Rynek tabletów runął. Tak źle nie było od lat
Tablety miały wrócić do łask, ale odbicie właśnie gwałtownie wyhamowało. Globalne dostawy spadły aż o 23 proc., a producenci mają problem większy niż chwilowy brak zainteresowania klientów.

Jeszcze rok temu można było opowiadać całkiem przekonującą historię o renesansie tabletów. W trzecim kwartale 2025 r. producenci dostarczyli na światowy rynek 40 mln urządzeń, notując 5,1-procentowy wzrost rok do roku i siódmy kolejny kwartał na plusie. Biuro analityczne Omdia mówiło wtedy wręcz o dwóch latach nieprzerwanego wzrostu.
Dwanaście miesięcy później sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W trzecim kwartale 2026 r. globalne dostawy tabletów spadły do 32 mln sztuk, czyli o 23 proc. rok do roku. Jest to najniższy poziom od niemal trzech lat. Szczególnie mocno oberwały Bliski Wschód, Chiny i Europa Zachodnia.
Czytaj też:
Co gorsza, nie jest to pojedynczy słaby kwartał, który można zrzucić na kalendarz premier albo niefortunny zbieg okoliczności. Kwartał wcześniej rynek skurczył się o 10 proc., a Omdia nie spodziewa się jego istotnego odbicia przed 2028 r.
Tablet znowu przegrywa walkę o uwagę producentów
Wyniki są tym ciekawsze, że problemy rynku trudno sprowadzić do prostego stwierdzenia: ludzie nie chcą już tabletów. W analizie Omdii mocno wybrzmiewa bowiem drugi problem, czyli ograniczenia podażowe. Według firmy badawczej coraz trudniejsze warunki sprawiają, że w strategicznych planach producentów na 2026 i 2027 r. tablety schodzą na dalszy plan.

To dość niewdzięczna pozycja. Tablet siedzi między telefonem będącym dla większości osób komputerem pierwszej potrzeby a pecetem, który wciąż trudno zastąpić w wielu profesjonalnych zastosowaniach. Kiedy komponenty drożeją albo ich dostępność staje się problemem, producent musi zdecydować, gdzie skierować zasoby. Tablet niekoniecznie będzie pierwszy w kolejce.
Problem z komponentami nie ogranicza się przy tym do samych tabletów. W lipcu 2026 r. Omdia prognozowała wzrost cen pamięci, procesorów i innych podzespołów komputerowych, wskazując jednocześnie, że rosnące ceny pecetów osłabiają popyt konsumencki. Firma oczekiwała również spadku dostaw wyświetlaczy do tabletów w całym 2026 r. o 3,8 proc.
Powstaje więc wyjątkowo nieprzyjemne sprzężenie zwrotne. Problemy podażowe utrudniają stworzenie atrakcyjniejszego produktu, a mało atrakcyjne nowe generacje nie dają klientom szczególnie mocnego powodu do wydawania pieniędzy.
Nowe tablety są. Powodów do wymiany jest mniej
To chyba najważniejszy element całej układanki. Bo trudno powiedzieć, że producenci niczego w ostatnich miesiącach nie pokazali. Omdia wymienia wśród tegorocznych nowości sztandarową serię Samsung Galaxy Tab S12, iPada mini z ekranem OLED czy Xiaomi Pad 9. Nowe konstrukcje wprowadzały także Huawei, Honor, OnePlus i Realme. Według analityków ta ofensywa premierowa nie przełożyła się jednak na wyraźne pobudzenie popytu.
I tu dochodzimy do problemu, który prawdopodobnie zna każdy posiadacz w miarę współczesnego tabletu: stary nadal jest całkiem dobry. Nie chodzi nawet o brak innowacji w całej kategorii. W tabletach dostajemy coraz lepsze wyświetlacze, mocniejsze układy, poprawiane akcesoria czy kolejne funkcje programowe. Kłopot polega na tym, że z perspektywy użytkownika korzystającego z urządzenia do przeglądania Internetu, oglądania Netfliksa, czytania, wideorozmów i okazjonalnej pracy kilkuletni model często nadal wykonuje te zadania wystarczająco dobrze.
Sama Omdia wskazuje, że utrzymujące się ograniczenia podażowe zmniejszają możliwości wprowadzania dużych ulepszeń specyfikacji. Różnice między kolejnymi generacjami stają się przez to mniej przekonujące, a konsumenci mogą zwyczajnie odłożyć wymianę sprzętu do czasu pojawienia się czegoś znacznie ciekawszego. To szczególnie bolesne dla kategorii produktu, którą trudno wymieniać równie regularnie jak telefon.
Apple nadal jest królem tabletów, ale korona zrobiła się trochę mniejsza
Tąpnięcie doskonale widać po wynikach największego producenta. Apple pozostał zdecydowanym numerem jeden, dostarczając w trzecim kwartale około 11,6 mln iPadów. Rok wcześniej było to prawie 16 mln urządzeń, więc mówimy o spadku o 27,5 proc. Co więcej, Apple tracił szybciej niż cały rynek, wskutek czego jego udziały zmniejszyły się z 38,2 do 36 proc.

