REKLAMA

Niszczą powojenne dziedzictwo. Mieszkańcy chcą uratować wyjątkowy budynek 

Mania burzenia trwa w najlepsze, a zagrożone są nawet budynki niezwykle ważne dla historii miast. 

wyburzenie
REKLAMA

Deweloperzy bawią się miastami, jak dzieci klockami - pisaliśmy, komentując modę, która zalęgła się w polskich miastach. Biurowce czy galerie handlowe, które nie mają nawet 30 lat, zostają wyburzane. W ich miejscu postawione będą budynki, na których można lepiej i więcej zarobić. Deweloperzy zasłaniają się nierzadko ekologią i tłumaczą, że tak wszystkim wyjdzie na dobre - stare biurowce trudno dziś schłodzić, budowane były z myślą o innych czasach, są po prostu nieefektywne. Nowe będą pozbawione tych grzechów. Ale czy na pewno? Jaką mamy pewność, że za 30 lat znowu nie trzeba będzie burzyć, bo zmienią się trendy i mody? 

REKLAMA

Po co, jak i dla kogo budować - to pytanie jest niezwykle aktualne, ale trudno nie mieć wrażenia, że ewentualne wątpliwości schodzą na dalszy plan, ustępując miejsca zyskowi. Tylko to się liczy: ile się sprzeda, ile się zarobi, ile zaoszczędzi. Zapomina się o kosztach, które poniesiono przy budowie, nie przejmuje się późniejszymi konsekwencjami. W końcu zarobek będzie tu i teraz, a później być może ktoś inny będzie się martwił. 

Niestety, moda na wyburzanie sięga bardzo daleko i ogarnia nawet tych, którzy przynajmniej powinni zdawać sobie sprawę z efektów takich działań. Zajmująca się architekturą Maria Nowakowska nagłośniła plany Politechniki Łódzkiej dotyczące wydziału chemii. Budynek, będący pierwszym łódzkim powojennym obiektem robiącym efektem "wow", ma zostać wyburzony. 

Jak to jest możliwe, że Politechnika Łódzka, która przygotowuje kadry architektoniczne miasta, niszczy dziedzictwo, które sama stworzyła? Ile mamy tak udanych i ciekawych budynków z pierwszych lat powojennych, jak Wydział Chemii? Jakim cudem doszło do konsensusu w sprawie jego wyburzenia? Czy naprawdę wszystko, co cenne, musi być jak najrychlej wpisane do rejestru zabytków, nie ma już innych hamulców, niż prawne? Odrobiny namysłu i po prostu zwykłej pokory wobec owoców pracy poprzednich pokoleń? - pyta Nowakowska w swoim facebookowym wpisie. 

REKLAMA

Już powstała petycja ws. ochrony budynku

Budynek Wydziału Chemii nie jest wyłącznie obiektem użytkowym. To ważny element historii Łodzi i powojennej odbudowy miasta. Stanowi jeden z pierwszych powojennych przykładów architektury, która odważnie i nowocześnie przekształcała istniejącą substancję przemysłową, zamiast ją bezrefleksyjnie usuwać. Już w 1947 roku dokonano tu czegoś, co dziś określamy mianem zrównoważonej transformacji przestrzeni – dawną zabudowę fabryczną zaadaptowano i nadano jej nową funkcję oraz modernistyczny charakter. 

REKLAMA

Kiedyś dało się wykorzystać to, co jest, a dzisiaj mamy z tym wielkim problemy.

To niestety niejedyny smutny paradoks. W momencie, kiedy na własnej skórze szczególnie odczuwamy skutki zmian klimatu, ktoś wpada na pomysł, aby wyburzyć budynek i postawić nowy, zupełnie nie przejmując się konsekwencjami takiej decyzji. Właśnie na to zwrócono uwagę w petycji, podkreślając, że "rozbiórka i budowa nowego obiektu wiążą się z ogromnymi kosztami środowiskowymi, które powinny zostać szczegółowo przeanalizowane i przedstawione opinii publicznej". 

