Samsung zrobił własnego Chrome'a. To niestety nie jest komplement
Przeglądarka Samsunga na Windowsa to zdecydowanie fajny dodatek dla zapalonych samsungowiczów. Jednak reszta zobaczy w Samsung Browser nakładkę na Google Chrome.

Na komputerze mam zainstalowane już cztery przeglądarki, a do tego jestem w zażyłej relacji z moim Galaxy S25 i Galaxy Watch 8. Dlatego gdy Samsung ogłosił wypuszczenie swojej przeglądarki na komputery z systemem Windows, wiedziałam że zainstaluję ją od razu po ogłoszeniu stabilnego wydania. Jednak fanbojstwo (fangirlstwo?) nie przysłoniło mi spojrzenia na przeglądarkę Koreańczyków - po kilku godzinach spędzonych z Samsung Internet na Windows mogę powiedzieć, że Samsung raczej tą przeglądarką rynku nie zawojuje.
Samsung Browser trochę się poczuł i wprosił się na mój dysk C
Proces instalacji przeglądarki Samsung Browser - jak oficjalnie brzmi nazwa Samsung Internet na Windowsa - nie różni się zbytnio od innych przeglądarek dostępnych na rynku. Pobrałam ze strony Samsunga instalator, uruchomiłam go i w ciągu kilku sekund przeglądarka była gotowa do użycia. Na plus fakt, że już na etapie instalacji przeglądarka zapytała o to czy chcę przenieść dane z Chrome, zalogować się do konta Samsung i włączyć wbudowany bloker reklam. Na minus fakt, że to jedyne, o co zapytała mnie przeglądarka - Samsung Browser automatycznie wszedł na dysk C bez opcji zmiany ścieżki instalacji, co mnie trochę zirytowało.

Oczywiście nie zniechęciłam się i kontynuowałam eksplorowanie przeglądarki. Po udanej instalacji powitał mnie ekran nowej karty, na której Samsung - oprócz paska wyszukiwania wyszukiwarki Google - przyczepił trzy skróty: Galaxy Shop, Google i YouTube. Kolejne, podobnie jak w Chrome mogę dorzucić za pomocą widocznego przycisku "+".

To... Chrome czy Samsung?
Samsung Browser oparta jest na projekcie Chromium, dlatego całe doświadczenie korzystania z przeglądarki wygląda bardzo podobnie do Chrome: pasek zakładek poniżej paska adresu, a na samej górze króluje lista otwartych kart. Tak jak w Chrome, tak i tu kompletna lista aktualnie otwartych kart dostępna jest w lewym górnym rogu okna. Jednak w przeciwieństwie do Chrome, informacje o obecnie zalogowanym użytkowniku i jego koncie również są w lewym górnym rogu ekranu.

Również odmiennie od Chrome, w Samsung Browser obecny jest pasek boczny, z którego użytkownik ma łatwy dostęp do asystenta AI (wymagającego dodatkowej instalacji i obecnie ograniczonego regionalnie) oraz do zsynchronizowanych urządzeń - w moim przypadku jedynie Galaxy S25. W założeniu, że nie ma się ani tego ani tego, pasek boczny w przeglądarce Samsunga może służyć jako trzeci pasek zakładek lub jako panel boczny do otwarcia drugiej strony internetowej. Albo można go odpiąć i zyskać trochę miejsca.

"Killer feature" Samsung Browser jest... okej. Po prostu okej
Najbardziej pompowanym przez Koreańczyków aspektem przeglądarki jest możliwość płynnego przesiadania się pomiędzy urządzeniami Samsunga, bez konieczności rozpoczynania nowej sesji - Samsung Internet na każdym urządzeniu zsynchronizuje nowe informacje takie jak zakładki czy historia, a także przywróci karty z innych urządzeń. By połączyć przeglądarkę z tą na tablecie czy smartfonie wystarczy z pomocą urządzenia mobilnego zeskanować kod QR (a jeżeli jest się staromodnym - zalogować się do konta Samsung lub Google), oraz mieć włączoną synchronizację z Samsung Cloud. Ta ostatnia jest do włączenia w ustawieniach przeglądarki na telefonie lub tablecie.

Samsung miał rację i rzeczywiście działa to płynnie, synchronizacja następuje stale i samoczynnie. Podgląd otwartych kart z telefonu można zobaczyć ze wcześniej wspomnianej listy aktualnie otwartych kart lub paska bocznego. Jednak bez instalacji dodatkowego oprogramowania, które - zgodnie z przekazem Samsunga - jest tylko dla Galaxy Booków, jest to tylko lista otwartych kart. Nie można np. wrócić do tego samego punktu gdzie skończyło się czytać artykuł, albo odtworzyć tekstu komentarza, który zaczęło się pisać na telefonie i chciało się skończyć na komputerze.


