Librus dostanie państwowego rywala. Ustawa przeszła przez Sejm
Sejm przyjął ustawę otwierającą drogę do państwowego eDziennika. System ma być bezpłatny, bez reklam i dostępny w mObywatelu. Nadchodzi ewolucja, a być może i rewolucja szkolnictwa.

Sejm otworzył właśnie drogę do uruchomienia bezpłatnego państwowego eDziennika. System ma działać również w aplikacjach mObywatel i mObywatel Junior, nie wyświetlać reklam i nie pobierać opłat za funkcje, które w komercyjnych aplikacjach bywają zamykane za abonamentem. To jeszcze nie koniec Librusa i Vulcana, ale ich pozycja właśnie przestała być tak mocna jak dotąd.
Sejm powiedział tak. Teraz kolej na Senat
Za przyjęciem nowelizacji Prawa oświatowego i ustawy o systemie informacji oświatowej zagłosowało 251 posłów. Przeciw było 24, a 168 wstrzymało się od głosu. Projekt trafi teraz do Senatu, a później (jeśli nie utknie po drodze) na biurko prezydenta.
Głosowanie nie uruchamia jeszcze oczywiście państwowego eDziennika. Daje jednak podstawę prawną do rozpoczęcia pilotażu w roku szkolnym 2026/2027. System ma zostać sprawdzony w około 40 placówkach. Dopiero po testach i poprawkach ma zostać szerzej udostępniony od września 2027 r.
We wrześniu rodzice nie usuną więc nagle aplikacji Librusa czy Vulcana, a szkoły nie przeniosą całej dokumentacji do państwowego systemu w jeden moment. Na początku będzie to ograniczony test na żywym organizmie szkoły, gdzie nawet drobna awaria potrafi sparaliżować wpisywanie frekwencji, ocen i wiadomości.
O planach stworzenia publicznego rozwiązania pisaliśmy już w maju. Wtedy był to jeszcze projekt. Później zgodę dał rząd, a teraz ustawę przyjął Sejm. Państwowy eDziennik przeszedł więc z etapu zapowiedzi do procesu wdrożeniowego.
Oceny i frekwencja mają trafić do mObywatela
Państwowa platforma ma pozwalać na prowadzenie dzienników lekcyjnych oraz dokumentacji związanej z nauczaniem, opieką i wychowaniem. Rodzice mają korzystać z niej przez mObywatela, a uczniowie również przez mObywatela Junior. W jednym miejscu powinny pojawić się m.in. oceny, frekwencja, plan lekcji i szkolne komunikaty.
System zostanie połączony z Systemem Informacji Oświatowej. Dzięki temu szkoła nie będzie musiała od początku przepisywać danych, które państwo już posiada. To może skrócić wdrożenie i ograniczyć liczbę błędów, choć jednocześnie zwiększa odpowiedzialność za ochronę informacji.
W szkolnym dzienniku nie ma przecież wyłącznie piątek z matematyki. Są dane dzieci i rodziców, informacje o nieobecnościach, zachowaniu, a czasem także o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Centralny system będzie więc musiał wytrzymać nie tylko poranny najazd użytkowników, lecz także próby wyłudzeń i przejmowania kont. Przejęte konto nauczyciela może posłużyć oszustom do wysyłania rodzicom wiarygodnych próśb o pieniądze. Państwowa platforma musi być wygodna, ale przede wszystkim dobrze weryfikować użytkowników i reagować na podejrzane logowania.
Librus i Vulcan nie znikną. Dostaną jednak konkurencję
Nowy eDziennik ma być bezpłatny dla szkół, rodziców i uczniów, pozbawiony reklam oraz dobrowolny. Placówki nadal będą mogły korzystać z komercyjnych systemów. Nikt nie nakaże dyrektorowi wyrzucić Librusa czy Vulcana, jeżeli szkoła uzna, że dotychczasowa platforma działa lepiej. Nie należy więc pisać nekrologu prywatnym dostawcom. Mają oni doświadczenie, rozbudowane funkcje i użytkowników przyzwyczajonych do konkretnych narzędzi. Część szkół może uznać, że migracja danych jest bardziej kłopotliwa, niż przedłużenie obecnej umowy.
Zmienia się jednak układ sił. Rodzice często dostają dziś bezpłatny dostęp do strony internetowej i płatny skrót do wygodniejszych funkcji w aplikacji. Powiadomienie o ocenie, szybkie usprawiedliwienie nieobecności czy odczytanie wiadomości potrafią trafiać do dodatkowego pakietu.
Jeżeli publiczny eDziennik będzie bezpłatny, stabilny i wygodny, komercyjni operatorzy będą musieli uzasadnić, za co pobierają pieniądze. Mogą odpowiedzieć lepszymi funkcjami, niższymi cenami albo nowym modelem usług. Nawet szkoły, które pozostaną przy Librusie lub Vulcanie, mogą na tym skorzystać.
Najtrudniejszy test odbędzie się w pokoju nauczycielskim
Projekt dopuszcza równoległe korzystanie z państwowego eDziennika i dotychczasowych rozwiązań. Związek Nauczycielstwa Polskiego ostrzega, że może to oznaczać dublowanie obowiązków: tę samą frekwencję, ocenę albo uwagę trzeba będzie wpisać w dwóch miejscach.
To byłby fatalny sposób prowadzenia pilotażu. Nauczyciel nie powinien pełnić funkcji darmowego testera, który po lekcjach przepisuje dane między systemami. Państwo musi zapewnić wsparcie techniczne, jasne procedury i realne ograniczenie dodatkowej pracy.
Przeczytaj także:
Sam pomysł państwowego eDziennika ma sens. Szkolna informacja nie powinna być towarem premium, a rodzic nie powinien płacić za powiadomienie, że dziecko dostało uwagę albo że zmieniła się godzina lekcji. Ustawa rozwiązuje jednak dopiero problem prawny. O tym, czy Librus rzeczywiście dostanie groźnego rywala, zdecydują nie posłowie, lecz pierwszy wrześniowy poranek, gdy do systemu spróbują zalogować się jednocześnie nauczyciele, uczniowie i rodzice.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Valentin Ivantsov, Pexels / Canva Pro
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.