To wciąż potężna przewaga. Drugi Samsung dostarczył 5,425 mln tabletów, uzyskując 16,9 proc. rynku. Jego sprzedaż liczona dostawami do kanałów dystrybucji spadła o 21,7 proc. rok do roku z 6,929 mln sztuk. Innymi słowy, sam Apple dostarczył ponad dwa razy więcej tabletów niż Samsung. Trudno jednak świętować 36-procentowy udział w rynku, kiedy cały rynek właśnie kurczy się o niemal jedną czwartą.
Warto przy tym pamiętać, że raport Omdii opisuje dostawy urządzeń do kanałów sprzedaży (sell-in), a nie liczbę tabletów, które w danym kwartale trafiły bezpośrednio do rąk konsumentów. To ważne rozróżnienie przy interpretowaniu takich zestawień.
Lenovo znalazło sposób na spadający rynek
Najciekawszym wyjątkiem w czołowej piątce jest Lenovo. W sytuacji, w której rynek zanurkował o 23 proc., chińskiej firmie udało się zwiększyć dostawy o 11,9 proc., z około 3,66 do 4,09 mln sztuk. Jej udział w rynku podskoczył dzięki temu z 8,7 do 12,7 proc.
Omdia podkreśla, że Lenovo jako jedyny producent z pierwszej piątki zanotował wzrost, podobnie zresztą jak kwartał wcześniej. Motorami dobrego wyniku były klasyczne tablety typu slate. Producent zwiększył dostawy w tej kategorii we wszystkich regionach poza Europą i Ameryką Łacińską, podczas gdy segment konstrukcji odłączanych od klawiatury mocno się skurczył.
Lenovo wyrasta więc na największego beneficjenta przetasowania. I to nie poprzez przejęcie pozycji któregoś z dwóch gigantów, bo dystans do Samsunga pozostaje spory, lecz konsekwentne zagospodarowywanie rynku, na którym niemal wszystkim pozostałym spadają wolumeny.
Xiaomi traci urządzenia, ale zyskuje udziały. Huawei oberwał najmocniej
Jeszcze ciekawiej robi się na dalszych miejscach. Xiaomi dostarczyło około 2,35 mln urządzeń. To o 10,6 proc. mniej niż rok wcześniej, ale ponieważ cały rynek kurczył się znacznie szybciej, udział firmy paradoksalnie wzrósł z 6,3 do 7,3 proc. Omdia wskazuje przy tym na szczególnie dobry kwartał Xiaomi w Ameryce Łacińskiej.
Zdecydowanie najgorzej spośród wielkiej piątki wypadł Huawei. Dostawy spadły z około 3,24 mln do 1,85 mln sztuk, czyli aż o 43 proc. Udział rynkowy firmy zmniejszył się z 7,8 do 5,7 proc. Huawei notował jednak wzrosty w Europie Środkowo-Wschodniej oraz regionie Azji i Pacyfiku.
Poza pierwszą piątką znalazła się reszta rynku odpowiadająca łącznie za około 6,9 mln dostarczonych urządzeń i 21,4 proc. całości. Sam układ sił jest zatem ciekawszy, niż sugerowałaby ponura liczba znajdująca się na początku raportu. Rynek się kurczy, ale jednocześnie trwa na nim wyraźne przetasowanie.
Jeszcze rok temu tablety rosły. Zwrot jest naprawdę gwałtowny
Skala zmiany robi największe wrażenie dopiero wtedy, kiedy cofniemy się o dokładnie rok. Według danych Omdii trzeci kwartał 2025 r. zakończył się wynikiem nieco ponad 40 mln urządzeń i wzrostem o 5,1 proc. Był to siódmy z rzędu kwartał wzrostów. Popyt napędzały wtedy m.in. Chiny i Bliski Wschód, czyli dwa regiony, które dzisiaj Omdia wymienia wśród najmocniej dotkniętych spadkami.
Analitycy już wtedy ostrzegali, że popyt związany z wymianą tabletów ma słabnąć. Spodziewano się wyciszenia rynku pod koniec 2025 r. i podobnej sytuacji w 2026 r. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie gwałtowniejsza: najpierw 10-procentowy spadek w poprzednim kwartale, a następnie 23-procentowe tąpnięcie w trzecim kwartale.
To niezły przykład tego, jak szybko może odwrócić się koniunktura w elektronice użytkowej. Jeszcze w 2025 r. pomagały częste premiery, promocje, konkurencyjne ceny i zainteresowanie tabletami dla dzieci oraz do gier. Rok później duże premiery nie wystarczają już do pobudzenia popytu.
Tablet nie umiera. Po prostu kolejny raz musi odpowiedzieć na niewygodne pytanie
Byłoby kuszące obwieścić po takich wynikach śmierć tabletów. Technologiczny cmentarz jest jednak pełen produktów, które rzekomo umierały już po kilka razy. 32 mln urządzeń dostarczonych w trzy miesiące nadal pokazuje, że mamy do czynienia z dużą kategorią elektroniki użytkowej. Problem leży gdzie indziej. Producentów coraz mocniej prześladuje pytanie: dlaczego właściciel dobrego, dwu-, trzy- albo czteroletniego tabletu miałby kupić nowy właśnie teraz?
Łatwo odpowiedzieć na nie marketingowym sloganem. Znacznie trudniej portfelem klienta. Na razie ludzie najwyraźniej coraz częściej dochodzą do wniosku, że mogą spokojnie poczekać. A jeśli Omdia ma rację to producenci będą musieli uzbroić się w podobną cierpliwość. Firma badawcza ocenia, że przy dalszym zaostrzaniu się problemów podażowych znaczące odbicie rynku jest mało prawdopodobne przed 2028 r.
To chyba najgorsza wiadomość w całym raporcie. Spadek o 23 proc. wygląda fatalnie, ale jest tylko zdjęciem jednego kwartału. Perspektywa kolejnego roku słabości sugeruje już, że rynek tabletów nie zaliczył po prostu chwilowej zadyszki. Po dwóch latach wzrostów branża dostała zimny prysznic. I tym razem nawet OLED, szybszy procesor czy kolejna generacja sztandarowca mogą nie wystarczyć, aby przekonać ludzi, że urządzenie leżące obecnie na ich kanapie rzeczywiście trzeba już wymienić.
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.