REKLAMA

Trudno również nie dostrzec symbolicznego wymiaru tej sprawy. Politechnika Łódzka jest uczelnią techniczną, która kształci przyszłych architektów, projektantów i inżynierów. To właśnie tutaj powinny być promowane postawy szacunku dla dziedzictwa, odpowiedzialności za środowisko oraz poszukiwania twórczych rozwiązań pozwalających zachować wartościowe elementy istniejącej przestrzeni. Decyzja o wyburzeniu budynku bez szerokiej dyskusji społecznej wysyła sygnał sprzeczny z tymi wartościami - czytamy w piśmie skierowanym do władz uczelni. 

Maria Nowakowska zwraca uwagę, że "rozwój [uczelni] nie powinien oznaczać automatycznej utraty obiektów posiadających znaczenie historyczne, architektoniczne i kulturowe".

REKLAMA

- Nie pozwólmy, aby z przestrzeni miasta zniknął budynek będący symbolem powojennej odbudowy, odwagi projektowej i twórczego wykorzystania istniejącej architektury. Dziedzictwo, raz utracone, nie może zostać odtworzone - zaapelowała w petycji. 

Gorzej, że dziedzictwem nikt specjalnie się nie przejmuje

Owszem, znajdziemy pełno haseł o tym, jak szanuje się przeszłość, odwołuje się do historii, próbuje się pogodzić stare z nowym. Deweloperzy specjalizują się w podobnych hasłach. A potem powstają takie potworki, jak ogromne bloczyska nad zabytkowymi murami. 

REKLAMA

I pozostaje się cieszyć, że przynajmniej nie zostały usunięte. Jak pokazuje najnowszy przykład z Łodzi, lekką ręką pozbywamy się wszystkiego, co wyjątkowe. 

I to bardzo, bardzo lekką ręką. W rozmowie z łódzką "Wyborczą" prof. Krzysztof Jóźwik, rektor Politechniki Łódzkiej, odpowiada, że innego wyjścia niby nie ma, bo budynek "jest w takim stanie technicznym, że grozi ludziom". Remont kosztowałby ok. 200 mln zł, a nowy da się postawić za ok. 75-80 mln zł.

Absurd naszych czasów: taniej zburzyć i postawić od nowa niż korzystać z tego, co jest.

Rektor dodał również, że jego zdaniem niczego nie można było robić, gdyby każdą rzecz nazywać dziedzictwem.

REKLAMA

Postępuję tak, jak pozwala mi gospodarka finansowa. Nie ma szans, żebym zdobył pieniądze na remont, a degrengolada budynku, który nie może być ogrzewany, postępuje bardzo szybko. Nie mam możliwości, by zasilać obiekt w ciepło i jednocześnie nic nim nie robić. To są jednak względy ekonomiczne - argumentuje.

Owszem, ale raczej to nie tak, że wszystko nazywa się dziś istotnym dziedzictwem. Tymczasem w przypadku obiektu zagrożonego rozbiórką takie opisy są zasadne.

Jak relacjonowała na swoim Facebooku Maria Nowakowska, w budynku rozpoczął się proces niszczenia wyposażenia i mebli. Utylizacja odbywała się na miejscu, "elementy lecą z okien do kontenerów".

REKLAMA

- Zamiast zrównoważonego rozwoju jest wstyd na całą Polskę - skomentowała.

Nie oznacza to jednak, że wszystko stracone. Do Wojewódzkiego Urząd Ochrony Zabytków w Łodzi został złożony wniosek o wpisanie budynku Wydziału Chemicznego Politechniki Łódzkiej do rejestru zabytków. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie szczęśliwe zakończenie. Przykre, że interwencja była konieczna i tak łatwo jest przymknąć oko na historię oraz dziedzictwo.

REKLAMA
Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA