Samochody używane

Wszystko, co zepsuło się w mojej Alfie Romeo 159

Samochody używane 27.02.2020 382 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 27.02.2020

Wszystko, co zepsuło się w mojej Alfie Romeo 159

Piotr Barycki
Piotr Barycki27.02.2020
382 interakcje Dołącz do dyskusji

Sprawdźmy, czy WordPress faktycznie ma limit znaków dla wpisu.

Wstępu nie będzie, bo o moich 159 pisałem już chociażby tu i tu. Więc przejdźmy do konkretów, które spisałem z faktur, pamięci i luźnych, losowych notatek. Możliwe, że nie ma na tej liście wszystkiego, ale starałem się nie przegapić nawet najmniejszych drobiazgów.

Na wszelki tylko wypadek zaznaczę, że mam dość niezdrowy stosunek do utrzymywania auta w odpowiedniej kondycji. Jeśli tylko coś mi się nie podoba – staram się od razu usunąć problem. Nawet jeśli mam wymienić pięć części, które działają, tylko po to, żeby winna okazała się szósta, to i tak mi to pasuje – w końcu mam pięć nowych części, które prędzej czy później i tak by się zużyły. Jeśli ktoś mi mówi „jeździć, obserwować”, to przeważnie więcej do danego serwisu nie przyjeżdżam.

Moje przesadzone podejście najlepiej chyba obrazuje ostatni dialog w ASO, do którego pojechałem zrobić przegląd:

  • Dzień dobry, chciałem zrobić przegląd 159.
  • Rejestracyjny czy dla określonego przebiegu?
  • Nie, taki o, przy okazji.
  • A coś autu dolega?
  • Nie, nic.
  • Coś niepokojącego?
  • Nie, nic.
  • Coś trzeba wymienić?
  • Nie, nic.
  • To co mamy sprawdzić?
  • Wszystko.

Nie umiem wprawdzie czytać w myślach, ale podejrzewam, że sprzedawca nie bardzo rozumiał, co w ogóle robię w takim razie w ASO, ale kasa to kasa, klient nasz pan i tak dalej.

Wszystko, co zepsuło się w mojej Alfie.

czy warto kupić diesla chip diesel

Podzieliłem na wszelki wypadek listę na kategorie wagowo-cenowe, żeby było łatwiej ocenić, co faktycznie było nieprzyjemną, kosztowną usterką, a co tylko moją fanaberią albo drobnostką.

Nie rozdzielam przy tym za bardzo, czy problemy dotyczyły pierwszej, czy drugiej Alfy, bo część jest wspólna dla większości egzemplarzy. Jeśli jednak któraś awaria była poważniejsza – zaznaczam dotknięty model.

Nie uwzględniam przy tym standardowego serwisu, czyli olejów, filtrów, żarówek, tarczy i klocków hamulcowych, etc. Na potrzeby tego tekstu przyjmijmy też, że lawetowanie to nie jest standardowa czynność serwisowa.

Uwaga – kwoty są raczej orientacyjne. Pewnie dało się taniej, pewnie dało się też drożej.

Uwaga numer 2 – od razu odpowiadam na dwa typy komentarzy. Nieprawda, miałem 159 i nic się w niej nigdy nie psuło – moja odpowiedź: to dobrze. Nieprawda, miałem 159 i wszystko w niej się sypało – to niedobrze. Ok, to to mamy już za sobą.

Rzeczy drobne. Drobne i tanie.

Z najświeższych wydatków – listewka/uszczelka przy dolnej, zewnętrznej części okna (tego na wysokości kanapy z tyłu). Powód? Wewnątrz gumowej części włożone jest metalowe usztywnienie, które niezbyt lubi wodę, przez co uszczelka niezbyt estetycznie punktowo się wybrzusza. Można było z tym jeździć, ale po prostu mi się nie podobało, a koszt to ok. 200 zł, natomiast sama wymiana jest banalna i zajmuje 30 sekund. Podobno problem ten pojawia się też w autach innych marek (ach, zaczynam pisać po alfowemu…).

W pierwszym egzemplarzu wymieniłem też wkład lusterka (ok. 100 zł), bo po 10 latach od wyjazdu z salonu zaczynało je nieestetycznie podżerać. W tym nowszym nie mam z tym (jeszcze) problemów, natomiast wkład był wymieniany, bo drgał przy wyższych prędkościach, czym… po prostu mnie denerwował.

Podobna sytuacja ma miejsce z okrągłymi kratkami nawiewów, przy czym to głównie moja wina. Montuję na nich uchwyt z dużym i ciężkim telefonem, czego te po prostu nie wytrzymują. Schemat jest zawsze ten sam – montuję telefon na uchwycie na kratce, ta po jakimś czasie nie wytrzymuje, przekładam więc telefon na drugą, a poprzednią kratkę wymieniam. Na szczęście są one stosunkowo tanie, a używane kosztują grosze (20-40 zł). Wymiana też jest banalnie prosta, wystarczy wieszak. Serio.

Od kilku miesięcy zabieram się też za wymianę tylnego znaczka Alfy Romeo. Dawno już stracił swój kolor, a niedługo pewnie straci i resztki przedstawionej na nim grafiki. Oczywiście znaczek już kupiłem (chyba 50 zł, bez całego mechanizmu), jakieś 4 miesiące temu, ale jakoś nie znalazłem czasu i ochoty, żeby bawić się w jego wymienianie. Na pewno na wiosnę to zrobię, chociaż nie wiem jeszcze, którego roku będzie to wiosna.

Z innych drobiazgów wymieniłem jeszcze (w tej starszej 159) daszek przeciwsłoneczny od strony kierowcy (opadał, wymieniłem na używany za kilkadziesiąt złotych), siłowniki klapy bagażnika (bardzo, bardzo nie polecam zamienników, nowe, oryginalne – chyba ok. 120-150 zł), ograniczniki drzwi (działają, ale nieprzyjemnie strzelają, w nowszej też niedługo mnie to czeka) oraz musiałem kupić jeden odbojnik klapy bagażnika (kilkadziesiąt złotych w ASO), bo po prostu go nie było. Nie wiem, czy ktoś go kiedyś odkręcił i zgubił – w każdym razie zorientowałem się, że go nie ma.

Póki co jest nieźle – większość tych usterek wynikała albo z mojego użytkowania, albo była rzeczami, na które sporo osób w używanych samochodach po prostu się godzi, bo nowe są w salonie.

Rzeczy trochę poważniejsze, ale nie krytyczne.

Czyli takie, przez awarię których raczej nie trafiłem na lawetę, ale trudno uznać, że ich nie ma.

Podstawowy problem – klimatyzacja, która wydaje w trakcie pracy charakterystyczny, irytujący odgłos. Usterka z kategorii problem znany, było milion razy na forum, wystarczy poczytać, przy czym nie zawsze jest proste rozwiązanie. Tzn. jest, ale polega mniej więcej na wymienianiu kolejnych części po kolei i sprawdzaniu, co pomoże. Albo wymianie wszystkiego jednocześnie i zobaczeniu, czy nie pęknie nam od tego portfel.

W temacie klimatyzacji w starszej 159 musiałem wymienić uszkodzony przewód klimatyzacji (niestety ok. 500 zł). Uszczelnienia wymagał też cieknący układ wspomagania.

Tuż przed jednym z wyjazdów nieprzyjemnie zaskoczył mnie natomiast… mechanizm podnoszenia tylnej szyby. Przed podróżą postanowiłem umyć auto, ustawiłem się w kolejce na myjnię, z nudów otworzyłem wszystkie okna, zamknąłem je, przy czym zamknęły się wszystkie oprócz jednego. Udało mi się szczęśliwie wcisnąć w kolejkę do mechanika (gdyby wydawał złote karty dla stałych klientów, pewnie dostałym takie) i po szybkim rozebraniu boczka drzwi okazało się, że linka służąca do podnoszenia szyby najwyraźniej spadła z któregoś z elementów prowadzących i rozpoczęła niezbyt udany kurs nauki wiązania węzłów. Nawet mechanik był pod wielkim wrażeniem, bo nigdy czegoś podobnego nie widział. Cała akcja ratunkowa, o ile dobrze pamietam, kosztowała ok. 300 zł.

Do tej samej kategorii zaliczę też czyszczenie jednego zacisków hamulcowych – był po prostu zapieczony.

Rzeczy poważniejsze, ale raczej eksploatacyjne (choć czasem zbyt szybko).

Tego będzie więcej, ale przypomnę tylko szybko, że pierwsza z moich Alf była w moich rękach do przebiegu ok. 270 000 km – przynajmniej według pokładowego licznika.

Na pierwszy ogień – półosie. Wymieniłem je już w jednej i drugiej 159. Nie wiem, czy to kwestia mojego stylu jazdy, ale internet zna pełno takich przypadków, więc zakładam, że jest to element raczej dość szybko się zużywający. I drogi, jeżeli od razu robimy cały komplet.

Z czasem też w pierwszej 159 musiałem regenerować przekładnię kierowniczą (koszt ok. 2000 zł ze wszystkim), a także wymienić dwumas i sprzęgło, co było chyba jednym z poważniejszych wydatków w mojej alfowej historii (okolice 3 albo 4 tys. zł). Przy czym zakładam, że trochę sam przyczyniłem się do śmierci dwumasowego koła zamachowego – wiecie, pierwszy diesel, manualna skrzynia biegów. To się mogło tak skończyć.

W tym samym egzemplarzu czyszczony i ostatecznie wymieniony został EGR (ok. 400-500 zł), wymieniony na nowy został termostat (ok. 150 zł), czyszczona była przepustnica/klapa gasząca (nic się jej chyba nie działo, ale uznałem, że w sumie można), wymieniono na nowe świece żarowe, regulowane były okresowo luzy zaworowe, wymieniony został tłumik końcowy (ok. 500 zł), a także wymieniono koło pasowe wału korbowego i pasek. Przy czym temu ostatniemu nic się nie działo, ale przy wysokich przebiegach podobno lepiej wymienić, a nie jest to wielka inwestycja.

Jeśli natomiast chodzi o zawieszenie i resztę układ kierowniczego, to tutaj napraw jak na używaną Alfę nie było zbyt wiele. Wymieniane były końcówki drążków kierowniczych, raz wymieniłem dolny wahacz (ok. 1700 zł, przy przebiegu ok. 260 000 km), raz wymieniłem górny wahacz (ok. 700 zł, już w tej nowszej, ale doskonale wiem, kiedy go mechanicznie uszkodziłem), a pod sam koniec życia pierwszej 159 wymieniłem jeszcze przednie amortyzatory – te, które poleciały do kosza, były jeszcze fabryczne.

Rzeczy poważne, ale takie, o których wie się wcześniej.

I takie, które nie są zbyt powszechnie rozumiane jako pierwszy serwis.

W przypadku mojej nowszej 159 z silnikiem 2.0 JTDm chodzi oczywiście o wymianę uszczelki smoka pompy oleju. Jeśli się o tym zapomni, można dość krótko cieszyć się autem.

Najpoważniejsze awarie

Bezapelacyjnie największą awarią było opisywane już przeze mnie uszkodzenie bloku silnika. Niestety nigdy nie poznałem przyczyny tej awarii, bo po prostu pozbyłem się ciała i rzuciłem się niemal natychmiast na nową 159.

Druga awaria uniemożliwiająca jazdę wynikała natomiast z błędu mechaników, którzy przy wymianie sprzęgła (o ile dobrze pamiętam) nie skręcili wszystkiego prawidłowo, czego efektem było pozbycie się przez Alfę niezbędnych do życia płynów. Koszt naprawy – jakieś 100 zł, czyli mniej, niż zapłaciłem za lawetę do serwisu.

Wrzucam to jednak w kategorię z poważnymi awariami, bo raz, że uniemożliwiło to jazdę, a dwa, że miało to miejsce podczas spotkania integracyjnego Spider’s Web, w związku z czym do dziś przy okazji kolejnych spotkań jestem często pytany, czy na pewno dojadę, czy może wolałbym jednak pojechać pociągiem.

Lawetowania

O ile pamięć mnie nie zawodzi – tylko dwa razy, w przypadkach opisanych powyżej. Ok, trzy, jeśli liczyć dowiezienie auta do miejsca jego ostatecznego zbycia.

Co zabawne, wychodzi na to, że moje 159 jeżdżą rzadziej na lawecie niż używana w mojej rodzinie Honda Jazz. Mam nawet na telefonie małą galerię zdjęć z Jazzem na lawecie i stojącą obok ratunkową Alfą 159.

Kto by pomyślał.

Ile kosztowało mnie do tej pory utrzymanie Alfy Romeo 159?

Nie wiem, nigdy nie próbowałem tego podsumować.

Za to po zgonie pierwszej 159 policzyłem sobie, czy bardziej opłaciło mi się jeżdżenie nią, czy kupienie średnio dobrze wyposażonej Fabii w wersji kombi. I wyszło, że wcale nie zrobiłem złego interesu, o ile kupno jakiegokolwiek auta można nazwać w ogóle interesem.

Czy jestem rozczarowany awaryjnością?

Niespecjalnie, szczególnie biorąc pod uwagę to, co mówi się powszechnie o Alfach. Może i mam z jakiegoś powodu nadmiarowy margines tolerancji, ale pamiętajmy, że mowa o 10-letnich i starszych autach z dieslem pod maską.

Nie wygrałbym wprawdzie dyskusji o bezawaryjności np. z posiadaczem hybrydowej Toyoty, ale jeśli okroić powyższą listę z czynności niekoniecznie niezbędnych w używanym aucie, to – ok, pomijając awarię silnika, która jest raczej pechowym, jednostkowym przypadkiem – nie jest przerażająco.

Oczywiście wolałbym po prostu lać paliwo i jeździć, ale ludzie pragną wielu różnych rzeczy i nie zawsze je dostają.

Czy kupiłbym jeszcze raz 159?

Może trochę tym razem zmienię to pytanie na „czy czuję w ogóle potrzebę zmiany 159 na coś innego”?

Z jednej strony – tak, ale głównie dlatego, że brakuje mi kilku dodatków znanych z nowszych samochodów. Z radością przywitałbym chociażby bezkluczykowy dostęp i HUD, których w 159 nie znajdę. Chętnie zrezygnowałbym też z machania lewarkiem zmiany biegów, ale niestety ani w 2.0, ani w 1.75 (a tylko takie wersje wchodziły ewentualnie w grę) taka konfiguracja nie występowała. Zresztą montowany w 159 Aisin jest bardzo pod każdym względem przeciętny.

Trochę żałuję też, że mój aktualny egzemplarz nie ma elektrycznie sterowanych foteli z pamięcią, ba, nie ma tych foteli nawet podgrzewanych. Szkoda też, że jeśli chciałbym wstawić radio z CarPlayem, to będzie ono umieszczone bardzo nisko, przez co korzystanie z niego w trakcie jazdy będzie mniej wygodne. Tęsknię też trochę za lakierem z mojej poprzedniej 159…

Z drugiej natomiast strony, tym bardziej, że aktualna Alfa niespecjalnie chce się psuć, trudno mi znaleźć pretekst, żeby się jej pozbyć. Silnik jest całkiem w porządku i nie pali zbyt wiele, miejsca jest dla mnie całkowicie wystarczająco, wyposażenie jest ok, prowadzenie jest ponadprzeciętne w tej klasie (choć nie wybitne), wnętrze i zewnętrze trzyma się stylistycznie wciąż dobrze, a do tego to po prostu przyjemne i wygodne auto na dłuższe i krótsze podróże.

Owszem, czasem jeżdżąc autem testowym, które z różnych powodów przypadnie mi do gustu, przechodzi mi przez myśl cholera, trzeba sprzedać 159 i przesiąść się do tego. Ale potem wsiadam do 159 i zastanawiam się, skąd w ogóle wzięła się ta myśl…

PS. Chyba jednak sporo zabrakło do limitu znaków w wordpressowym wpisie. Liczyliście na całą książkę?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać