REKLAMA

Fałszywe zdjęcie koni z Morskiego Oka. Sprawdź informacje, zanim zaczniesz się wkurzać

Fałszywi obrońcy zwierząt wypuścili spreparowane materiały o tym, że konie męczą się w upale i przewożą turystów, choć transport był zawieszony. 

konie
REKLAMA

"W związku z prognozowanym upałem i w trosce o dobrostan zwierząt w poniedziałek (podobnie jak w niedzielę) kursy wozów konnych na trasie do Morskiego Oka nadal będą wstrzymane" - informował Tatrzański Park Narodowy. W sobotę zaś w godzinach od 11:00 do 14:00 wprowadzone zostało ograniczenie załadunku. Na każdy wóz mogło wsiąść 8 osób, a nie 10, jak ma to miejsce zwykle. "Chcemy, aby w te najcieplejsze godziny konie miały znacznie lżejszą pracę" - wyjaśniano na profilu Konie Morskie Oko.

Pewnie można się spierać, czy wstrzymanie ruchu nie powinno nastąpić wcześniej i czy mniejsza liczba podróżnych to rzeczywista ulga. Głosy od dawna są podzielone i nie brakuje osób, które domagają się całkowitego zakazu. Petycję w sprawie natychmiastowej likwidacji transportu konnego na trasie do Morskiego Oka podpisało już prawie 90 tys. osób. "Sprawa koni z Morskiego Oka budzi społeczne oburzenie w kontekście moralno-etycznym", piszą jej autorzy, dodając, że "rzadko mamy do czynienia z tak jawnym lekceważeniem podstawowych wartości humanitarnych i etycznych w imię korzyści materialnych". 

REKLAMA

- Prawie połowa XXI wieku, środek Europy, koń wciąż ciągnie furmanki, pozostając ważnym środkiem transportu… Nie elementem kulturowym - np. jak w Kościeliskiej, gdzie niewielkie bryczki, swym wyglądem odwołujące się do tradycyjnych wozów z Podhala, a nie wielkie przerobione wozy drabiniaste, wożą turystów po dolinie – komentował swego czasu na swoim facebookowym profilu Marcin Kijowski, przewodnik tatrzański. 

W miniony weekend po sieci zaczęło krążyć zdjęcie przedstawiające wóz z turystami, ciągnięty przez wykończonego konia. Zwierzę dosłownie słaniało się na nogach, a w tym czasie uśmiechnięci pasażerowie robili sobie selfie. Ludzkie okrucieństwo na jednym obrazku? 

Sęk w tym, że fotografia była spreparowana, co było zresztą widać gołym okiem. I tak materiał wzbudził mnóstwo emocji, mimo że w tym czasie, w niedzielę, konie nie wyjechały w trasę właśnie z powodów wysokich temperatur. 

REKLAMA

Dezinformację prostowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska: 

W sieci pojawiły się nieprawdziwe informacje o sytuacji koni oraz zdjęcia wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Podkreślamy raz jeszcze: w niedzielę transport konny nad Morskie Oko jest całkowicie zawieszony, podobnie będzie w poniedziałek 29.06.br. Decyzja dotycząca wznowienia transportu w kolejnych dniach będzie uzależniona od warunków pogodowych w Tatrach. 

Resort przypomniał także o wskaźniku WBGT, opracowanym przez lekarzy weterynarii z udziałem przedstawiciela organizacji prozwierzęcych. Służy do "oceny obciążenia organizmu warunkami cieplnymi". W sobotę, jak relacjonowało ministerstwo, pomiary były wykonywane częściej niż raz na godzinę, a ich wartość nie zbliżyła się do granicznej. 

REKLAMA

To przykre, że próbuje się nagłośnić realny problem za sprawą sfałszowanych materiałów, które przedstawiają cierpienie tak naprawdę nieistniejących zwierząt. W żaden sposób tego typu działania nie pomagają, a jedynie sieją zamęt. Mogę sobie wyobrazić, że fotografia wcale nie miała poruszyć tych, którym dobrostan zwierząt leży na sercu. Chodziło wyłącznie o wywołanie skandalu: proszę, tyle gadają o tej ekologii, a tu co, cierpienie koni! Gdzie jest rząd, gdzie ministerstwo! 

