Wiadomości

Mały i niedrogi – taki będzie pierwszy elektryczny model Toyoty

Wiadomości 24.12.2020 125 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 24.12.2020

Mały i niedrogi – taki będzie pierwszy elektryczny model Toyoty

Adam Majcherek
Adam Majcherek24.12.2020
125 interakcji Dołącz do dyskusji

W sumie to czwarty, ale jednocześnie pierwszy elektryczny model Toyoty. Zależy jak na to spojrzeć.

Doświadczeń z elektryfikacją gamy Toyota ma mnóstwo, ale wciąż nie kupimy w jej salonie żadnego modelu czerpiącego energię wyłącznie z akumulatorów. To znaczy kupimy, o ile będzie to salon należącego do Toyoty Lexusa i wybierzemy model UX 300e. Albo jeśli uprzemy się na zakup Miraia, który co do zasady jest elektryczny, ale prąd produkuje sobie sam z ogniw elektrycznych, nie czerpie go z akumulatorów ładowanych z gniazdka. Ewentualnie możemy uprzeć się jeszcze bardziej i kupić w Chinach elektryczną odmianę modelu C-HR.

Czyli kupimy, ale albo nie Toyotę, albo nie elektryczną w najpopularniejszym rozumieniu pojęcia samochód elektryczny, albo taką, która będzie adaptacją zwykłego modelu na potrzeby elektromobilności.

Ta czwarta, o której mowa w tytule, będzie pierwszą opracowaną od podstaw jako model elektryczny i zaprojektowaną wyłącznie jako taki

Toyota nie widzi specjalnie potrzeby szybkiego wdrażania modeli elektrycznych. Prezes Akio Toyoda stwierdził kilka dni temu, że są one zagrożeniem dla obecnego modelu funkcjonowania branży motoryzacyjnej. Do tego, według niego im więcej ich powstanie, tym większy będzie problem emisji dwutlenku węgla. Z pewnością Toyota ma na to jakieś swoje badania.

Niemniej jednak naciski ze strony rządu Japonii, czy plany Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, wymuszają na Toyocie elektryfikację gamy. W odpowiedzi Japończycy w przyszłym roku dostaną więc to:

elektryczny model Toyoty

Może niekoniecznie identyczny model, ale coś w tym stylu, czyli ładowanego z gniazdka kei cara.

Żeby samochód elektryczny zapewniał naprawdę duży zasięg, musi być drogi, bo potrzebuje wielu drogich akumulatorów. Toyota proponuje więc auto o niewielkim zasięgu, ale i niewysokiej cenie. Wulingowi udało się to w Chinach, może Toyocie uda się w Japonii.

Ma to być kei car, czyli samochód z uprzywilejowanej w Japonii kategorii maluchów, które są superpraktyczne w mieście, ale znacznie tańsze w utrzymaniu niż pełnowymiarowe auta. Kei carami świetnie się manewruje, da się je zaparkować praktycznie wszędzie i tak czy inaczej mało kto wypuszcza się nimi w dalekie trasy. Dlatego według Toyoty w przypadku takiego elektryka sprawę powinny załatwić akumulatory dające zasięg 100 km i cena wynosząca ok. 1,6 mln jenów, czyli jakieś 60 tys. zł.

Małe, miejskie, elektryczne – brzmi trochę jak Renault Twizy

Tyle tylko, że Renault Twizy to świetny przykład połączenia wszystkich wad samochodu z wszystkimi wadami motocykla. Jest dwumiejscowe, z założenia nie ma drzwi, więc nie izoluje od otoczenia, przez co nie jest pogodoodporne. Jednocześnie jest na tyle szerokie, że gdy nie porusza się pasem dla aut elektrycznych, musi stać w korku jak zwykły samochód.

Liczę na to, że z tym nowym modelem Toyota odważy się pojawić również w Europie

Kei cary jakoś się u nas dotąd nie przyjęły, bo nikt nie widział potrzeby jeżdżenia malutkim sześcianem. Ale dziś, gdy ten sześcian będzie uprzywilejowany na ulicach, a jednak tańszy od małych samochodów elektrycznych przygotowanych według europejskiej recepty, a przy tym porównywalnie praktyczny, to może powstanie nowa moda? I może kiedyś wszyscy będziemy jeździć elektrycznymi autkami typu Suzuki Hustler, Honda N-Box, czy Mitsubishi K-Wagon, albo Toyota Pixis? To by było coś!

tokyo motor show 2019

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać