Polska zbrojeniówka wreszcie z konkretami. Rosomak podwoił tempo
Polska zbrojeniówka bardzo często tylko obiecuje. Tym razem są liczby: produkcja Rosomaków przyspieszyła, a w planach są kolejne dostawy.

Polska zbrojeniówka przez lata była łatwym celem krytyki: że za wolno, że za dużo zapowiedzi, a za mało realnych efektów. Tym razem jednak z Siemianowic Śląskich płynie coś więcej niż deklaracje. Rosomak S.A. wyraźnie przyspieszył i w 2025 r. dostarczył 82 transportery Rosomak, czyli dokładnie dwa razy więcej niż rok wcześniej. Do tego dorzucono 41 lekkich pojazdów Legwan. W sytuacji, gdy każda brygada liczy sprzęt niemal co do sztuki, a wojna za wschodnią granicą brutalnie przypomniała, jak ważna jest skala, takie liczby naprawdę robią różnicę.
Rosomak wreszcie przyspieszył
Z najnowszych danych wynika, że 2025 r. był dla Rosomak S.A. wyraźnym skokiem produkcyjnym. Spółka dostarczyła 36 podwozi KTO Rosomak przeznaczonych pod zabudowę bezzałogowej wieży ZSSW-30, 19 artyleryjskich wozów rozpoznawczych AWR dla kompanijnych modułów ogniowych Rak, 10 wozów ewakuacji medycznej WEM, 11 wozów rozpoznania technicznego WRT i 6 wozów dowodzenia WD.
Łącznie daje to 82 transportery Rosomak. Dla porównania, w 2024 r. dostarczono 41 takich wozów. Matematyka jest tu bardzo prosta i bardzo dobra dla wojska: tempo zostało podwojone. W przypadku Legwanów wzrost również jest widoczny. W 2024 r. przekazano 16 pojazdów, a w 2025 r. już 41.
W polskiej modernizacji technicznej zbyt często kończy się na komunikatach o podpisanych umowach, ambitnych planach i imponujących liczbach rozpisanych na lata. Tym razem jest inaczej, bo mówimy o sprzęcie, który naprawdę zjeżdża z linii produkcyjnej i trafia do jednostek. A dla żołnierzy liczy się właśnie to, co stoi na placu.
To coś więcej niż zwykłe transportery
Rosomak już od bardzo dawna nie jest jednym pojazdem w jednej wersji. To cała rodzina wozów 8x8, która ma wozić piechotę, rozpoznawać cele, dowodzić, ewakuować rannych, wspierać techników i pracować w systemie artylerii. Właśnie dlatego sama liczba transporterów nie oddaje całej sprawy. Równie ważne jest to, jakie wersje trafiają do wojska.
Wozy AWR są częścią systemu Rak, czyli artylerii moździerzowej kalibru 120 mm. Wozy WEM służą do ewakuacji medycznej, WRT do rozpoznania technicznego i zabezpieczenia, a WD do dowodzenia. To nie są efektowne pojazdy z folderów, które najlepiej wyglądają na defiladzie. To zaplecze rzeczywistej walki. Bez nich batalion nie działa tak, jak powinien.
Na wojnie nie wystarczy mieć pojazd z armatą. Trzeba mieć wozy dowodzenia, ewakuacji, rozpoznania, naprawy, łączności i logistykę. Rosomak w wersji bojowej jest najbardziej medialny, ale cały sens tej platformy polega na tym, że można na niej budować rodzinę pojazdów dla różnych zadań.
ZSSW-30 zmienia Rosomaka z transportera w bojowy wóz
Najważniejszym elementem modernizacji pozostaje ZSSW-30, czyli polska bezzałogowa wieża opracowana przez Hutę Stalowa Wola we współpracy z WB Electronics. To ona robi z Rosomaka znacznie groźniejszy pojazd. Uzbrojenie obejmuje armatę automatyczną kalibru 30 mm, karabin maszynowy 7,62 mm i wyrzutnię przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike.
Pisaliśmy o tym w tekście: Nowe Rosomaki już polują. Zdalne wieże to topowa polska technologia. ZSSW-30 daje załodze nowoczesny system kierowania ogniem, obserwację termowizyjną, tryb hunter-killer i możliwość zwalczania celów opancerzonych. Najważniejsze jest jednak to, że wieża jest bezzałogowa. Załoga pozostaje niżej, w kadłubie, co zwiększa jej bezpieczeństwo.
Jeszcze w 2026 r. planowane jest dostarczenie 48 egzemplarzy KTO Rosomak pod zabudowę wież ZSSW-30 w ramach umowy na 58 wozów zawartej w 2024 r. Do tego ma dojść 7 pojazdów w ramach kończenia wcześniejszej umowy adaptacyjnej oraz 4 Rosomaki-L pod ZSSW-30. Łącznie mówimy o 59 Rosomakach przeznaczonych do montażu tej wieży.
Rosomak S.A. dostarcza podwozia. Integracja z wieżami odbywa się w Hucie Stalowa Wola, a dopiero później gotowe wozy trafiają do wojska. Oznacza to, że sukces całego programu zależy nie tylko od tempa pracy jednej fabryki, ale od sprawności całego łańcucha przemysłowego.
2026 r. ma być jeszcze mocniejszy
Plan na 2026 r. wygląda bardzo ambitnie. Oprócz 59 Rosomaków przeznaczonych pod ZSSW-30 spółka ma dostarczyć 11 wozów AWR, 8 wozów WEM oraz 12 wozów dowodzenia Abrams WDA dla batalionów wyposażonych w czołgi M1A1FEP i M1A2SEPv3. To razem 31 pojazdów specjalistycznych.
Do tego dochodzą 42 kolejne Legwany. Rosomak S.A. ma też realizować naprawy systemów wieżowych Hitfist-30P dla starszych KTO Rosomak oraz obrotnic dla wozów Rosomak M2 i M3. W planach pozostają również prace rozwojowe nad pojazdem rozpoznania skażeń RSK oraz działania związane z wydłużoną wersją Legwana.
Jeżeli te założenia zostaną utrzymane, 2026 r. nie będzie jedynie kontynuacją dobrego 2025 r., ale dalszym zwiększeniem skali. Oznacza to, że zakład w Siemianowicach Śląskich przestaje być tylko producentem jednego znanego transportera. Staje się ważnym węzłem produkcji pojazdów dla wojsk lądowych.
Legwan jest mniej medialny, ale bardzo potrzebny
W cieniu Rosomaka rośnie też Legwan. To lekki pojazd rozpoznawczy, polska wersja koreańskiego KLTV Raycolt. Nie ma pancerza i siły ognia Rosomaka, ale pełni inną funkcję: ma zastępować przestarzałe samochody terenowe, wspierać rozpoznanie, przewóz żołnierzy i zabudowy specjalistyczne.
Pisaliśmy o tym w tekście: Oto nowy podstawowy samochód terenowy Wojska Polskiego. To młodszy brat Rosomaka. Wojsko przez lata korzystało z wysłużonych Honkerów, które dawno przestały odpowiadać współczesnym wymaganiom. Legwan nie jest czołgiem ani bojowym wozem piechoty, ale dla armii masowej, rozbudowywanej i ćwiczącej na dużą skalę, taki pojazd jest równie potrzebny jak efektowniejsze systemy.
To także dobra informacja dla zakładu. Produkcja Legwanów zwiększa obciążenie, ale też dywersyfikuje portfel zamówień. Rosomak S.A. nie żyje już tylko transporterem 8x8. Ma w ręku lżejszy pojazd, który może wejść do wielu jednostek i wersji specjalistycznych.
Warunkiem dalszej gry była przede wszystkim licencja
Tempo produkcji byłoby niewiele warte, gdyby zabrakło podstawy prawnej do dalszego rozwijania Rosomaka. Właśnie dlatego tak ważne było przedłużenie umowy licencyjnej z Patrią. Obecne porozumienie miało wygasnąć z końcem 2028 r., a nowa umowa przedłuża możliwość produkcji do końca 2034 r.
Pisaliśmy o tym w tekście: Rosomak dostaje nowe życie. Świetna wiadomość dla Wojska Polskiego. Bez takiego porozumienia cały program wpadłby w niepewność dokładnie w momencie, w którym wojsko zamawia kolejne wozy, a przemysł próbuje zwiększać tempo. Przedłużenie licencji to warunek planowania produkcji, modernizacji i nowych wersji.
Rosomak wywodzi się z fińskiej Patrii AMV, ale przez lata stał się pojazdem mocno spolonizowanym, produkowanym i rozwijanym w kraju. To jeden z niewielu dużych programów pancernych, w których Polska ma doświadczenie przemysłowe, eksploatacyjne i modernizacyjne.
Liczby są dobre, ale potrzeb jest znacznie więcej
Nie warto jednak wpadać w samozachwyt. Podwojenie tempa dostaw w 2025 r. to świetny sygnał, ale potrzeby Wojska Polskiego są ogromne. Mówimy o rozbudowie jednostek, uzupełnianiu strat sprzętowych po przekazaniach dla Ukrainy, wymianie starych BWP-1, integracji nowych wież, tworzeniu wersji specjalistycznych i zapewnieniu zaplecza dla czołgów Abrams, K2, artylerii oraz nowych brygad.
Polska armia nie potrzebuje pojedynczych partii pojazdów. Potrzebuje powtarzalnej produkcji, stabilnych dostaw, amunicji, części zamiennych, szkolenia, serwisu i remontów. To jest najtrudniejsza część modernizacji. Kupić sprzęt jest trudno. Utrzymać go w gotowości przez 30 lat jest jeszcze trudniej.
Właśnie dlatego informacje o WEM, WRT, WD, AWR i naprawach wież Hitfist-30P są tak ważne. One pokazują, czy armia buduje system, czy tylko kolekcję efektownych pojazdów. Dobra wiadomość jest taka, że w sprawozdaniu widać nie tylko wozy bojowe, ale też zaplecze.
Polska zbrojeniówka musi dowozić, a nie tylko obiecywać
Aż 82 Rosomaki w 2025 r. wobec 41 rok wcześniej. 41 Legwanów wobec 16. Planowane 59 wozów pod ZSSW-30 i 31 specjalistycznych Rosomaków w 2026 r. Do tego 42 Legwany. To są dane, które można porównać i rozliczyć.
Polska zbrojeniówka ma dziś wyjątkową szansę, ale też wyjątkowo mało wymówek. Budżet obronny jest wysoki, zagrożenie jest oczywiste, polityczna zgoda na wzmacnianie armii szeroka, a potrzeby ogromne. Jeśli przemysł nie zwiększy mocy teraz, trudno będzie tłumaczyć to brakiem popytu.
Przeczytaj także:
Rosomak S.A. pokazuje, że przyspieszenie jest możliwe. Nie oznacza to jeszcze rozwiązania wszystkich problemów PGZ ani magicznego końca opóźnień w polskiej modernizacji. Oznacza jednak, że przynajmniej w tym fragmencie układanki widać rzeczywisty ruch.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: MON / X
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.