Upiec można znacznie więcej pieczeni na tym jednym dezinformacyjnym ogniu.

To jeden z dobrze znanych mechanizmów dezinformacji klimatycznej. Gdy skutki zmiany klimatu stają się zbyt oczywiste, by je negować, zamiast rozmowy o faktach pojawia się chaos. Fałszywe zdjęcia, silne emocje, nieufność. Dyskusja przestaje dotyczyć rzeczywistego problemu i zamienia się w niekończące się sprawdzanie kolejnych sensacyjnych doniesień - zauważa resort.

REKLAMA

Dezinformacja nikomu nie pomoże, a tymczasem sprawa koni wymaga działań. Niby na trasie do Morskiego Oka wprowadzone miały zostać elektryczne busy, ale projekt ciągle się opóźnia. 

- Pracujemy nad realizacją porozumienia, w którym na wyższych partiach gór konie mają zostać zastąpione busami. Czekamy na busy - poinformowała w mediach społecznościowych Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu i środowiska. 

Tyle że czekamy od dłuższego czasu i doczekać się nie możemy. A konie jak woziły turystów, tak dalej wożą. 

REKLAMA

Czasowe ograniczenia wprowadzone zostały również w Krakowie

"Zgodnie z ostrzeżeniami dotyczącymi upałów aż do wtorku, 30 czerwca, włącznie zamknięty został stały postój dorożek na Rynku Głównym. Obowiązuje również zakaz przejazdu dorożek przez Rynek Główny, a także dodatkowo nieczynne są wszystkie postoje zastępcze" - poinformowało miasto.

Urząd Miasta Krakowa apeluje do wszystkich dorożkarzy, aby ze względu na bezpieczeństwo zwierząt, pasażerów i samych woźniców, rozważyli rezygnację z prowadzenia działalności w tym przedziale czasowym - podkreślono w komunikacie. 

REKLAMA

Byłem w Krakowie tydzień temu. Już wtedy było bardzo gorąco, choć nie aż tak, jak w miniony weekend. Konie woziły turystów i nie był to zbyt przyjemny widok dla oka, gdy w upale zwierzęta czekały na chętnych na przejazd. Zresztą ja nie jestem fanem tej rozrywki nawet wtedy, gdy temperatura jest bardziej do życia. 

Na szczęście nie tylko ja. W Krakowie znowu wraca temat zastąpienia zwierząt elektrycznymi dorożkami. Anna Plaszczyk z Fundacji Viva! zwracała uwagę, że na świecie miasta coraz częściej odchodzą od pracy koni w turystyce. 

- Kraków, będący turystyczną wizytówką Polski, nie może dłużej ignorować światowego trendu etycznej turystyki, ale także zmiany społecznej w Polsce, która zmierza w stronę bardziej skutecznej ochrony zwierząt i rezygnacji z ich wykorzystywania dla rozrywki człowieka - przekonuje Plaszczyk.

Jak możemy przeczytać na stronie miasta, Sabina Janeczko, rzeczniczka ds. Zwierząt w Urzędzie Miasta Krakowa, przekazała radnym, że umowy miasta z dorożkarzami obowiązują do października 2027 roku. Ci zaś nie zgadzają się na propozycje miasta aneksów do umów, które "zawierałyby zapisy bardziej chroniące dobrostan koni". 

REKLAMA

Za sprawą upałów i fałszywego obrazka więcej osób pochyliło się nad stanem zwierząt. Szkoda, że posłużyła do tego ilustracja zdarzenia, które się nie wydarzyło. Tymczasem rola koni w turystyce to problem całoroczny, wymagający odważnych działań. Niestety, mało kto chce się ich podjąć. 

Zdjęcie główne: Alexandra Lande / Shutterstock

REKLAMA
Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA