REKLAMA

Na ISS działa najdziwniejsza lodówka świata. Chłodzi atomy prawie do zera

Cold Atom Lab to kosmiczne laboratorium kwantowe wielkości małej lodówki. Po modernizacji ma badać materię w warunkach niemożliwych na Ziemi.

Cold Atom Lab po modernizacji. ISS robi eksperymenty blisko zera
REKLAMA

Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej działa urządzenie, które wygląda mniej więcej jak mała lodówka, ale zamiast kanapek i napojów trzyma w środku jedne z najzimniejszych atomów we Wszechświecie. NASA nazywa je Cold Atom Lab. To kosmiczne laboratorium kwantowe właśnie dostało nową modernizację i ma chłodzić atomy prawie do zera absolutnego, tworzyć piąty stan materii i pozwalać naukowcom badać rzeczywistość tam, gdzie klasyczna intuicja kompletnie się kończy.

Zero absolutne to granica, przy której ruch cieplny cząstek jest minimalny. W praktyce nie da się go osiągnąć dokładnie, ale można podejść niewyobrażalnie blisko. A gdy atomy prawie przestają się poruszać, zaczynają ujawniać zachowania, których nie widać w codziennym świecie.

REKLAMA

Prawie zero, ale nie całkiem

W zwykłej lodówce mamy kilka st. C. W zamrażarce może być około -18 st. C. W przestrzeni kosmicznej tło mikrofalowe ma temperaturę około 2,7 K, czyli około -270 st. C. Cold Atom Lab idzie jeszcze dalej w sensie kontroli nad materią. To nie jest chłodzenie po prostu przez wystawienie czegoś na kosmiczne zimno. To seria precyzyjnych zabiegów laserowych, magnetycznych i próżniowych, które spowalniają atomy do granic absurdu.

Najpierw w laboratorium podgrzewa się metaliczny rubid albo potas, żeby wytworzyć gaz atomowy. Potem do gry wchodzą lasery dobrane do konkretnych częstotliwości. Brzmi paradoksalnie, bo laser kojarzy się z podgrzewaniem albo cięciem metalu, ale w fizyce atomowej można używać światła jak hamulca. Foton uderza w atom w odpowiedni sposób i zabiera mu część energii ruchu.

REKLAMA

Później chmura atomów trafia do pułapki magnetycznej. Kolejne techniki usuwają najbardziej energetyczne atomy i jeszcze bardziej obniżają energię całej chmury. W końcu atomy stają się tak zimne, że ich indywidualne zachowanie przestaje być najważniejsze. Zaczynają zachowywać się jak jedna wspólna fala materii.

Piąty stan materii naprawdę istnieje

W szkole uczymy się najczęściej o trzech stanach materii: ciele stałym, cieczy i gazie. Później dochodzi plazma, czyli stan znany z gwiazd, błyskawic i neonów. Kondensat Bosego-Einsteina jest czymś jeszcze innym. To piąty stan materii, przewidziany teoretycznie przez Satyendrę Natha Bosego i Alberta Einsteina, a po raz pierwszy wytworzony w laboratorium w 1995 r.

W kondensacie Bosego-Einsteina atomy schłodzone prawie do zera absolutnego wchodzą w ten sam stan kwantowy. Zamiast zachowywać się jak osobne maleńkie kulki, zaczynają tworzyć jeden większy obiekt kwantowy. To jest moment, w którym pojęcia znane z fizyki mikroskopowej nagle stają się widoczne w skali większej niż pojedynczy atom.

REKLAMA

Można powiedzieć, że kondensat Bosego-Einsteina jest czymś w rodzaju powiększonego okna na mechanikę kwantową. Pozwala obserwować fale materii, interferencję, subtelne oddziaływania i efekty, które normalnie giną w cieple, chaosie i ruchu.

Dlaczego trzeba było wynieść to na orbitę?

Na Ziemi też tworzy się kondensaty Bosego-Einsteina. Problem polega jednak na tym, że Ziemia ma grawitację. Dla nas to oczywiste tło codzienności, ale dla eksperymentów z ultrazimnymi atomami jest to potężne ograniczenie. Chmura atomów opada, deformuje się, trzeba ją stale podtrzymywać, a czas swobodnej obserwacji jest krótki.

Na ISS sytuacja wygląda inaczej. Stacja i wszystko, co jest w środku, znajduje się w stanie ciągłego spadania wokół Ziemi. Dzięki temu eksperymenty odbywają się w mikrograwitacji. Chmura atomów może pływać dłużej, rozszerzać się bardziej swobodnie i być obserwowana w warunkach trudnych albo niemożliwych do odtworzenia w ziemskim laboratorium.

REKLAMA

To właśnie daje Cold Atom Lab przewagę. Nie chodzi o to, że w kosmosie jest po prostu zimno. Chodzi o to, że w mikrograwitacji naukowcy mogą dłużej patrzeć na bardzo delikatne kwantowe fale materii, zanim eksperyment zostanie zaburzony przez opadanie pod wpływem grawitacji.

ISS jako laboratorium kwantowe?

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna kojarzy się nam z eksperymentami biologicznymi, medycyną kosmiczną, materiałami, uprawą roślin i testami technologii. Dzięki Cold Atom Lab ISS jest też laboratorium podstawowej fizyki kwantowej.

To jest bardzo ważne, bo mechanika kwantowa to fundament tranzystorów, laserów, mikroprocesorów, rezonansu magnetycznego, zegarów atomowych, GPS-u i wielu technologii, z których korzystamy codziennie, nawet jeśli o tym nie myślimy.

REKLAMA

Pisaliśmy o tym w tekście: Najdziwniejszy zegar świata ruszył. Ma szukać ciemnej materii. Precyzyjne pomiary atomowe i kwantowe zjawiska coraz częściej nie są abstrakcją, tylko narzędziem do mierzenia czasu, pól, sił, przyspieszeń i subtelnych odchyleń od znanych praw fizyki.

Cold Atom Lab działa w tym samym duchu. To nie jest zabawka do śrubowania rekordów zimna. To raczej narzędzie, które pozwala zajrzeć głębiej w naturę materii – zobaczyć, co się dzieje, gdy niemal całkowicie wyciszymy jej cieplny szum i damy kwantom wreszcie dojść do głosu.

Nowa modernizacja otwiera kolejne eksperymenty

NASA właśnie uruchomiła zmodernizowany Cold Atom Lab. To już 4. aktualizacja od czasu, gdy instrument trafił na ISS w 2018 r. Nowy moduł naukowy ma umożliwić eksperymenty, których wcześniej nie dało się wykonać. Zmieniono m.in. pułapkę magnetyczną, która pozwala kształtować chmury gazu kwantowego, oraz elementy będące źródłami atomów rubidu i potasu.

REKLAMA

W takich eksperymentach kształt pułapki ma ogromne znaczenie. Inna forma chmury atomów to inne oddziaływania, inna dynamika i szansa na sprawdzenie nowych właściwości materii. Jeśli naukowiec chce zobaczyć, jak kwantowy gaz zachowuje się w określonych warunkach, musi umieć bardzo dokładnie nadać mu odpowiedni kształt i punkt wyjścia.

Cold Atom Lab staje się bardziej elastycznym narzędziem. Może nie tylko produkować kondensat Bosego-Einsteina, ale też lepiej manipulować jego parametrami. A w fizyce kwantowej to właśnie kontrola jest wszystkim.

Atomy są podgrzewane, żeby później je zamrozić

Jednym z najbardziej przewrotnych elementów całego procesu jest to, że eksperyment zaczyna się od grzania. Metaliczny rubid albo potas jest podgrzewany do około 400 st. C, żeby powstał gaz atomowy. Dopiero potem ten gaz zostaje schłodzony do temperatur niewyobrażalnie bliskich zeru absolutnemu.

REKLAMA

To dobrze pokazuje, jak mało intuicyjna jest inżynieria takich eksperymentów. Nie wystarczy wziąć zimnej próbki i wrzucić jej do kosmicznej zamrażarki. Najpierw trzeba przygotować bardzo czysty, kontrolowany gaz atomowy. Potem izoluje się go w próżni, spowalnia laserami, łapie w pole magnetyczne i krok po kroku odbiera mu energię.

Każdy etap musi działać z ogromną precyzją. Jeśli lasery są źle dostrojone, to atomy nie będą się poprawnie chłodzić. Jeśli pułapka magnetyczna nie zadziała, chmura się rozpadnie. Jeśli układ próżniowy zawiedzie, zderzenia z obcymi cząstkami zniszczą eksperyment. A wszystko to dzieje się na stacji kosmicznej, setki kilometrów nad Ziemią, w urządzeniu obsługiwanym zdalnie.

REKLAMA

To jedna z najzimniejszych rzeczy w znanym Wszechświecie

Paradoks Cold Atom Lab polega na tym, że najzimniejsze miejsca nie muszą być najdalej od gwiazd. Najniższe temperatury osiągamy nie przez ucieczkę w kosmiczną pustkę, lecz przez laboratoryjną kontrolę. Przestrzeń międzygwiazdowa jest zimna, ale nie daje takiej precyzji. Cold Atom Lab potrafi stworzyć atomową chmurę zimniejszą niż naturalne tło kosmosu, bo aktywnie odbiera atomom energię.

To trochę tak, jakby na ISS działało małe okno prowadzące do ekstremalnej granicy fizyki. Po jednej stronie jest zwykła stacja: astronauci, laptopy, przewody, worki z eksperymentami, procedury dnia codziennego. Po drugiej stronie, w zamkniętej aparaturze, atomy prawie nieruchomieją i zaczynają tworzyć wspólny obiekt kwantowy.

W tym kontraście jest coś naprawdę pięknego. Najbardziej osobliwy stan materii powstaje nie w sercu gwiazdy ani przy czarnej dziurze, tylko w urządzeniu wielkości lodówki, zamontowanym na pokładzie kosmicznego laboratorium.

REKLAMA

Po co nam kwantowe fale materii?

Żeby lepiej zrozumieć naturę materii i żeby budować przyszłe technologie pomiarowe. Ultrazimne atomy mogą być podstawą niezwykle precyzyjnych czujników przyspieszenia, rotacji, czasu i grawitacji. Takie instrumenty mogą kiedyś pomagać w nawigacji, pomiarach pola grawitacyjnego Ziemi, badaniu wnętrz planet albo testowaniu fundamentalnych praw fizyki.

NASA wprost mówi o przyszłych interferometrach fal materii. To urządzenia, które wykorzystują falową naturę atomów podobnie jak klasyczne interferometry wykorzystują fale światła. Gdy atomy zachowują się jak fale, można rozdzielić ich drogi, ponownie je połączyć i odczytać z interferencji niezwykle subtelne informacje o ruchu, grawitacji czy przyspieszeniu.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Pisaliśmy o czujnikach kwantowych w tekście: Zbliżamy się do niemożliwego. To nowe odkrycie może zmienić nasze rozumienie grawitacji. Tam chodziło o ekstremalnie trudne pomiary grawitacji na granicy naszej obecnej wyobraźni eksperymentalnej. Cold Atom Lab jest częścią tej samej większej historii: im lepiej umiemy kontrolować pojedyncze atomy i ich fale, tym subtelniejsze zjawiska możemy próbować mierzyć.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA