Rosja nie musi strzelać. MON ostrzega przed sabotażem w Polsce
Rosja wcale nie musi odpalać rakiet, żeby uderzyć w Polskę. Sabotaż, cyberataki i prowokacje mogą paraliżować nasze państwo bez wypowiadania wojny.

Wiceszef MON Stanisław Wziątek ostrzegł, że zagrożenie dywersją ze strony Rosji istnieje, a Polska musi liczyć się z incydentami sabotażowymi, cyberatakami i zagrożeniami dla infrastruktury krytycznej. To opis wojny prowadzonej pod progiem otwartego konfliktu.
Istnieje zagrożenie dywersji ze strony Rosji. Mogą pojawiać się incydenty o charakterze sabotażu, a także zagrożenia infrastruktury krytycznej. Prowokacje mają budować strach i brak jedności w Polsce, ale także w NATO i UE – powiedział Stanisław Wziątek.
Sabotaż to wojna bez komunikatu o wojnie
Sabotaż jest brudny, tani i niejednoznaczny. Rakieta zostawia oczywisty ślad, kolumna czołgów daje polityczną odpowiedź, akt dywersji można próbować przykryć przypadkiem, pożarem, awarią, błędem człowieka, działaniem samotnego sprawcy albo nieznanych osób.
Na tym właśnie Rosja gra najchętniej. Atak ma zaboleć, przestraszyć i zmusić państwo do reakcji, ale jednocześnie nie zawsze ma dawać prosty dowód, który natychmiast uruchomiłby polityczny i wojskowy automat odpowiedzi. To wojna w szarej strefie: za poważna, by ją ignorować, ale często zbyt rozmyta, by łatwo nazwać ją aktem wojny.
Właśnie dlatego ostrzeżenie MON jest tak istotne. Nie chodzi tylko o pojedyncze incydenty. Chodzi o schemat, w którym przeciwnik sprawdza, gdzie państwo ma słabe punkty: kolej, energetykę, telekomunikację, porty, lotniska, magazyny, logistykę wojskową, administrację, systemy sterowania i opinię publiczną.
Jak pisaliśmy w tekście: Wojna dotarła do Polski. Wysadzono tory, służby szukają sabotażystów, dywersja na kolei przestała być w Polsce tematem teoretycznym. Atak na torowisko nie musi wyglądać jak wielka operacja wojskowa. Wystarczy jedno wrażliwe miejsce, jeden ładunek, jedna przerwana linia i od razu pojawia się pytanie o transport, bezpieczeństwo ludzi oraz zdolność państwa do ochrony kluczowych szlaków.
Infrastruktura krytyczna to nie jakaś abstrakcyjna lista obiektów
Kiedy słyszymy infrastruktura krytyczna, wyobrażamy sobie jakieś tajne, wojskowe instalacje za płotem z drutem kolczastym. W rzeczywistości to znacznie szerszy system naczyń połączonych. Energia, paliwa, woda, kanalizacja, łączność, transport, żywność, ochrona zdrowia, administracja, finanse, systemy teleinformatyczne – to wszystko składa się na codzienne funkcjonowanie państwa.
Najgroźniejsze jest to, że przeciwnik nie musi niszczyć wszystkiego. Wystarczy uderzyć punktowo. Uszkodzić ważny odcinek kolei, zakłócić system sterowania, wywołać pożar, przeciąć kabel, zablokować lotnisko dronami, włamać się do systemu przemysłowego, sprowokować panikę wokół dostaw paliwa albo wody. Państwo nie pada wtedy od jednego ciosu, ale zaczyna tracić rytm.
W nowoczesnej wojnie infrastruktura cywilna i wojskowa są ze sobą splecione. Wojsko porusza się drogami i koleją, lotnictwo potrzebuje lotnisk i paliwa, dowodzenie wymaga łączności, mobilizacja wymaga administracji, szpitale są częścią odporności państwa, energetyka podtrzymuje wszystko. Dlatego właśnie sabotaż infrastruktury krytycznej jest tak atrakcyjny dla agresora. Pozwala uderzać nie tylko w wojsko, ale też w społeczeństwo, gospodarkę i zaufanie do instytucji.
Rosja gra na strachu i chaosie
Wziątek zwrócił uwagę na coś równie ważnego jak same akty sabotażu: prowokacje mają budować strach i brak jedności w Polsce, NATO i Unii Europejskiej. To sedno rosyjskiego działania. Sabotaż nie jest wyłącznie fizycznym uszkodzeniem obiektu. Jest komunikatem psychologicznym.
Po takim incydencie zaczynają się pytania: czy państwo panuje nad sytuacją? Czy służby wiedzą, co robią? Czy sojusznicy zareagują? Czy jesteśmy bezpieczni? Czy rząd coś ukrywa? Czy to na pewno Rosja, a może ktoś próbuje nas wciągnąć w wojnę? Właśnie w tę mgłę wchodzi propaganda.
Przeczytaj także:
Rosyjska operacja hybrydowa rzadko kiedy kończy się na samym zdarzeniu. Po zdarzeniu przychodzi narracja. Jedna ma ośmieszyć państwo, druga ma podważyć sojusze, trzecia ma oskarżyć Ukrainę, czwarta ma podzielić Polaków, piąta ma wmówić, że najlepiej nie prowokować Rosji, czyli de facto zgodzić się na szantaż.
Jak pisaliśmy w tekście: Polska szykuje się do nowego rodzaju wojny Generał mówi, na czym będzie polegała, współczesne pole walki dawno przestało kończyć się na linii okopów. Obejmuje cyberprzestrzeń, infrastrukturę, informację, logistykę, przestrzeń powietrzną, morze i codzienną odporność społeczeństwa.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Poppy Pix, Shutterstock.com
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.