REKLAMA

System kaucyjny robi się dziwny. Zakupy rób z ustawą w ręku

System kaucyjny pokazuje kolejny paradoks. Mleko jest wyłączone, ale roślinny zamiennik w butelce PET już nie.

System kaucyjny ma nowy paradoks. Mleko nie, napój roślinny tak
REKLAMA

System kaucyjny miał być prosty: kupujesz napój w butelce albo puszce, płacisz kaucję, oddajesz opakowanie i odzyskujesz pieniądze. Tyle że im dłużej działa, tym więcej pojawia się sytuacji, które z punktu widzenia klienta wyglądają jak urzędnicza łamigłówka. Najnowszy przykład jest świetny: mleko w plastiku kaucji nie ma, ale napój roślinny, stojący często na tej samej półce i używany dokładnie tak samo, już może ją mieć.

REKLAMA

Mleko dostało wyjątek, roślinne zamienniki już nie

W polskim systemie kaucyjnym wyłączenie dotyczy mleka i produktów mlecznych. Chodzi m.in. o mleko, jogurty pitne, kefiry i podobne produkty, które po opróżnieniu opakowania mogą zostawiać szybko psujące się resztki. Zbieranie takich butelek w sklepach i automatach mogłoby oznaczać kłopoty sanitarne, brzydki zapach i zniechęcenie ludzi do korzystania z całego systemu.

Ten wyjątek nie obejmuje jednak napojów roślinnych. I tu zaczyna się całe zamieszanie. Napój owsiany, migdałowy czy sojowy może wyglądać dla klienta jak mleko, może być używany do kawy, płatków i gotowania jak mleko, ale w przepisach nie jest produktem mlecznym. Jeżeli trafi do butelki PET objętej systemem kaucyjnym i dostanie odpowiednie oznaczenie, przy kasie pojawi się dodatkowe 50 gr.

Właśnie dlatego cała ta sytuacja wygląda jak absurd, który aż prosi się o memy. System nie interesuje się tym, co stoi obok mleka w twojej lodówce ani czym zalewasz płatki. Liczy się tylko jedno: czy to napój w odpowiednim opakowaniu i czy nie łapie się na ustawowy wyjątek. Mleko ma specjalny immunitet. Roślinny zamiennik? Już nie.

REKLAMA

Klient widzi absurd, prawnik widzi definicję

Problem polega na tym, że klient nie robi zakupów z ustawą w ręku. Widzi butelkę po mleku bez kaucji i butelkę po napoju roślinnym z kaucją. Widzi dwa produkty o podobnym zastosowaniu, często od tej samej mleczarskiej marki, czasem nawet w podobnej pojemności. I naturalnie pyta: dlaczego jedno opakowanie mam oddawać do systemu, a drugiego nie?

REKLAMA

Chodzi przede wszystkim o to, że liczą się definicje prawne, a nie to, jak używamy produktu w kuchni. Produkt mleczny to coś innego niż napój, który zastępuje mleko. Dla konsumenta to może być zamiennik, ale dla systemu kaucyjnego to po prostu inna kategoria produktu.

Prawo potrzebuje granic. Handel potrzebuje prostoty. Klient potrzebuje jasnego sygnału. A na końcu dostaje etykietę, znaczek kaucji i konieczność pamiętania, że butelki po mleku nie wrzuca się do butelkomatu, ale butelkę po roślinnym napoju już można.

REKLAMA

Kaucja zależy od opakowania, nie od zdrowego rozsądku

Kaucja dotyczy plastikowych butelek do 3 l, puszek do 1 l i szklanych butelek wielokrotnego użytku do 1,5 l – o ile mają odpowiednie oznaczenie. Oznacza to tak naprawdę, że nie każdy napój roślinny automatycznie wpadnie do systemu. Karton po napoju owsianym to co innego niż butelka PET, a jednorazowa szklana butelka to nie to samo, co ta wielorazowa.

REKLAMA

Najważniejszy dla klienta jest więc znaczek na opakowaniu. To on mówi, czy kaucja została naliczona i ile można odzyskać. Jeżeli oznaczenia nie ma, sklep nie powinien zwrócić pieniędzy za takie opakowanie w systemie kaucyjnym. Jeżeli oznaczenie jest, opakowanie trzeba zachować w stanie pozwalającym na odczyt kodu i identyfikację produktu.

REKLAMA

Pisaliśmy o tym w tekście: System kaucyjny - wszystko, co musisz wiedzieć. Najważniejsza praktyczna zasada brzmi: nie zgniataj butelki i nie zrywaj etykiety, jeśli chcesz odzyskać kaucję. Automat albo punkt zbiórki musi rozpoznać opakowanie.

Sanitarny wyjątek brzmi rozsądnie, ale tworzy chaos

Wyłączenie mleka z systemu ma sens, jeśli spojrzeć na zaplecze sklepu. Butelki i puszki po wodzie, coli albo napoju energetycznym też mogą być brudne, ale resztki mleka psują się szybciej i pachną znacznie gorzej. Wystarczy wyobrazić sobie worek z pustymi butelkami po mleku stojący kilka godzin w ciepłym magazynie albo automacie, żeby zrozumieć, dlaczego branża handlowa i mleczarska biła na alarm.

REKLAMA

Problem polega jednak na tym, że taki wyjątek działa dobrze w uzasadnieniu, ale gorzej w praktyce. Skoro wyłączamy mleko ze względów sanitarnych, to klient może pytać, dlaczego napój roślinny nie budzi podobnych obaw. Przecież resztki napoju owsianego czy sojowego też nie są wodą mineralną. Też mogą fermentować, brudzić i zostawiać zapach.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Czy system jest zatem spójny? Z jednej strony przepisy potrzebują jasnej granicy. Z drugiej strony rynek nie stoi w miejscu. Napoje roślinne są coraz popularniejsze, coraz częściej trafiają do formatów gotowych do picia i coraz bardziej przypominają kategorię mleczną w codziennym użyciu. System kaucyjny zaczyna więc łapać produkty, które konsument mentalnie wrzuca do jednej szuflady z mlekiem.

*Źródło grafiki wprowadzającej: lenscap67, Getty Images, Canva Pro

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA