie były przygotowywane po łebkach, jak alert o poradniku bezpieczeństwa, do którego nie można było wejść, bo rząd nie przygotował się na taki ruch na swojej stronie.
Nie oznacza to oczywiście, że rządu i wojska nie wolno krytykować. Wręcz przeciwnie. Zasadne są pytania o to, dlaczego mieszkańcy nie dostali od razu SMS-a, czy syreny były dobrze słyszalne i dlaczego pocisku nie udało się zestrzelić. System ostrzegania po incydencie na Lubelszczyźnie wyraźnie pokazał swoje słabości.
Granica przebiega gdzie indziej. Krytyka opiera się na faktach i domaga odpowiedzi. Dezinformacja bez dowodów ogłasza, że wszystko było przygotowaną manipulacją, a następnie każdy komunikat państwa przedstawia jako kolejny element spisku.
Propaganda najlepiej rośnie w informacyjnej ciszy
Pierwsze godziny po takim zdarzeniu są dla służb najtrudniejsze. Trzeba zabezpieczyć teren, odnaleźć szczątki, sprawdzić materiał wybuchowy i ustalić typ obiektu. Oficjalne informacje pojawiają się więc stopniowo.
Internet nie lubi jednak czekać. Pustą przestrzeń błyskawicznie zajmują anonimowe profile, nagrania bez kontekstu i osoby, które mają gotową odpowiedź, zanim śledczy dotrą do krateru. Najszybciej rozchodzą się wpisy budzące gniew: Ukraina nas atakuje, rząd coś ukrywa, chcą wciągnąć nas do wojny.
Przeczytaj także:
Jak pisaliśmy w tekście: Google pokazał, co Rosjanie wyprawiają w Polsce. Przerażające, podobne operacje nie muszą przekonać wszystkich do jednej wersji wydarzeń. Wystarczy, że ludzie przestaną wierzyć komukolwiek. Chaos, wzajemne oskarżenia i przekonanie, że prawdy nie da się już ustalić, są dla propagandy wystarczającym sukcesem.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.