Przy typowym dla każdego z nas przeglądaniu internetu Samsung Browser jest po prostu przyjemna w korzystaniu i doświadczenie korzystania z niej niewiele różni się od Chrome. Przesiadając się z Chrome lub jakiejkolwiek innej przeglądarki opartej o Chromium, aplikacja Samsunga jest intuicyjna w użyciu i ewentualna zmiana przeglądarki nie będzie szokiem interfejsowym nawet dla największego laika.

By spróbować znaleźć jakieś większe różnice, postanowiłam poddać przeglądarkę testowi i sprawdzić, jakie obciążenia jest w stanie wytrzymać mając do dyspozycji 16 GB z 32 GB RAM oraz jeden z najmocniejszych procesorów dostępnych obecnie na rynku.
Test wyszedł zaskakująco smutno, bo po otwarciu ósmej karty - a siedem z ośmiu kart to filmiki na YouTube - Samsung Browser po prostu się zamknął.

Jednak po przywróceniu sesji i dodaniu kolejnych 17 kart youtube'a, livestreamów, dużych serwisów i ogromnego arkusza kalkulacyjnego przeglądarka nie zająknęła się ani na chwilę. Dlatego stawiam tezę, że program - pomimo wejścia z fazy beta testów - potrzebuje jeszcze dopracowania stabilności.
Samsung Browser ma w większości to, czego potrzebuje przeciętny użytkownik
Ponieważ Samsung Internet oparte jest na Chromium, przeglądarka umożliwia instalowanie dodatków przeznaczonych dla Google Chrome, Microsoft Edge, Brave oraz innych przeglądarek stojących na tym samym silniku. Moim ulubionym wbudowanym dodatkiem jest opcja robienia zrzutów ekranów całej strony, co u konkurencji często wymaga instalacji dodatków. W zamian za to Samsung poskąpił wbudowanego tłumacza. Przeglądarka posiada wbudowany czytnik plików PDF - pixel w pixel identyczny z tym z Chrome. Nie zabrakło także wsparcia dla Samsung Pass, czyli własnego menedżera haseł Samsunga.
Samsung Browser posiada również wbudowany bloker reklam, który jest efektywny w przeciwdziałaniu typowym, irytującym reklamom na stronach z treściami tekstowymi, lecz nieefektywny w starciu z YouTubem. Oprócz tego przeglądarka oferuje kilka funkcji zwiększających prywatność, w tym m.in. inteligentne zapobieganie śledzeniu, blokowanie przekierowań wstecznych czy blokadę wyskakujących okien.

W gruncie rzeczy Samsung Browser to trochę okrojony z narzędzi Googlowskich i opędzlowany logiem Samsunga Google Chrome
A to, zależnie od punktu widzenia, może być pozytywne albo negatywne. Z jednej strony można zarzucić Samsungowi lenistwo i stworzenie produktu, który na rynek cierpiący od stagnacji wprowadza kolejnego klona Chrome'a. Z drugiej strony warto sobie zadać pytanie: kto z tej przeglądarki będzie korzystał?
Będą to głównie ludzie posiadający sprzęt Samsunga - prawdopodobnie więcej niż jeden - którzy z chęci dopełnienia swojego ekosystemu (lub pokazania applowcom "Samsung też potrafi") przesiądą się z Chrome na Samsung Browser i Samsung Internet. I z tej perspektywy zrobienie klona przeglądarki Google'a to całkiem dobry krok, bo nowi użytkownicy szybko przyzwyczają się do nowego-starego środowiska.
Jednak fakt faktem, nie jest to ziemia obiecana - w momencie gdy nie ma się ani jednego urządzenia Samsunga (albo ma się, ale nie korzysta się z Samsung Internet), Samsung Browser staje się po prostu bardzo skromną nakładką na Chromium, a więc i przeglądarką znacznie mniej atrakcyjną niż Chrome, Edge, Opera, Brave czy Vivaldi. Pozostaje mieć nadzieje, że Samsung Browser na Windows to dla Samsunga coś więcej niż tylko sposób na zwiększenie bazy użytkowników i wraz z upływem czasu będę mogła ponownie przetestować przeglądarkę, by powiedzieć "tak, jest ona warta przesiadki".
Więcej na temat przeglądarek internetowych:



















